Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  6 lipca 2015

Prekariat to tylko wycinek problemu. Potrzebujemy podmiotowego państwa

Piotr Kaszczyszyn  6 lipca 2015
przeczytanie zajmie 6 min
Prekariat to tylko wycinek problemu. Potrzebujemy podmiotowego państwa twitter.com

Nie byłoby dyskusji o prekariacie, gdyby nie transformacja kapitalizmu przemysłowego w finansowy na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat. Głównym problemem nie jest wcale niestabilność pracy, lecz zbyt silna pozycja korporacji i banków oraz rosnąca przewaga zysków kapitałowych nad pracą. W tych okolicznościach kluczowe jest odzyskanie podmiotowości przez nasze państwo oraz nas jako pracowników, przedsiębiorców i obywateli.

Pojawienie się pojęcia prekariatu nie byłoby możliwe bez transformacji w ramach współczesnego kapitalizmu. Kluczowa w tym kontekście jest recesja z pierwszej połowy lat 70., związana z kryzysem naftowym i rozpadem systemu walutowego z Bretton Woods. W odpowiedzi na recesję, jak pisze w książce Biznes się kręci. Kryzys gospodarczy i upadek kapitalizmu profesor Paul Mattick, rządy państw zachodnich zdecydowały się na zaaplikowanie dużego zastrzyku finansowego i pomoc prywatnym korporacjom i firmom w przezwyciężeniu kryzysu. Najciekawsze jest jednak to, co z publicznymi środkami zrobiły same korporacje. W mniejszym stopniu przeznaczyły je na budowę nowych fabryk wytwarzających więcej dóbr, niż na wyciśnięcie większego zysku z istniejącej produkcji poprzez inwestycje w wyposażenie oszczędzające pracę i energię. Równocześnie doszło do obniżenia kosztów pracy związanego z przenoszeniem lub groźbą przenosin (co również wymuszało obniżenie kosztów) istniejących zakładów do obszarów o niskich kosztach płacy (dzisiaj ten proceder praktykowany przez międzynarodowe koncerny ma już zasięg globalny), wydłużenia tygodnia pracy oraz wzrostu zatrudnienia tymczasowego i w niepełnym wymiarze godzin. W konsekwencji korporacje mogły zwiększyć swoją rentowność kosztem wysokości płacy pracowników. Spadek wysokości dochodów gospodarstw domowych miał zostać zrekompensowany z jednej strony zwiększeniem liczby kobiet na rynku pracy, z drugiej rosnącą liczbą kard kredytowych czy udzielanych kredytów konsumpcyjnych i hipotecznych. W ten sposób postępowała ewolucja kapitalizmu w kapitalizm oparty na długu. Zadłużone były państwa, coraz bardziej zadłużone stawały się gospodarstwa domowe, w 1973 r. w USA długi korporacji przewyższały ich samofinansowanie. Jednocześnie towarzyszyła temu postępująca deindustrializacja gospodarki i wzrost znaczenia sektora usług (z którego dziś ma rekrutować się duża część prekariatu).

Skoro znikał przemysł, to gdzie szukać nowych źródeł zysku? Na pomoc gospodarce przyszedł rozwój technologiczny i postępująca komputeryzacja.

W latach 80. i 90. doszło do ostatecznej transformacji kapitalizmu przemysłowego w kapitalizm finansowy, oparty o giełdę, sektor finansowy, rosnącą rolę banków, domów maklerskich, funduszy inwestycyjnych, międzynarodowych korporacji.

Z jednej strony zyski czerpano z manipulacji cenami udziałów przedsiębiorstw, ich przekształceń, wykupów oraz sprzedaży ich na części. Pod koniec lat 80. szacowano, że ok. 70% wzrostu indeksu Standard & Poor’s określającego wartości amerykańskich akcji wynikało z przejęć i wykupów. Z drugiej, coraz większą rolę zaczęły odgrywać instrumenty finansowe znane nam z ostatniego kryzysu w 2008 r. Za symboliczne zwieńczenie tego procesu może posłużyć uchylenie w 1999 r. ustawy Glass-Steagall Act, wprowadzonej w USA w roku 1933, w konsekwencji Wielkiego Kryzysu. Akt ten zakładał m.in. zakaz łączenia działalności komercyjnej banków z działalnością inwestycyjną. Jego zniesienie ostatecznie wskazało na kluczową rolę sektora bankowego, finansowego i giełdy we współczesnym wirtualnym kapitalizmie, opartym na spekulacji i tworzeniu pieniędzy z pieniędzy, w oderwaniu od realnie istniejącej gospodarki.

Gdzie w tym wszystkim szukać prekariatu? W rosnącej niestabilności pracy- przede wszystkim obniżaniu płac i wzroście zatrudnienia na niepełne czy nienormowane godziny pracy. Czym więc jest ten osławiony prekariat? Pojęcie to jest neologizmem powstałym z połączenia słów precarious (niepewny)i proletariat. Sugeruje więc przeniesienie i dostosowanie pojęciowe klasy proletariackiej z kapitalizmu fordowskiego do warunków współczesnego kapitalizmu finansowego.

Jednak nawet najsłynniejszy teoretyk prekariatu Guy Standing w książce Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa stwierdził, że prekariat jest wciąż klasą w procesie tworzenia.

