Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Mateusz Mroczek  3 czerwca 2015

Skok na Trybunał?

Mateusz Mroczek  3 czerwca 2015
przeczytanie zajmie 5 min
Skok na Trybunał? flickr.com

Pierwsze było referendum ws. JOW-ów rozpisane na wrzesień. Kontrowersyjne z punktu widzenia przepisów konstytucyjnych, a przede wszystkim standardów kultury politycznej oraz odpowiedzialności za państwo. Teraz w debacie publicznej pojawia się kolejna niepokojąca kwestia – tym razem dotycząca nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Projekt niespiesznie procedowany od 2013 roku, w ostatnich dniach dostał niezwykłego „kopa” i zdążył przejść już dwa czytania sejmowe oraz dodatkowe prace w komisjach.

Sprawa ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, wbrew ogólnemu wrażeniu, które można odnieść na podstawie przekazów medialnych, wcale nie jest świeża. Mamy tu bowiem do czynienia aktem prawnym, który ma na nowo kompleksowo uregulować działalność jednego z fundamentalnych organów konstytucyjnego ustroju państwa. Projekt został złożony do laski marszałkowskiej jeszcze w 2013 r. w ramach inicjatywy ustawodawczej prezydenta Komorowskiego. W praktyce został on w pierwotnym kształcie przygotowany przez sam Trybunał Konstytucyjny, który na podstawie 16 lat doświadczeń stosowania dotychczasowej ustawy, działającej pod rządami Konstytucji RP z 1997 r., postanowił usprawnić i przyspieszyć procedury rozpatrywania skarg konstytucyjnych i innych postępowań.

Pomimo pewnych zastrzeżeń, dotyczących m.in. rozszerzenia możliwości rozpatrywania spraw na posiedzeniach niejawnych, pierwotny projekt w trakcie konsultacji z zainteresowanymi podmiotami (m.in. Prokuraturą Generalną, Naczelną Radą Adwokacką, Krajową Radą Sądownictwa) został zaopiniowany pozytywnie. Następnie – jak wskazują dostępne na stronie Sejmu dokumenty – prace legislacyjne prowadzone były niespiesznie przez dwa lata w ramach posiedzeń komisji i podkomisji sejmowych.

Co ciekawe jednak, zaraz po pierwszej turze wyborów prezydenckich nastąpiło radykalne przyspieszenie procedowania ustawy, która w okresie od 12 do 28 maja zdążyła przejść dwa czytania na posiedzeniach Sejmu oraz dodatkowe prace w komisjach, co wobec uprzednich dwóch lat „bezczynności” wydaje się być tempem iście olimpijskim.

Tak niespodziewane przyspieszenie prac legislacyjnych w okresie wyborczym może oczywiście wynikać z troski koalicji rządzącej o jak najszybsze usprawnienie postępowania przed TK. Nie musi też wiązać się z próbami „przejęcia” Trybunału przez polityków Platformy Obywatelskiej. Pomijając jednak wątpliwości związane z niezwykle szybkim uchwalaniem tak fundamentalnych aktów prawnych, warto przyjrzeć się niektórym zmianom, jakie zostały wprowadzone w projekcie ustawy w trakcie sejmowego procesu legislacyjnego. Szczególnie dwóm kwestiom, o których dość głośno w ostatnich dniach.

Pierwsze z tych zagadnień dotyczy ustawowych wymagań, jakie spełniać muszą kandydaci na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Obowiązująca wciąż ustawa o TK ustanawia dość proste reguły, mówiąc, iż kandydat na sędziego Trybunału musi posiadać analogiczne kwalifikacje, jakimi legitymować muszą się sędziowie Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. Nie wdając się w szczegółowe rozważania, warto podkreślić, że takie rozwiązanie pozwala na klarowne i jednolite uregulowanie wymagań kompetencyjnych kandydatów na najważniejsze stanowiska sędziowskie w Polsce. W pierwotnym projekcie nowej ustawy, przygotowanym przez sędziów TK w 2013 r., postanowiono wprowadzić odrębny katalog kwalifikacji kandydatów na sędziów. Katalog ten, choć w wielu punktach zbieżny z tym określonym w ustawie o Sądzie Najwyższym, zawiera dodatkową przesłankę pozwalającą na zgłoszenie kandydatury osoby, która przez co najmniej 10 lat zajmowała stanowiska w instytucjach publicznych związane z tworzeniem lub stosowaniem prawa.

