Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Katarzyna Nowicka  1 sierpnia 2015

Rozdeptane ślady. O powstańczych budynkach, które poszły na przemiał

Katarzyna Nowicka  1 sierpnia 2015
przeczytanie zajmie 4 min
Rozdeptane ślady. O powstańczych budynkach, które poszły na przemiał flickr

Mimo że z polecenia Himmlera wynikał nakaz całkowitej pacyfikacji Warszawy tak, by „nie pozostał kamień na kamieniu”, niektóre fragmenty miasta po 1944 r. wciąż istniały. Ostatnia dekada przyniosła ich częściową modernizację.

Jan Zachwatowicz, jeden ze współautorów koncepcji odbudowania po wojnie Starówki, zauważył, że Niemcy równający z ziemią Warszawę działali zgodnie z hasłem przez nich głoszonym: „Naród żyje tak długo, jak żyją jego dzieła kultury”. To właśnie z tego powodu największym zniszczeniom uległy stare obiekty zabytkowe: zamki, pałace, kościoły, pomniki, a także dorobek kultury technicznej i przemysłowej. Szybka odbudowa stolicy nie brała się wyłącznie z „woli ludu”. Jak pisze Davies, mimo że Warszawa po powstaniu warszawskim przedstawiała widmowy obraz, to największym widmem było to o imieniu „Powstanie”.

W chwili tworzenia nowego porządku należało jak najsprawniej zaprojektować budynki, wytyczyć nowe ulice i wyznaczyć centrum. W przypadku odbudowy Starówki kłóciły się ze sobą dwie koncepcje – według oddalonego pomysłu ruiny miały pozostać nieruszane, by nieustannie przypominać o tragedii powstania. Warto tu wspomnieć o haśle „kontrikonoklazmu”, którym posługuje się Adrian Forty odnośnie do procesu polegającego na odtworzeniu czegoś, by zapomnieć o tym, co oznaczał brak tego. Wbrew tej koncepcji postąpiono we Francji – żołnierze SS bestialsko potraktowali mieszkańców miasteczka Oradour-sur-Glane i ostatecznie doszczętnie je spalili, a Francuzi na pamiątkę pozostawili ruiny. W przypadku Polski dla dobra nowej sprawy lepiej było podjąć się trudu rekonstrukcji, niż pozostawić zionące pustką i świeżą pamięcią rumowisko.

Warszawa powojenna nie mogła stać się miastem uporządkowanym w pełni w zgodzie z wytycznymi socrealizmu. Zadecydowała o tym głównie niewydolna gospodarka, ale też aspekty symboliczne – w 1945 r. wciąż stały budynki, które albo niszczały, pozbawione konserwatorskiego zainteresowania, albo służyły nowemu systemowi, jak Elektrownia Powiśle czy Fabryka Kamlera.

Inne, jak Bank Polski na Bielańskiej, stały bez wyraźnego celu. Ten ostatni budynek został też bez powodu niemal całkowicie rozebrany w latach 60. na polecenie generała Zarzyckiego, mimo że został zachowany w niemal pełnym rynsztunku. Ostało się tylko jedno skrzydło, którego jednak nie oszczędziła ostatnia dekada. Warto przyjrzeć się tym budowlom, które mimo przetrwania powstania i czasów komunizmu, zostały albo całkiem zmodyfikowane albo pozostawione same sobie już w III RP.

Można zacząć od Banku Polskiego. W jego murach i w sąsiednich domach przez kilka dni walczyli żołnierze AK zgrupowania majora „Sosny” oraz pierwszego Batalionu Szturmowego „Nałęcz” KB-AK, dowodzonego przez kpt. „Nałęcza”. Wówczas Bank stał się jedną z powstańczych Redut; ta utrudniała Niemcom zdobycie Starego Miasta, bo w poprzek Bielańskiej, przy Daniłowiczowskiej stała barykada. W związku z tym Niemcy atakowali budynek nalotami dywanowymi. Ostatecznie budynek się zachował z licznymi śladami po kulach. Po wojnie przez pewien czas z pomieszczeń korzystał Narodowy Bank Polski, jednak po wspomnianej decyzji z lat 60. pozostało jednie wschodnie skrzydło. Przy okazji obchodów 50. rocznicy powstania warszawskiego mała być tam otwarta Centralna Wystawa Powstania Warszawskiego jako zapowiedź Muzeum AK i Powstania Warszawskiego, jednak ostatecznie MPW przeniesiono na Wolę do byłego muzeum Elektrowni Tramwajowej. Następnie zdecydowano się na krok charakterystyczny dla Polski po 1989 r. – firma Ghelmaco wybudowała obiekt „handlowo-usługowy” przy zachowaniu fundamentów. Efektem jest typowy biurowiec lat 90., którego forma zupełnie nie rymuje się z zabytkową częścią zachowanego skrzydła.

