Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Edyta Dziobek-Romańska  5 sierpnia 2015

Z życia małopolskich matek. Przypadki Poradni Obywatelskiej Klubu Jagiellońskiego

Edyta Dziobek-Romańska  5 sierpnia 2015
przeczytanie zajmie 6 min
Z życia małopolskich matek. Przypadki Poradni Obywatelskiej Klubu Jagiellońskiego shutterbugamar/Flickr.com

Ustanowienie prawa to jedno. Jego implementacja to drugie. Ale prawdziwe schody zaczynają się przy interpretacji konkretnych przepisów. Najbardziej cierpią na tym najsłabsi a wśród samotne matki, których często sąsiadami w mieszkaniach socjalnych są awanturnicy i alkoholicy, a prawdziwym wyzwaniem staje się zmiana miejsca zameldowania.

Powszechnie znanym jest fakt, iż od pewnego czasu wzrasta zrozumienie organów państwowych i samego ustawodawcy dla osób mających dzieci. Media huczą o urlopach macierzyńskich, rośnie rola organizacji pozarządowych reprezentujących interesy rodzin, a prawo staje się coraz bardziej przychylne i dąży do absolutnie równego traktowania tak silniejszej, jak i słabszej płci. Obwarowane licznymi międzynarodowymi konwencjami i traktatami przywileje nie mają szans być pominięte w polskim systemie prawnym. Z drugiej strony jednak, ludzka ignorancja i brak znajomości reguł interpretacyjnych tekstów prawnych rodzi częste komplikacje na płaszczyźnie praktyki. Przyznanie samego prawa, czy jego implementacja do porządku legislacyjnego to tylko połowa sukcesu- do niego wszak potrzebny jest również pierwiastek działania a za pomocą samych intencji nie sposób zbudować dobrze działającego państwa.

Skuteczną przeszkodą jest przede wszystkim sama biurokratyzacja instytucji i nakaz posłuszeństwa urzędników wobec narzuconych im reguł, stanowionych przecież gdzieś w oderwaniu od tej podstawowej jednostki społeczeństwa jaką jest rodzina; często w systemie scentralizowanym, nie mogącym z samej swojej istoty i ze względu na swoje immanentne właściwości reagować na każdorazowo powstały problem w sposób szybki – konieczne jest bowiem przejście pewnej procedury także w przypadku notyfikacji ewentualnych problemów.

W tej spirali, czasami absurdalnych przeszkód, jednymi z częstszych ofiar stają się jednostki potrzebujące specjalnej opieki ze strony instytucji publicznych, a wśród nich kobiety, którym dane na świat było wydać potomka.

Natrafiając one na ścianę niezrozumienia, szukają wsparcia wszędzie tam, gdzie ktoś gotów jest wyciągnąć do nich pomocną dłoń.

W tych przypadkach, które rodzą się z biurokratyzacji, rozwiązanie często musi być kreatywne i nietuzinkowe. Kolokwialnie można to ująć frazą „nie siłą, a sposobem” – ciężko bowiem samemu stawać w szranki z machiną administracyjną, dlatego matki, którym taka przeszkoda wyrosła nagle, trafiają do krakowskiej i gliwickiej Poradni Obywatelskiej, gdzie szukają rozwiązań, które pozwoliłyby im i im dzieciom wieść normalne życie. Na ostrzu znajdują się przede wszystkim samotne matki, choć wiele problemów administracyjnych mają też osoby zamężne, które korzystają ze świadczonych społecznie zasiłków. Ubezpieczenia społeczne rodzą równie częste problemy w życiu kobiet obarczonych macierzyńskim obowiązkiem.

