Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Marzenie na miarę młodego pokolenia. Tworzymy Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego

przeczytanie zajmie 6 min
Marzenie na miarę młodego pokolenia. Tworzymy Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego zasoby własne

Naszym zadaniem jest stworzenie instytucji, która wypełni konstrukcyjną lukę w polskim życiu publicznym. 14 września na Stadionie Narodowym w Warszawie oficjalnie inaugurujemy działalność Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, które jest wspólnym dziełem środowisk Klubu Jagiellońskiego i „Nowej Konfederacji”, a także szeregu osób spoza tych ośrodków.

Jaki jest bilans polskiej transformacji? Dla naszego pokolenia (obaj urodziliśmy się w orwellowskim roku 1984) III Rzeczpospolita AD 2015 na pewno nie jest w ruinie, ale też nie jest krajem naszych marzeń. Pomimo ewidentnych sukcesów – takich jak blisko trzykrotny wzrost PKB, wejście do NATO i UE – nie wytrzymuje elementarnych porównań z II RP, choć ta ostatnia zmagała się ze znacznie trudniejszą sytuacją międzynarodową.

Przede wszystkim – Polska wciąż nie jest krajem podmiotowym. Tak wewnątrz, jak i w polityce zagranicznej – pozostaje niezdolna do stawiania sobie ambitnych celów i ich realizacji.

Niezbudowanie państwa w ciągu przeszło ćwierćwiecza transformacji uważamy za fundamentalną klęskę. Niepokojącą tym bardziej, że dobiega końca post zimnowojenny okres pokoju, stabilności i rozwoju.

Postawmy jednak pytanie podstawowe, zwłaszcza z myślą o bardziej utylitarnie nastawionych przedstawicielach młodego pokolenia. Po co nam Polska? W dobie globalizacji z jednej strony, z drugiej zaś – w warunkach wykuwania nowego ładu światowego, bez podmiotowego państwa nie da się skutecznie realizować indywidualnych aspiracji. Dotyczy to zarówno nas, jak i naszych dzieci. Marzenie o lepszej przyszłości jest zatem siłą rzeczy marzeniem o lepszej Polsce.

Pozorne pomysły

Jednym z istotnych hamulców w realizacji tych marzeń jest upadek poważnej debaty nad polityką. Zafiksowane na tematach trzeciorzędnych media głównego nurtu nie są w stanie należycie docenić ważnych idei, rodzących się (zbyt rzadko, skądinąd) w głowach naukowców i ambitniejszych intelektualnie publicystów. Predestynowane do suflowania pomysłów naprawy Polski w sposób zrozumiały dla zwykłego człowieka i atrakcyjny dla dziennikarza think tanki w przytłaczającej większości nie spełniają swojej roli. Skupiają się bowiem albo na publicystyce, albo na lobbingu, albo na pracy w kuluarach. W rezultacie jako uczestnicy debaty publicznej nie wychodzą poza opisywanie rzeczywistości.

Zasadniczą przyczyną, a zarazem zasadniczym skutkiem tego wyjałowienia intelektualnego, jest dyktat marketingu politycznego. Gwałtowna profesjonalizacja polskiej polityki w ciągu ostatnich kilkunastu lat okazała się pułapką.

Zmarginalizowała dyskusję programową na rzecz notorycznych „wrzutek” od partyjnych spin doktorów. Apogeum osiągnęliśmy w tym roku. Z partią władzy, urządzającą kilkumiesięczny show wokół tworzonego po blisko ośmiu latach administrowania krajem programu, którego ostateczny kształt mamy poznać… na kilka tygodni przed najważniejszymi wyborami. Z główną partią opozycyjną, organizującą szumną konwencję programową, której zasadniczą treść (wystąpienia traktowane jako obowiązujący program PiS) opublikowano… z odpowiednim opóźnieniem. Tak, aby podczas debaty o niej dominowały wrzutki i wycinki, a istota była dostępna wówczas, gdy nikt już o konwencji nie będzie mówił.