Fabryka Kamlera na Woli przed wojną produkowała eleganckie meble dla instytucji rządowych. W trakcie powstania stała się na sześć dni Komendą Główną AK, mimo że w pobliżu budynku znajdowały się silne posterunki niemieckie i gruzy getta, co odcinało Armię od centrum miasta. Nieszczęśliwie, jednego z gromadzących się tam 1 sierpnia żołnierzy dojrzał Niemiec, przez co wywiązała się strzelanina. Do tego główna radiostacja nie działała w tym miejscu, ponieważ budynek tłumił fale radiowe. Po pięciu dniach Niemcy przebili się wzdłuż Wolskiej do placu Teatralnego, a wtedy Komenda stanęła przed groźbą odcięcia od reszty wojsk; okazało się też, że pomoc Sowietów, na którą liczono, wcale szybko nie nadejdzie. Wówczas zdecydowano się na przenosiny w okolice Ogrodu Krasińskich. Po wojnie budynek odbudowano i służył zgodnie z pierwotną funkcją aż do 1985 r. Potem stał opustoszały, aż w 2010 r. zdecydowano się na jego całkowite wyburzenie. W tej chwili przy Dzielnej 72 stoi stróżówka.

Projekt Juliana Putermana-Sadłowskiego i Józefa Szanajcy zakładał budowę największego jak na czasy przedwojenne dworca na świecie – Centralnego Dworca Pocztowego. Ogromny kompleks składający się z kilku budowli miał być gotowy w 1941 r., a w dniu wybuchu wojny powstał już biurowiec. W czasie powstania dworzec stał się jedną z głównych redut – po zajęciu budynku 3 sierpnia harcerze wywiesili na dachu biało-czerwoną flagę, która przez cały czas powstania była tam obecna. Zajęcie Dworca umożliwiło kontrolę Alei Jerozolimskich, Niemcy więc próbowali odbić budynek, jednak bezskutecznie. Po zakończeniu powstania biurowiec częściowo odnowiono, a jego szkielet stał do 2007 r. Wtedy podjęto decyzję o całkowitej rozbiórce, a działka w 2012 r. została sprzedana inwestorowi z planami zbudowania w tym miejscu wieżowca.

Elektrownia na Powiślu powstała już w 1904 r. i działała nieprzerwanie przez okres wojny, mimo uszkodzeń dokonanych w 1939 r.. W trakcie powstania warszawskiego dostarczała energii powstańczym instytucjom – szpitalom czy warsztatom. Została zamknięta na początku lat 90., powoli niszczejąc. Zgodnie z doktryną rewitalizacji, obecnie Elektrownia ma stać się kompleksem biur, mieszkań i powierzchni handlowych, z zachowaniem elementów zabytkowych. Efekt będzie widoczny za kilka lat.

Większość przedstawionych obiektów to przykłady niedbalstwa III RP.

Konserwowanie ważnych budynków niosących pamięć stolicy mocno szwankuje, częściej wybiera się prostsze rozwiązanie – pozwalanie na niszczenie, a potem rozbiórka. Warto wspomnieć na koniec o symbolicznym budynku, Prudentialu, wieżowcu dla Warszawy lat 30. Mocno zniszczony w trakcie wojny, odbudowany na socrealistyczną modłę, obecnie jest nieprzerwanie w remoncie. Abstrahując od racji ekonomicznych, a wchodząc w pole symboliczne, stan dawnej architektury, zwłaszcza w kraju, w którym ostały się tylko punkty na mapie, jest poniekąd papierkiem lakmusowym szacunku, jaki ma współczesność do przeszłości.