Przypadki małopolskich matek, które należałoby przytoczyć, zaczynają się od tych opartych na gruncie praw rodzicielskich. Jest to wszak temat, który dotyczy niemal wszystkich. Nie sposób bowiem nosić przy sobie naręcza dokumentów poświadczających sytuację prawną dziecka i trudno sobie wyobrazić, by wszystkie matki miały to robić. Oczywiście, jeśli mowa o istotnych sprawach dziecka, gdzie konieczne jest przedstawicielstwo obojga rodziców, oświadczenie zastępujące obecność jednego z nich wymagane jest każdorazowo, jako poświadczenie zgody ojca. Absurdem jednak staje się żądanie zgody ojca w przypadku nieposiadania przez niego władzy rodzicielskiej; w prostym porównaniu można tu przywołać fikcyjną sytuację, w której urzędnik zażądałby zgody wujka z Gliwic na utworzenie dziecku paszportu. Wydaje się to śmieszną sytuacją, podczas gdy realia krakowskich urzędów ciosają ciężkie działa przeciwko matkom posiadającym jednostronną władzę rodzicielską. Jednak procedury administracyjnoprawne stają się wręcz nie do przejścia, jeżeli ojcem dziecka jest obcokrajowiec. Urzędnicy nierzadko z trudem przyjmują do wiadomości fakt, iż w innych państwach panuje inny porządek prawny – tworzą wówczas proceduralnie błędne koła.

Za przykład można przytoczyć sytuację, w której dziecko urodzone w granicach Unii Europejskiej wraz z matką powraca na ojczystą ziemię. Ojciec co prawda uznał potomka, jednak odrzucił władzę rodzicielską; wszelkie dokumenty poświadczające taki stan rzeczy, wystawione przez urząd państwa europejskiego, odpowiadający polskiemu urzędowi stanu cywilnemu – takie jak akt urodzenia, czy opinia organu na temat jednostkowej sytuacji prawnej dziecka – przełożone na język polski przez przysięgłego tłumacza i poświadczone o ich zgodności z oryginałem, trafiają na ręce polskiego urzędnika. Z pozoru banalna sytuacja, bowiem w świetle prawa unijnego, dokumenty wydane na terenie jednego państwa europejskiego muszą być respektowane na terenie innego państwa Unii w ramach jednolitego obiegu dokumentów. Decydent odmawia jednak posłuszeństwa wobec tej reguły i odsyła kobietę do sądu w celu uzyskania zastępczej zgody ojca. Taka sprawa jest jednak rozpatrywana sądownie w przypadku sporu rodziców w kwestii istotnej sprawy dziecka jeśli posiadają oni oboje władzę rodzicielską. Nasza interesantka jest wszak osobą jednostronnie dzierżącą prawa i obowiązki rodzica, orientuje się więc szybko o bezcelowości wszczynania takiego postępowania, zwłaszcza, że wniosek sąd odrzuciłby już na podstawie tej przesłanki. Pozostaje jednak bezradna wobec blokady urzędnika, który żadnymi argumentami nie daje się przekonać. Aby dopiąć sprawy, może już tylko zagłębić się w gąszcz skarg, co tylko skutecznie opóźnia załatwienie sprawy dziecka.

Do krakowskiej Poradni Obywatelskiej trafia również dużo spraw opartych o grunt świadczeń społecznych, takich jak zasiłki czy mieszkanie socjalne. O te drugie mogą ubiegać się samotne matki z dziećmi. I tutaj instytucje czynią co prawda zadość prawnym uprawnieniom, przyznając zgodnie z przepisami mieszkanie tym kobietom, które spełniły warunki formalne. Po wprowadzce okazuje się, że matka półtorarocznego dziecka sąsiaduje z mieszkaniem, w którym dzień w dzień odbywają się libacje alkoholowe, słychać krzyki, burdy oraz trzaskanie drzwi. Jednym słowem hałas i to bardzo niewychowawczy hałas, jeśli w grę wchodzi wychowanie dziecka. Matka zgłasza się więc do urzędu miasta o zamianę lokum na bardziej przyjazne. Urzędnicy rozkładają jednak ręce, tłumacząc się realizacją obowiązku. Jak to możliwe, że nikt nie sprawdza w jakim miejscu umieszczamy najmłodszych wraz z opiekunami? Brak jest jakiejkolwiek regulacji zmuszającej urzędy gmin do przyglądania się jednostkowym sprawom. Istotne jest jedynie spełnienie wymienionych warunków, po czym każdy interesant staje się tylko sprawą o jakiejś sygnaturze. W ten sposób instytucje samorządowe umieszczają najwrażliwszych obok awanturników – ponieważ tam zwolniło się miejsce.

