Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Mateusz Mroczek  13 sierpnia 2015

Związkowcy o uzbrojeniu: jak kupować, to tylko polskie

Mateusz Mroczek  13 sierpnia 2015
przeczytanie zajmie 6 min
Związkowcy o uzbrojeniu: jak kupować, to tylko polskie epwa.pl/Marek Kowalczyk

31 lipca br. związkowcy z NSZZ Solidarność, PZL Świdnik oraz przedstawiciele władz Świdnika złożyli u Marszałek Sejmu obywatelski projekt ustawy „o wzmocnieniu przemysłowego potencjału obronnego Rzeczypospolitej Polskiej”. Wedle pomysłodawców projektu znacząco wzmocni on ochronę interesów polskiego przemysłu obronnego przy zakupach sprzętu na potrzeby polskiej armii. Istnieją jednak obawy, czy nie pociągnie on za sobą skutków odwrotnych od zamierzonych.

Bodźcem do przygotowania projektu ustawy była, głośna w ostatnich miesiącach, sprawa przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla Wojska Polskiego, w którym zwycięską okazała się być propozycja Airbus Helicopters – śmigłowiec H225M Caracal. Oferty dwóch pozostałych uczestników – PZL Świdnik, działające we włosko-brytyjskiej grupie Augusta Westland oraz PZL Mielec, kontrolowane przez Sikorsky Aircraft Corporation, zostały odrzucone z powodów formalnych. Sprawa tego przetargu być może nie budziłaby tak wielkich kontrowersji, gdyby nie fakt, że Airbus Helicopters nie posiada w Polsce żadnego zakładu produkcyjnego (powstać ma dopiero montownia), a dwaj pozostali oferenci dysponują znaczącą bazą przemysłową w Świdniku i Mielcu, która już od początku umożliwiałaby montaż śmigłowców na terenie kraju.

Powierzenie realizacji wielomiliardowego przetargu Airbusowi, negatywnie wpłynęło na sytuację krajowych producentów, wiążących z nim ogromne nadzieje i wywołało głośne protesty wśród związkowców i mieszkańców obydwu miast.

Nie wdając się w szczegóły, warto jednak podkreślić, że maszyny oferowane przez przegranych uczestników przetargu nie spełniały założeń technicznych, wymaganych przez MON.

Chcąc wyjść na przeciw oczekiwaniom polskiej „zbrojeniówki”, która chciałby realizować jak największą część wielomiliardowego Programu Modernizacji Technicznej Wojska Polskiego, związkowcy ze Świdnika opracowali projekt ustawy, która wymuszałaby na MON lokowanie zakupów zbrojeniowych w polskim przemyśle. Projektodawcy wyszli ze słusznego założenia, że jednym z wyznaczników suwerenności państwa jest dysponowanie potencjałem umożliwiającym produkcję określonych systemów uzbrojenia i sprzętu wojskowego, jak również zdolność do jego serwisowania, rozwijania i projektowania.

Co istotne, według pomysłodawców ustawa w zaproponowanej formie nie naruszałaby unijnych reguł w zakresie jednolitego rynku zbrojeniowego. Zgodnie bowiem z art. 346 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, państwa członkowskie mogą udzielać zamówień publicznych w obszarze obronności w taki sposób, aby chronić swoje żywotne interesy bezpieczeństwa państwa. Przy czym zdefiniowanie tych podstawowych interesów pozostawiono w gestii poszczególnych krajów. Niemniej pojawiają się również głosy, iż tak drastyczne, dokonane wprost w ustawie ograniczenie konkurencyjności przy udzielaniu zamówień dla armii, mogłoby wzbudzić wątpliwości Komisji Europejskiej w kontekście zgodności z prawem UE.

Jak podkreślają pomysłodawcy projektu, zakłada on obowiązkowe stosowanie kryterium terytorialności produkcji na obszarze Polski, przy udzielaniu zamówień przeznaczonych wyłącznie dla celów wojskowych. Zaproponowano również ustanowienie nowej kompetencji dla Rady Ministrów, która w pewnych przypadkach mogłaby uchwalać tzw. Narodowe Programy Partnerstwa na Rzecz Obronności (NPPRO), których realizacja powinna się opierać na wykorzystaniu polskiego potencjału przemysłowego sektora obronnego. W braku istniejących, narodowych możliwości technicznych, do NPPRO mogłyby zostać włączone inne podmioty, w tym przede wszystkim przemysł zagraniczny, który poprzez tworzenie spółek joint venture razem z jednostkami należącymi do Skarbu Państwa, zapewniałby transfer do Polski technologii i know-how.

Według inicjatorów takie rozwiązanie zapewniałoby polskiemu rządowi odpowiedni poziom kontroli nad tworzonymi spółkami, a przez to zabezpieczałoby interesy państwa pod kątem posiadanych praw do technologii oraz służyło rozwinięciu i wzmocnieniu potencjału obronnego RP.

Summa summarum, efektem realizacji zaproponowanego przez związkowców projektu, byłoby kierowanie zamówień na sprzęt wojskowy w pierwszej kolejności do podmiotów polskich, jeśli tylko posiadają odpowiedni potencjał przemysłowy. Podmioty zagraniczne miałyby dostęp do polskich przetargów tylko wtedy, gdy krajowy przemysł nie posiadałby w danej dziedzinie możliwości wytwórczych.

Dodatkowo, przedsiębiorstwa zagraniczne musiałyby uruchomić w Polsce faktyczną działalność produkcyjną we współpracy z polskim podmiotem, do którego nastąpiłby transfer technologii.

