Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Grzegorczyk  29 czerwca 2015

Finansuj swój ulubiony portal

Paweł Grzegorczyk  29 czerwca 2015
przeczytanie zajmie 7 min
Finansuj swój ulubiony portal flickr.pl

Jak najkrócej opisać nowe media publiczne? Po pierwsze internetowe, po drugie zaangażowane, po trzecie finansowane oddolnie przez aktywną społeczność czytelników. Rola nowego dziennikarstwa i publicystyki nie może ograniczać się wyłącznie do publikowania nawet najlepszych artykułów. Kluczem musi być jak największy wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Potrzeba listów otwartych, petycji oraz propozycji konkretnych zmian politycznych czy ustrojowych, składanych następnie na ręce rządu oraz w biurach posłów opozycji.

Publiczna, w pierwszej kolejności, jest telewizja. Jednak to nie tylko TVP, finansowana z budżetu państwa, lecz także pozostałe stacje, które razem z nią nadają ton polskiej debacie publicznej. W ubiegłym roku wpłaciliśmy na Telewizję Polską jedynie 444 mln złotych, co stanowi 32 proc. środków potrzebnych do utrzymania spółki w obecnym kształcie. Rok 2015, według wyliczeń KRRiT, zapowiada się jeszcze gorzej. Eksperci prognozują, że środki z abonamentu wyniosą jedynie 380 mln złotych, czyli 28 proc. całej kwoty. Wszystko za sprawą postawy 92 proc. gospodarstw domowych w naszym kraju, które nie zamierzają płacić na TVP.

Niestabilna sytuacja finansowa Telewizji Polskiej i Polskiego Radia doprowadziła do stanu, w którym publiczny nadawca musi konkurować z innymi dużymi stacjami komercyjnymi o każdego widza. Często kosztem misyjnej działalności walczy o jak największy kawałek reklamowego tortu.

Dla przykładu, w 2014 roku przychody wszystkich stacji telewizyjnych w Polsce wyniosły 3,8 mld złotych. W porównaniu z rokiem 2013 zyski z reklam wzrosły o blisko 202 mln złotych, czyli do portfelów nadawców wpłynęło o 5,6 proc. więcej środków niż w roku poprzednim. Należy to uznać za duży sukces. Jednak spośród wielkiej trójki operatorów, TVP poradziła sobie zdecydowanie najgorzej. Na najwyższym stopniu podium stanął TVN z udziałem w rynku reklamy telewizyjnej sięgającym aż 44,5 proc. Drugi był Polsat Zygmunta Solorza-Żaka z 30 proc., a dopiero na trzecim miejscu uplasowała się Telewizja Polska. Stacje TVP1 i TVP2 uzyskały łącznie 23 proc. Konkurencja jest bardzo duża, w końcu Telewizji Polskiej przyszło konkurować z dwoma potentatami, czyli Polsatem i TVN-em. Oprócz tego istnieje jeszcze przecież blisko 220 stacji tematycznych.

Nie lepiej pod kątem finansowym prosperują tygodniki, które wraz z telewizją kształtują polską debatę publiczną. Wyniki badań sprzedaży tygodników opinii z kwietnia tego roku pokazują, że właściwie wszystkie tytuły tracą czytelników. Jedyny wyjątek stanowi „Tygodnik Powszechny”, który, co prawda, zaliczył wzrost, ale jedynie o ponad 500 egzemplarzy (z 20 147 tys. do 20 732 tys. tygodniowo) i plasuje się w drugiej części stawki. Najlepszy okazał się „Gość Niedzielny” sprzedając ogółem 137 tys. egzemplarzy przy 152 tys. w roku poprzednim. Druga Polityka zanotowała spadek z 122 tys. do 118 tys.. Natomiast  Newsweek (Axel Springer) stracił 31 tysięcy czytelników tygodniowo (spadek w 2014 roku z 143 tys. do 112 tys. egzemplarzy). Największe straty poniósł jednak tygodnik „Wprost”, sprzedając jedynie 36 tysięcy egzemplarzy tygodniowo. Wszystko za sprawą częstych zmian strategii i redakcji. Podobnie wygląda sytuacja prawicowych periodyków, czyli „wSieci” braci Karnowskich i „Do Rzeczy” Pawła Lisickiego. Wydaje się, że aktualnie jest miejsce tylko dla jednego konserwatywnego tygodnika. Jak na razie w tym wyścigu wygrywa pierwszy z nich.

Znaczny spadek sprzedaży jest szczególnie widoczny od zeszłego roku. W poprzednich latach wyniki podległy jedynie nieznacznym wahaniom. Dla samych wydawców tygodników jeszcze bardziej niepokojący okazał się spadek na rynku reklamy prasowej, co jest oczywiście nierozerwalnie związane ze sprzedażą samych tygodników. Udział prasy w „torcie reklamowym” w 2005 roku wynosił około 30 proc., a Internetu – 2 proc. Dziś dla prasy jest to 10 proc., a dla Internetu – 23 proc.