W ten oto sposób program polityczny staje się drugorzędnym narzędziem PR-u. Do rangi symbolu urasta fakt, że w sondażach prowadzi ten, kto zręczniej udaje, że ma pomysł na Polskę.

Czas przesileń

Dzieje się to w czasie największych od końca zimnej wojny przetasowań geopolitycznych. Organizowane przez amerykańsko-chińską rywalizację hegemoniczną, przybierają postać narastającego – od Maroka po Irak i Ukrainę – chaosu. Zbiegają się z osłabieniem NATO i Unii Europejskiej, renesansem egoizmów narodowych, odwracaniem sojuszy. Przezorność każe przewidywać, że to dopiero preludium – i jak najszybciej konsolidować lokalne zasoby. Dominujących do niedawna opowieści o „końcu historii” nikt przy zdrowych zmysłach nie traktuje już poważnie.

Jakby tego było mało, rozpowszechnia się uzasadnione przekonanie, że wyczerpuje się neokolonialny model rozwoju Polski, oparty na inwestycjach zagranicznych. Tylko legalny drenaż naszego kraju z kapitału osiągnął w 2013 r. rekordowy poziom 82 miliardów złotych (5 proc. PKB) i zdaje się stabilizować na zbliżonym poziomie. W następnej perspektywie finansowej UE staniemy się najprawdopodobniej płatnikiem netto. Doświadczymy też w najbliższych latach poważnych (wciąż dokładnie niepoliczonych!) kosztów unijnego pakietu klimatycznego. Również bilans naszego członkostwa w Unii – samego w sobie pozytywnego – staje się więc co najmniej niejasny.

Równocześnie wzbierają skutki wieloletnich zaniechań: w budowie infrastruktury, zaplecza badawczo-rozwojowego, edukacji i – last but not least – w walce z korupcją. Utrzymuje się brak szacunku dla prawa i instytucji publicznych i wzajemna nieufność obywateli. Bez dobrej i z determinacją realizowanej strategii nie zmienimy faktu, że mamy kompromitująco małą liczbę patentów na głowę mieszkańca. Doświadczymy kolejnych policzków, takich jak ten mijającego lata, gdy wydolność naszych bloków energetycznych stanęła pod znakiem zapytania z powodu pogody. A olbrzymie środki przeznaczane co roku na szkolnictwo wyższe czy armię będą nadal marnowane.

Biorąc pod uwagę główne tendencje, teza Jerzego Hausnera o grożącym nam długotrwałym ugrzęźnięciu w gospodarczej miernocie (tzw. pułapce średniego dochodu) wydaje się umiarkowanie optymistyczna. A przestroga Michała Boniego o niebezpieczeństwie „dryfu rozwojowego” właśnie się ziszcza.

W rezultacie w okres przesileń geopolitycznych i gospodarczych wchodzimy z „państwem istniejącym tylko teoretycznie”: niezdolnym ani do definiowania, ani do realizowania interesu publicznego tak na szczeblu międzyresortowym, jak i na poziomie ministerstw.

Z zacofaną, drenowaną, narażoną na poważne wstrząsy gospodarką. Z niesterowną, słabą, nieudolnie modernizowaną armią.

Co na to polscy politycy? Raczą nas kuglarskimi sztuczkami z repertuaru marketingu politycznego oraz koncertami niezbornych, wyrwanych z kontekstu życzeń. Ostrość ich retoryki jest przy tym odwrotnie proporcjonalna do zdolności rozwiązywania problemów. Co na to polskie media? Ochoczo omawiają suflowane przez partyjnych spin doktorów tematy nieistotne. Co na to polskie uczelnie? Beztrosko kontynuują nieproduktywny wyścig po punkty i granty.

