Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Brzyski  24 lipca 2015

Policentryzacja bezpieczeństwa. Warszawa jak Tu-154M

Bartosz Brzyski  24 lipca 2015
przeczytanie zajmie 3 min
Policentryzacja bezpieczeństwa. Warszawa jak Tu-154M wikimedia.org

Od momentu wybuchu konfliktu na Ukrainie toczy się nerwowa debata, jak daleko w swoich działaniach może posunąć się putinowska Rosja. To z jej strony jesteśmy narażeni na największe niebezpieczeństwo. Z tej perspektywy skumulowanie 75 z 77 najważniejszych instytucji państwa głównie na terenie warszawskiego Śródmieścia jest bardzo niebezpieczne. Taka koncentracja najważniejszych ludzi i urzędów przywodzi na myśl tragiczny lot do Smoleńska. Który przecież też nie miał prawa tak sie skończyć.

Granica między przezornością a political fiction jest bardzo cienka. Niemal rok temu ukazał się artykuł Anne Applebaum, która na łamach The Washington Post dowodziła, że słowa rosyjskiego analityka Andreja Piontkowskiego o możliwości rozważania przez Putina ograniczonych ataków jądrowych, nie są – jak może się wydawać – nieprawdopodobne. Atak taki miałby być przeprowadzony na jedno z miast państw bałtyckich, a miałby na celu postawienie w szachu NATO. O ile prawdopodobieństwo ataku jest trudne do oszacowania, to atomowa ofensywa na Warszawę była symulowana przez armię rosyjską dwukrotnie- kolejno w 2009 i 2011 roku.

Przeprowadzono nawet symulację takiego wydarzenia na przykładzie zrzucenia ładunku o mocy 800 kiloton.

Przy założeniu, że pocisk spadnie w samym sercu stolicy, liczbę ofiar szacuje się na około 400 tys. Śródmieście Warszawy zostanie więc zmiecione z powierzchni ziemi.

Co ciekawe, taki test można przeprowadzić samodzielnie na przykładzie dowolnego miasta.

Tezę o możliwości przeprowadzenia takiego ataku potwierdził kilka miesięcy po tekście Applebaum rosyjski historyk Jurij Felsztinski. Oczywiście ruch ten podyktowany byłby rosyjskimi planami, sięgającymi o wiele dalej niż Polska. Dla nas jednak oznaczałby absolutną katastrofę. Jest ona oczywista z perspektywy Warszawy, ale z punktu widzenia państwa wiąże się z jego całkowitym paraliżem.

Jednym, precyzyjnym atakiem na centrum, można wymazać niemal wszystkie najważniejsze instytucje oraz zgładzić najwyższych urzędników państwowych.

Rosja nie tylko zyskałaby argument bezcennej wagi w konflikcie z NATO, ale de facto zniszczyłaby polski aparat państwowy.

Jeżeli jednak ktoś nie rozważa takiej ewentualności i uważa to za spiskową teorię dziejów, możemy sięgnąć po bardziej prozaiczne argumenty za potrzebą policentryzacji Polski. Nie są to nawet zamachy terrorystyczne, które jak wiadomo, ze względu na efekt psychologiczny, rozważa się głównie w kontekście europejskich stolic.

Takim argumentem jest brak zaufania wobec wydolności polskich służb do zabezpieczania najważniejszych instytucji. Przykładem może być spalenie Mostu Łazienkowskiego, które to wydarzenie pozbawiło Internetu między innymi Ministerstwo Obrony Narodowej czy policję, nie wspominając o paraliżu części miasta. Ten przypadek pokazuje jak jedno, pozornie zwyczajne wydarzenie, może skomplikować życie nie tylko mieszkańcom, ale stanowić zagrożenie dla instytucji, które w Warszawie, przy takim ich skupisku, korzystają m.in. z tych samych węzłów komunikacyjnych.

Wreszcie argument, który powinien przekonać wszystkich, że rozproszenie instytucji w Polsce jest po prostu niezbędne. Pokazała to „afera taśmowa”. Wystarczyło dwóch kelnerów, żeby nagrywać najważniejsze osoby w państwie, ludzi z różnych instytucji, tasujące się przy restauracyjnych stolikach. Spotkania prezesa banku z ministrem, biznesmena z szefem NIK-u, polityka z szefem służb. Przykłady można mnożyć. Te bezcenne informacje to żyła złota dla każdego wywiadu. Nieprzypadkowo  wzmożoną aktywność rosyjskiego wywiadu odnotowała w swoim raporcie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jeżeli amatorzy mogli niemal „przewrócić” rząd swoimi działaniami, to do jakich informacji mogą docierać rosyjscy agenci?

O tym, że stolica jest niemalże państwem w państwie, gdzie wszyscy o wszystkim wiedzą szybciej niż cała reszta kraju, pokazały akta  Zbigniewa Stonogi.

Po ich ujawnieniu liczni dziennikarze i politycy powtarzali jak mantrę, że „na mieście mówiło się o tym”. Jak twierdzili, w Warszawie od dawna wiadome było, że akta sprawy wyciekły do Internetu i kwestią czasu jest, kiedy zostaną upublicznione. Ten mechanizm przy okazji taśm pojawiał się wielokrotnie. Ostatnim była deklaracja Ryszarda Kalisza o nie kandydowaniu w najbliższych wyborach kilka tygodni przed ujawnieniem jego rozmowy z Aleksandrem Kwaśniewskim.

Nie trzeba snuć apokaliptycznej wizji zagłady Warszawy, aby zrozumieć, że rozproszenie instytucjonalne jest korzystne. Nie tylko z perspektywy państwa, ale także z perspektywy samej stolicy, dla której taka koncentracja urzędów może być niebezpieczna. Politykę musimy kreować oszacowując ewentualne, możliwe niebezpieczeństwa, często nawet potencjalnie abstrakcyjne. Warto posłużyć się Prawem Murphy’ego i założyć, że jeżeli najgorsze może się wydarzyć, to z pewnością się wydarzy.