Prowadzi to do sytuacji, w której nadawcy muszą bić się o każdego reklamodawcę. Natomiast to powoduje, że często wydawcom muszą wystarczać pieniądze państwowe, a z tym, jak wiadomo, bywa różnie.

W związku z tym koniec często jest taki, że zawiązują się nieetyczne relacje z biznesowymi partnerami, a to znacząco wpływa na treść prezentowaną w prasie.

Ostatnie upublicznione dane na temat finansowania przez instytucje rządowe komunikatów i ogłoszeń, pochodzą z lat 2008-2012. Z badania wynika, że największą rozrzutnością charakteryzuje się Ministerstwo Edukacji Narodowej, które na reklamę wydało ponad 25 mln złotych. Natomiast największym beneficjentem systemu jest wśród dzienników – Gazeta Wyborcza (w 2011 roku blisko 2 mln złotych), tygodników – Polityka (w 2010 roku prawie 350 tysięcy złotych), a wśród stacji telewizyjnych – TVP (w 2011 roku 7,5 mln złotych), chociaż widać tu zmianę trendu, gdyż rok później niekwestionowanym liderem jest już TVN (6,5 mln przy 3,8 mln złotych dla Telewizji Polskiej). Nieuwzględnione w badaniu zostały spółki Skarbu Państwa, na których reklamy, na łamach tygodników, natknąć możemy się bardzo często.

Wiele wątpliwości rodzą także relacje wydawców tygodników z biznesem. Wspomnę tylko o zaangażowaniu Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych w projekt braci Karnowskich. Każdego tygodnia reklamy tej instytucji stanowią pokaźną część całego miejsca przeznaczonego na komunikaty i ogłoszenia. Założycielem SKOK-ów jest natomiast senator z ramiania Prawa i Sprawiedliwości – Grzegorz Bierecki. Może to mieć przełożenie na treść artykułów. To tygodnik „Sieci” najbardziej sympatyzuje z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego, a w przypadku ostatnich kłopotów Grzegorza Biereckiego, serwis wpolityce.pl (obok tygodnika „ABC”, miesięcznika „Historia”, miesięcznika finansowego „Gazety Bankowej”, miesięcznika „Fronda”, a także szeregu innych portali, również własność Fratrii) i tygodnik braci Karnowskich, byli jego największymi obrońcami.

Gdzie szukać powodów stopniowego upadku dotychczasowych mediów publicznych? Najmocniej ich słabość obnażyła ostatnia kampania prezydencka.

Po pierwsze, budząca niesmak stronniczość i nierzetelność. Wystarczy przyjrzeć się przedwyborczym artykułom „Gazety Wyborczej” (wszystkie dziesięć materiałów uderzało w Andrzeja Dudę), czy obejrzeć piątkowe wydania Wiadomości (TVP) i Faktów (TVN), żeby mieć jasność kogo popierają poszczególne stacje. Co ciekawe, na tym tle najkorzystniej od lat wypadają Wydarzenia Polsatu, które sięgają po różnorodne opinie (od Jarosława Gugały po Dorotę Gawryluk). Jasnych deklaracji nie unikała także prasa: od „Gazety Wyborczej”, przez „Newsweeka”, „wSieci”, „DoRzeczy”, sięgając nawet do „Gościa Niedzielnego”.

Druga kwestia dotyczy doboru tematów oraz ich merytoryczności. Zamiast rzetelnej analizy prezydentury Bronisława Komorowskiego mieliśmy albo całe wiadomości poświęcone aresztowaniu pikietującego z krzesłem albo „analizy” na poziomie frazesów, rodzaju „to była prezydentura poświęcona bezpieczeństwu i stabilności państwa”.

Trzeci aspekt nie dotyczy już samej kampanii wyborczej, ale narracji mediów jako takich, które od ośmiu lat stały się niewolnikami, suflerami i po części beneficjentami duopolu PO-PiS. Beneficjentami, bo opowieść o Polsce i jej rzekomych problemach sprowadzała się w ich programach i artykułach do pytania „Kaczyński czy Tusk?”.

Wielu się nie zgodzi, przekonując, że z podobnymi przypadkami mamy do czynienia od kilku lat. Jednak dopiero ostatnia kampania pokazała, że czara goryczy wydaje się w końcu przelewać, a widzowie i czytelnicy (szczególni ci młodsi) zaczynają sięgać do Internetu – nowej przestrzeni, gdzie kształtują się nowe media publiczne.