Przełamać bezwład

Postanowiliśmy podjąć ambitną próbę przeciwdziałania tej – coraz bardziej szkodliwej – „tyranii status quo”. Jako trzydziestolatkowie, którzy z jednej strony pozakładali rodziny i zdobyli sporo zawodowych doświadczeń, a z drugiej strony większość kariery mają wciąż przed sobą – chcemy przyczynić się do budowy podmiotowej Rzeczypospolitej. Robiąc zarazem coś na własne konto. Pora przejąć pałeczkę w międzypokoleniowej sztafecie. Nie angażując się w działalność partyjną, poczuwamy się przy tym do republikańskiego etosu służby publicznej.

Nie jesteśmy w stanie od razu zaradzić wszystkim słabościom.

Wziąwszy jednak pod uwagę nasze doświadczenie i potencjał, mamy poczucie, że naszym zadaniem jest stworzenie instytucji, mogącej wypełnić konstrukcyjną lukę w polskim życiu publicznym.

Krajowa polityka, aby być skuteczną, potrzebuje zaplecza eksperckiego, które (zamiast zajmować się, jak oficjalny think tank mającej od ośmiu lat władzę partii, kwestiami tak marginalnymi jak zieleń w Kopenhadze czy reklamy w São Paulo) podejmie próbę odpowiedzi na najważniejsze wyzwania stojące dziś przed naszym krajem.

Dlatego 14 września o godzinie 11.00 na Stadionie Narodowym w Warszawie oficjalnie inaugurujemy działalność Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Dołożyliśmy wszelkich starań, aby był to think tank nie tylko z nazwy, ale – z prawdziwego zdarzenia. Nie ograniczający się do opisu rzeczywistości, ale przede wszystkim proponujący, jak ją zmieniać. Naszym celem jest stworzenie, w ciągu najdalej trzech lat, projektów systemowych zmian w kilkunastu obszarach życia publicznego. Chcemy zaproponować projekty zasadniczych zmian m.in. w zakresie ustroju, administracji, finansów publicznych, gospodarki, nauki, edukacji, energetyki, transportu, dyplomacji i bezpieczeństwa, polityki morskiej, ubezpieczeń społecznych, mieszkalnictwa, rolnictwa, zdrowia. W dziewięciu z tych dziedzin już zaczęliśmy prace merytoryczne. W pozostałych, przy sprzyjających wiatrach, zaczniemy w ciągu kilku miesięcy.

To przedsięwzięcie jest wspólnym dziełem środowisk Klubu Jagiellońskiego i „Nowej Konfederacji”, a także szeregu osób spoza tych ośrodków. Dotąd łączyła nas miłość do Polski w duchu republikańsko-konserwatywnym. Od teraz łączy nas też wspólne działanie. Jesteśmy przekonani, że nasz wspólny potencjał, wzmocniony przez polski biznes, którego ekspansję chcemy wspierać (uważając ją za warunek sine qua non podmiotowości Polski) umożliwi nam realizację założonych celów.

Jednocześnie uważamy za swój obowiązek podtrzymywanie otwartości na odmienne spojrzenia i wrażliwości, kwestionowanie utartych schematów, gotowość do nieustannych rewizji. Jesteśmy zdeterminowani, by pozostać niezależnymi od jakiejkolwiek partii, grupy kapitałowej czy osoby. Wyrażamy zarazem gotowość do współpracy ze wszystkimi, którzy podzielają nasze cele i wartości.

Dlaczego tak

Dlaczego miałoby nam się udać, skoro nikomu na dłuższa metę dotąd się nie powiodło? Widzimy wzrost naszego potencjału, rekordową gotowość do współpracy między środowiskami, między biznesem i ekspertami, nienotowaną wcześniej hojność Darczyńców. Również zainteresowanie mediów dorobkiem think tanków jeszcze nigdy nie było – naszym zdaniem – tak duże.

Przede wszystkim jednak mamy głębokie przekonanie, że jest to zadaniem naszego pokolenia. Czymś, co powinno po sobie pozostawić.

Najwyższa pora zacząć wygrywać!

Chcesz jako pierwszy poznać efekty naszej pracy, nawiązać ekspercką współpracę z CA KJ lub zdobyć akredytację dziennikarską na inaugurację naszej działalności? Wejdź na www.cakj.pl i zostaw nam adres e-mail.