Do inicjatywy krytycznie odniosły się władze MON, w tym m.in. minister Tomasz Siemoniak, który w wypowiedzi dla PAP stwierdził, że Wojsko Polskie musi dysponować najlepszym sprzętem, a nie zawsze produkty oferowane w kraju spełniają to podstawowe kryterium. W podobnym tonie wypowiedział się Czesław Mroczek, wiceminister obrony narodowej, który uznał, że pomysł ustawy jest chybiony i szkodliwy dla konkurencyjności zbrojeniówki. Jego zdaniem propozycja związkowców jest niezgodna z prawem krajowym i europejskim. Szef MON podkreślił również, że już teraz duża część środków budżetowych wydawanych na modernizację armii, kierowana jest to polskich podmiotów – w 2015 r. łącznie około 5,5 z planowanych 8,2 miliarda zł.

Oceniając propozycję związkowców, należy w pełni zgodzić się z przyjętą przez nich koncepcją, że w przypadku sprzętu wojskowego niezwykle istotne jest by potencjał produkcyjny, serwisowy i projektowy znajdował się na terenie Polski. Jest to ważne ze względów praktycznych, związanych z niższymi kosztami eksploatacji i serwisowania uzbrojenia w czasie pokoju, ale też z dostępnością i niezależnością potencjału produkcyjnego i remontowego w czasie ewentualnego konfliktu. Posiadanie własnego, krajowego potencjału przemysłowego w zakresie produkcji nowoczesnego i skutecznego uzbrojenia, odpowiadającego potrzebom współczesnego pola walki, wpływa również na rozwój i wzrost innowacyjności oraz efektywności całej narodowej gospodarki.

To przecież w ramach centrów badań i rozwoju wielu koncernów zbrojeniowych opracowano tysiące innowacji, które trafiały następnie na rynek cywilny. W Polsce również posiadamy kilka podmiotów, które słyną z produkcji nowoczesnych produktów wojskowych. Zakłady takie jak PIT-RADWAR S.A., dzięki którym Polska słynie z nowoczesnej radiolokacji, czy WB Electronics, gdzie powstają jedne z najnowocześniejszych na świecie wojskowych systemów informatycznych i bezzałogowych statków latających, to tylko kilka z szeregu polskich producentów, którzy mogliby zyskać na przyjęciu projektu tej ustawy, w szczególności w zakresie pozyskiwania technologii od zagranicznych kooperantów.

Są to jednak przykłady przedsiębiorstw, które już teraz dopracowały się odpowiedniej pozycji na rynku uzbrojenia – skutecznie walcząc o zamówienia nie tylko na rynku polskim, ale także na rynkach zagranicznych. Stało się to dzięki profesjonalnemu podejściu do biznesu i przyjęciu założenia, że dobry produkt sam się obroni, bez potrzeby roztaczania nad producentem zbyt dużej ochrony państwa.

W tym miejscu ujawnia się bowiem druga strona medalu omawianego projektu, na którą poniekąd wskazał wiceminister Mroczek- mianowicie zagrożenie dla konkurencyjności polskiej zbrojeniówki. Faktem bowiem jest, że wiele krajowych zakładów zbrojeniowych, przez lata zaniedbanych, pod fatalnym zarządem, zdegradowało swoje zdolności produkcyjne i innowacyjne. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy było prowadzenie przez MON polityki „kroplówki”, tj. wspierania podupadających zakładów nie do końca przemyślanymi, niespójnymi zamówieniami, czy też finansowania niepotrzebnych programów rozwojowych, których efekty następnie często lądowały w koszu, tylko po to żeby utrzymać je „przy życiu”, nie prowadząc przy okazji żadnych działań rozwojowych. Przykładem niech będzie sprawa podwozi dla armatohaubic Krab, których przez lata nie potrafił wyprodukować Bumar-Łabędy, co skończyło się w końcu zakupem pojazdów w koreańskim Samsungu Techwin.

W tym kontekście proponowana przez związkowców ustawa może w dłuższej perspektywie okazać się kolejnym gwoździem do trumny polskiej zbrojeniówki. Może ona bowiem wyeliminować jeden z naturalnych bodźców do prowadzenia badań i działalności rozwojowej, jakim jest konkurencja. Choć w przypadku zamówień zbrojeniowych ciężko mówić o czymś takim jak wolny rynek, to być może lepsze szanse na zwiększenie udziału polskiej zbrojeniówki w modernizacji technicznej armii przyniesie poprawa kultury zarządzania przedsiębiorstwami, pójście przykładem WB Electronics i skupienie się na produkcji dobrych produktów, pozyskiwanie zagranicznych partnerów technologicznych, a przede wszystkim konsolidacja przemysłu zbrojeniowego, która nareszcie postępuje pod szyldem Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Z drugiej strony warto rozważyć zmianę zasad postępowań przetargowych w MON, które w znacznie mniejszym stopniu powinny kierować się najniższą ceną, a punktować dobre, realizowane w Polsce projekty przemysłowe. Cel jakim jest zwiększenie udziału krajowego przemysłu w programie modernizacyjnym, mógłby zostać zrealizowany innymi, nie tak „twardymi” środkami, jakie proponują związkowcy.

Choć ciężko w dzisiejszej sytuacji politycznej oceniać szanse na przyjęcie omawianego projektu, tym bardziej, że przez autorami stoi jeszcze zadanie zebrania 100 tys. podpisów obywateli, to – pomimo wskazanych wyżej wątpliwości – warto mieć nadzieję, że będzie on przyczynkiem to dyskusji i podjęcia innych działań w kierunku rozbudowy polskiego przemysłu obronnego, przy okazji prowadzonych obecnie programów pozyskiwania nowego sprzętu wojskowego.

Zbieżność nazwisk autora i wiceministra MON jest przypadkowa. 🙂