Można oczywiście podnosić, iż tak niejasna regulacja pozwalałaby zostać sędzią Trybunału np. policjantowi z 10-letnim stażem, który przecież pełnił stanowisko związane ze stosowaniem prawa. Wydaje się jednak, że pierwotnym założeniem projektodawców było umożliwienie zgłaszania kandydatur byłych parlamentarzystów lub prawników pracujących na wysokich stanowiskach w instytucjach publicznych, co samo w sobie nie jest czymś złym. Przecież w gronie parlamentarzystów znajdziemy wielu wybitnych prawników, którzy – choć nie znamy ich z pierwszych stron gazet – wykonują tytaniczną pracę w komisjach sejmowych, uczestnicząc w tworzeniu prawa. Zresztą na taką interpretację wskazywał jeden z przepisów, który pierwotnie znajdował się w projekcie ustawy. Ustanawiał on zasadę czteroletniej karencji do ubiegania się o stanowisko sędziego TK, w zakresie możliwości kandydowania przez osoby sprawujące mandat posła lub senatora. Innymi słowy musiałyby minąć cztery lata od zakończenia kadencji danego posła lub senatora, by mógł on zostać kandydatem na sędziego Trybunału. Takie rozwiązanie tworzyło pewien dystans czasowy przyszłego sędziego konstytucyjnego od jego działalności prawotwórczej, której rezultaty często bywają następnie przedmiotem badania w Trybunale.

Niestety zasada karencji została wykreślona głosami koalicji rządzącej w trakcie prac sejmowych. Wszystko wskazuje więc na to, że jeszcze za obecnej kadencji Sejmu parlamentarzyści PO i PSL będą mogli mianować sędziów konstytucyjnych spośród swojego grona.

Jeśli posłowie nie wykażą się odpowiednią dozą odpowiedzialności za państwo, będzie to rodziło wiele problemów z punktu widzenia sprawności funkcjonowania Trybunału. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie kontrowersje, jakie będą się pojawiały w związku z koniecznością wyłączenia danego „sędziego-ex-parlamentarzysty” od orzekania w sprawie ustawy, którą wcześniej współtworzył.

Warto również zwrócić uwagę na jeszcze jedną regulację dotyczącą zgłaszania kandydatur sędziowskich, która została wykreślona w toku prac legislacyjnych. Mianowicie w pierwotnej wersji ustawy przewidziano, iż grono kandydatów, spośród których parlament miał wybierać sędziów, wskazywane będzie m.in. przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, prawnicze samorządy zawodowe, wydziały prawa i tym podobne gremia i organy, które gwarantowałyby odpowiedni poziom.

Odrzucenie tego rozwiązania sprawia, że dobór kandydatów pozostanie w pełnej gestii klubów parlamentarnych, które niekoniecznie będą kierować się dbałością o wysoki poziom merytoryczny przyszłych sędziów, a raczej o określone korzyści polityczne wiążące się z mianowaniem danej osoby.

Niezrozumiałe jest także ustanowienie górnej granicy wiekowej kandydatów na poziomie 67 lat. Stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego jest swoistym zwieńczeniem kariery dla wielu wybitnych i doświadczonych prawników, którzy, nawet pomimo sędziwego wieku, powinni móc służyć państwu swoją wiedzą i kwalifikacjami, póki pozwala im na to stan zdrowia. Świetnym przykładem niech będzie skład Sądu Najwyższego USA, w którym średnia wieku wynosi obecnie 68 lat.

W wyniku prac sejmowych w ustawie zapisano również, że pięciu sędziów Trybunału ma zostać powołanych jeszcze przez obecny parlament. Skrócono tym samym okres urzędowania dwóm sędziom, których kadencja kończyłaby się w przyszłym roku. Według przepisów wciąż obowiązującej ustawy obecny Sejm mógłby powołać jedynie trzech.

Jeśli ustawa wejdzie w życie w obecnym kształcie, oznaczać to będzie, że debata nad wyborem ⅓ składu (Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów) tak ważnej instytucji toczyć się będzie w trakcie jesiennej kampanii wyborczej. Wszystko wskazuje bowiem na to, że PO oraz PSL pragną jeszcze w tej kadencji obsadzić wspomniane stanowiska. Niesie to za sobą wiele zagrożeń związanych z pospiesznym procedowaniem wyborów i brakiem odpowiednio szerokiej dyskusji publicznej nad kandydaturami, która do tego „przykryta” będzie walką wyborczą pomiędzy partiami.

O ile więc pierwotny projekt ustawy, który został zaproponowany przez sam Trybunał Konstytucyjny, należałoby ocenić pozytywnie, szczególnie, że wielu prawników narzeka na ciągnące się przez wiele lat postępowania, o tyle opisane powyżej działania podejmowane przez rządzącą koalicję należy ocenić jednoznacznie negatywnie.

Trybunał Konstytucyjny z racji swej pozycji w systemie organów państwa polskiego, a także roli, jaką odgrywa w staniu na straży przestrzegania przepisów Konstytucji, zasługuje na odpowiednią dozę stabilności i odpowiedzialności ze strony rządzących. Podkopywanie statusu Trybunału poprzez tak kontrowersyjne i krótkowzroczne działania będzie skutkować w przyszłości jeszcze większym obniżeniem jakości stanowionego prawa.