Jak powinny wyglądać? Po pierwsze należy przestać podtrzymywać sztuczny podział PO-PiS. Debata publiczna musi być zorientowana wokół tematów naprawdę stanowiących najważniejsze wyzwania, jakie stoją dziś przed Polską. Neokolonialny status polskiej gospodarki; pożądany kształt patriotyzmu gospodarczego; pytania o model rozwoju „Polski samorządowej” po roku 2020 i zniknięciu funduszy europejskich; kwestia reindustrializacji i spór o model gospodarki- sektor MŚP czy raczej postawienie na duże marki narodowe nastawione na eksport?; problem zasobów mieszkaniowych; jaki kształt systemu ubezpieczeń społecznych wybrać; problemy demograficzne, polityka prorodzinna; wreszcie dyskusja o równowadze pomiędzy metropolitalnością a równomiernym, regionalnym modelem rozwoju kraju, opartym np. o dawne miasta wojewódzkie. Czy takie media nie są tylko mrzonką? Przykłady „Dziennika Polska-Europa-Świat” oraz dawnego „Newsweeka” dają nam nadzieję.

Drugi aspekt dotyczy ich wspólnoto- i środowiskotwórczości. Dziennikarze powinni realnie angażować się w dyskusje ze swoimi czytelnikami; na łamach portali powinny pojawiać się polemiki internautów z dziennikarzami. Najważniejsze jest jednak przekonanie, że rola nowego dziennikarstwa i publicystyki nie może ograniczać się wyłącznie do publikowania nawet najlepszych artykułów.

Kluczem musi być jak największy wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Potrzeba listów otwartych, petycji oraz propozycji konkretnych zmian politycznych czy ustrojowych, składanych następnie na ręce rządu oraz w biurach posłów opozycji.

Nie mamy wątpliwości, że takich mediów nie da się robić bez pieniędzy. W Internecie są do wyboru trzy drogi: ograniczenie dostępu do bezpłatnych tekstów (model Piano), wprowadzenie reklam czy tekstów sponsorowanych (model portalu Natemat i, tak naprawdę, większości mediów głównego nurtu) i wreszcie bezpośrednie zwrócenie się do Czytelników o wsparcie czyli tzw. republikańskie lub społecznościowe finansowanie.

Pierwsze rozwiązanie ogranicza odbiorców jedynie do wąskiego grona. Możliwość druga wiąże się ze spadkiem jakości, zaprzeczeniem uczciwego intelektualnie dziennikarstwa.

Trzecia opcja jest najtrudniejsza, ale daje też największą nadzieję na utrzymanie misyjnego charakteru naszego serwisu. Zapewnia również niezależność, przejrzystość oraz bezpośredni związek z czytelnikami, którzy stają recenzentami publikowanych treści.

A teraz małe „sprawdzam”. Czy taka wizja jest już realizowana, choćby w zalążku, poza granicami Polski? W tym roku sfinansowano crowdfundingowo niemiecki magazyn internetowy „Krautreporter”. Do zrealizowania projektu było potrzeba 900 tysięcy euro. Ponad 17 tysięcy osób wpłaciło w sumie ponad milion euro. Dzięki temu powstał niezależny dziennikarski magazyn pozbawiony reklam i publikujący ściśle wyselekcjonowane treści. Innym przykładem jest holenderski „De Correspondent” tworzący zupełnie nowy model biznesowy. W ciągu zaledwie 8 dni wydawcy udało się zebrać ponad milion euro od osób, które „w ciemno” zdecydowały się na wykupienie rocznych abonamentów.

Na naszym podwórku wygląda to trochę skromniej, ale również można znaleźć przykłady mediów finansowanych społecznościowo. Nowa Konfederacja, niszowy miesięcznik ideowy, zbiera 8 tysięcy miesięcznie na swoją działalność, Radio Wnet – regularnie od 30 do 60 tysięcy na wyjazdowe audycje radiowe, natomiast Nowy Obywatel, po nieprzyznaniu grantu z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rozwój kwartalnika i portalu internetowego, finansuje się się sam, uruchamiając przy okazji dodatkowe projekty. Magazyn Secret Service, dotyczący elektronicznej rozrywki, za pomocą platformy polakpotrafi.pl w zeszłym roku zebrał aż 285 tys. złotych. Zmiana trendów jest widoczna także na przykładzie kampanii wyborczych, podczas których Janusz Korwin-Mikke od swoich sympatyków otrzymał blisko 800 tys. zł., a Paweł Kukiz 400 tys. zł.  

Nasze wsparcie dla ciekawych inicjatyw powinno rosnąć. Najwięcej na wykupiony dostęp do gazety, serwisów czy wsparcie portali lokalnych, materiałów lub gier siega jedynie co ósmy internauta (12 proc.). Jednak dominującą grupa jest w przedziale 25 do 34 lat, co dobrze wróży.

Miejsce mediów prawdziwie publicznych jest w Internecie, choć jeszcze długo będą mniej popularne od portali horyzontalnych (Onet, Wirtualna Polska czy Interia). Na pewno nie poradzą sobie bez naszego wsparcia. Dlatego wybierz dziś swój ulubiony portal i wesprzyj go choć drobną kwotą. Na pewno możemy dziś przyznać, że nie będzie silnego państwa, bez silnych i mądrych mediów publicznych.