Zostawiając więc na boku rozstrzygnięcie czy ten proces dobiegnie końca a jeśli tak to kiedy, spróbujmy „zerknąć do środka” i zobaczyć jakie grupy czy warstwy społeczne tam znajdziemy. Standing w swojej książce próbując zdefiniować prekariat użył do tego celu aż siedmiu rodzajów bezpieczeństwa związanego z pracą w epoce przemysłowej oraz sześciu wymiarów dochodu społecznego, z którego każdy z nas czerpie środki na utrzymanie. Aby dodatkowo skomplikować całą sprawę, w wywiadzie dla Kultury Liberalnej wyróżnił dodatkowo trzy duże grupy społeczne i zawodowe, z których rekrutują się prekariusze: od synów dawnych stoczniowców po imigrantów. W tych okolicznościach należy zadać sobie pytanie o sensowność i przydatność tak zdefiniowanego pojęcia, które wydaje się tak szerokie, że aż niezdolne do efektywnego tłumaczenia zjawisk społecznych i gospodarczych.   

Pomimo definicyjnych wątpliwości, samo zjawisko prekaryzacji związane z niestabilnością pracy i powiązane z obecnym kształtem kapitalizmu, warte jest dyskusji i zastanowienia się nad jego rozwiązaniem. Bez względu na to czy dotknięci nimi są prekariusze czy po prostu niezwiązani ze sobą w żadną grupę pojedynczy pracownicy na globalnym rynku pracy. Możemy wskazać trzy drogi potencjalnego rozwiązania tego problemu.

Pierwsza wynika z upartego i ideologicznego przywiązania do pojęcia proletariatu przekształcanego teraz w prekariat. Nie zwracając uwagi na śmierć starego kapitalizmu przemysłowego, upieramy się przy jego rozwiązaniach. Jest to więc podejście reaktywne, przypominające trochę dawnych luddystów, którzy w początkach rewolucji przemysłowej niszczyli nowe maszyny tkackie w obawie przed utratą miejsc pracy oraz zmiany stylu życia wynikającej z procesu rewolucji. Dzisiejszy prekarni luddyści nie niszczą iPhone’ów i oszklonych biurowców korporacji, lecz upierają się przy rozwiązaniach odpowiadających specyfice dawnego modelu kapitalizmu.

Drugie rozwiązanie to propozycja wprowadzenia stałego dochodu gwarantowanego, którego zwolennikiem jest m.in. przywoływany wcześniej Guy Standing. Przyznawany bez wygórowanych bądź żadnych warunków wstępnych i niezwiązany ze spadającymi standardami zatrudnienia, miałby stać się skutecznym narzędziem w rękach prekariuszy, umożliwiając im wypracowanie stabilności poza rynkiem pracy.

Trzecia ze ścieżek proponuje szereg rozwiązań wynikających z dwóch zasadniczych konsekwencji modelu kapitalizmu postindustrialnego. Pierwsza z nich to wiodąca rola międzynarodowych korporacji i banków opartych o system spółek-matek i spółek-córek. Druga to wciąż rosnące znaczenie zysków z kapitału kosztem zysków z pracy, o czym mówi także Guy Standing. W przypadku korporacji i banków wachlarz możliwych rozwiązań obejmowałby: podatek obrotowy, podatek bankowy, podatek od transakcji giełdowych, przywrócenie ustawy Glass-Steagall Act, likwidacja i zakaz tworzenia najbardziej dyskusyjnych instrumentów finansowych jak mechanizm sekuratyzacji, walka z mechanizmami cen transferowych i innymi metodami wyprowadzania podatków przez międzynarodowe korporacje, zastanowienie się nad przywilejami podatkowymi Specjalnych Stref Ekonomicznych. Możliwe rozwiązania dotyczące niwelowania różnic pomiędzy pracą a kapitałem to: zwiększenie kwoty wolnej od podatku, podatek od spadków, podatek katastralny, obniżenie stawki VAT, wprowadzenie programu akcjonariatu pracowniczego opartego o rozwiązania wypracowane w nowym nurcie ekonomii zwanym ekonomią binarną, w przypadku Polski walka ze zjawiskiem unikania wyższego progu podatku PIT poprzez ucieczkę w samozatrudnienie, co skutkuje płaceniem 19% CIT-u zamiast 32 % podatku dochodowego.

W tych okolicznościach widzimy, że samo skupienie się na prekariacie i problemach związanych z niestabilnością zatrudnienia to tylko fragment większej układanki o charakterze systemowym.

Dlatego też wydaje się rozsądnym, aby kwestii prekariatu nie sprowadzać do dywagacji klasowych i rynku pracy, lecz wpisać go w systemowe wyzwania jakie stoją przed naszą wspólnotą państwową.

Kluczem jest wypracowanie czterech rodzajów podmiotowości: nas jako pracowników (podane wyżej rozwiązania związane z relacją pracy do kapitału), nas jako przedsiębiorców (podane wyżej rozwiązania mające na celu zrównanie szans krajowego biznesu w rywalizacji z zagranicznymi podmiotami), państwo jako naszej wspólnoty (walka z wyprowadzaniem i omijaniem opodatkowania przez duże zagraniczne podmioty ze szkodą dla polityk publicznych i budżetu), wreszcie podmiotowości globalnej (osłabienie korporacji i banków- podatek od transakcji giełdowych i zakaz takich operacji finansowych jak sekuratyzacja). Do tego warto jeszcze dodać dwa wymiary podmiotowości w dyskursie prekarnym pomijane albo sprowadzane na drugi plan. Po pierwsze podmiotowość mieszkaniową, po drugie obywatelską. Przykładem realizacji tej drugiej może być wizja rewolucji republikańskiej w miastach, która zastąpiłaby paternalistyczne kieszonkowe jakim jest dzisiejszy budżet obywatelski, realnym zarządzaniem przedszkolami czy miejskimi Orlikami przez stowarzyszenia tworzone oddolnie na poziomie dzielnic przez aktywnych mieszkańców.

Prekariat to tylko wycinek problemu. Potrzebujemy podmiotowego państwa.