Dobrym rozwiązaniem byłoby budowanie bloków socjalnych oddzielnie dla samotnie wychowujących matek, aby mogły one w spokoju wychowywać swoje dzieci, w przyjaznym otoczeniu, w którym nie muszą się chować i ryglować drzwi.

O ile można kwestionować taki pomysł w przypadku małych gmin, gdzie niewiele osób ubiega się o mieszkania socjalne, o tyle w dużych miastach- powiatowych, czy wojewódzkich- takie rozwiązanie ma już sens.

Wreszcie i organy zasiłkowe rzucają kłody pod nogi tym, którzy potrzebują największej uwagi ze strony państwa. Mowa tu o dzieciach niepełnosprawnych, których mamy w celu otoczenia ich jak najlepszą opieką, rezygnują ze swoich dotychczasowych ścieżek zawodowych. O tyle, o ile samo uzyskanie zasiłku pielęgnacyjnego, który pozwala na finansowanie potrzeb rodziny w zakresie tego brakującego budżetu, nie staje się problemem, to doradcy Poradni odnotowali niedogodności dla takich matek w przypadkach próby zmiany adresu zameldowania. Wyobraźmy sobie, że na terenie jednej z gmin zameldowana jest na stałe rodzina, w której dzieci dotknięte są jakimś rodzajem wady genetycznej. Z pomocą dla tych potrzebujących wychodzi państwo, które oferuje świadczenie pielęgnacyjne, dysponowane i przyznawane przez organy gminnej czy miejskiej pomocy społecznej. Świadczenie to jest oskładkowane, toteż kobieta nie będzie w przyszłości miała problemu z uzyskaniem ewentualnej emerytury. Nie dziw, że wiele osób korzysta z tej formy pomocy; w omawianym przypadku dziecko dotknięte jest trwałym upośledzeniem i otrzymuje na swoją rzecz zasiłek pielęgnacyjny. Rodzina postanawia jednak zmienić miejsce zamieszkania i przeprowadzić się do innej gminy.

W efekcie traci świadczenie na terenie dotychczasowej gminy, a w nowej musi przejść tę samą, kilkumiesięczną procedurę przyznawania świadczenia – nie istnieje bowiem żaden system obiegu dokumentacji, który skróciłby tę procedurę. Przez te kilka miesięcy i matka, i dziecko, odcięci są od jakiegokolwiek wsparcia finansowego.

Można sobie wyobrazić, o ile łatwiej byłoby po prostu wprowadzić taką komunikację między gminami, zwłaszcza, że taka rodzina nie ma innej możliwości finansowania swoich specjalnych potrzeb.

Te i wiele innych spraw trafia do krakowskiej oraz gliwickiej Poradni Obywatelskiej. Nie sposób zliczyć przypadków, w których prawa najsłabszych są przez państwo uporczywie blokowane. Na niektóre z tych barier można łatwo znaleźć rozwiązanie, zburzenie innych okupione jest ogromem kreatywności. Wydaje się, że administracja, która składa się z tysięcy ludzi, powinna tworzyć konstruktywne regulacje i procedury. Niestety tak nie zawsze się dzieje i z taką machiną musi później walczyć sama kobieta w imieniu swojego dziecka, a z nią kilkunastu członków poradni.

Mamy napotykają w instytucjach państwowych i samorządowych przeróżne przeszkody a jednocześnie organy te nie kwapią się do ich usunięcia, nie posiadając żadnych systemów eliminacji błędów proceduralnych w celu zwiększenia efektywności. Urzędnicy z drugiej strony biurek spotykają się z takimi przypadkami bardzo często i słyszą skargi na temat działania urzędów, ewentualne sugestie poprawy rzeczywistości. Ich zadaniem powinno być monitorowanie procedur a tak niestety się nie dzieje. Setna taka sprawa nic nie zmienia, a interesantki muszą ubiegać się o pomoc w organizacjach pozarządowych i pożytku publicznego, które mają już jakiś wpływ na działania administracji. Skoro te organizacje są w stanie rozpoznać problem, nie powinno to być niemożliwe dla machiny administracyjnej.