Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Patrycja Kieblesz  1 czerwca 2015

Komorowski. Polityka (nie)bezpieczeństwa

Patrycja Kieblesz  1 czerwca 2015
przeczytanie zajmie 6 min
Komorowski. Polityka (nie)bezpieczeństwa Bronisław Komorowski/Facebook.com

Jak najkrócej podsumować politykę obronną prezydenta Komorowskiego? Więcej słów niż dokonań. Reforma systemu dowodzenia doprowadziła do sytuacji, w której w przypadku wybuchu wojny, armia nie będzie mieć jednego, określonego dowódcy.

Bronisław Komorowski uwielbia podkreślać, że jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych robi wiele dobrego dla polskiej armii. W dokumencie podsumowującym kadencję „Prezydentura Wspólnoty i Dialogu” czytamy o licznych dokonaniach. Niestety to tylko pozory. Dzięki sprawnej pracy doradców od PR nie dostrzegamy, że większość działań dokonałaby się niezależnie od prezydenta, jak na przykład głoszone przez niego wycofanie się z misji ekspedycyjnych (w Afganistanie w ramach misji ISAF byliśmy do końca, a obecnie dalej mamy tam 120 żołnierzy z 10. Opolskiej Brygady Logistycznej w ramach misji „Resolute Support”) czy zabieganie o podniesienie wydatków na obronność do 2% PKB (w lutym 2015 odpowiedni projekt do laski marszałkowskiej wniósł rząd). Skupmy się zatem na analizie kwestii wewnątrzpaństwowych, na które miał realny wpływ.

Jednym z rzeczywistych kroków na rzecz polityki bezpieczeństwa, uczynionym przez głowę państwa, był projekt reformujący dotychczasowe przepisy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektóre inne ustawy. W trakcie przemówienia wygłoszonego podczas podpisywania nowelizacji Bronisław Komorowski podkreślał, że umożliwi ona skuteczne i szybkie reagowanie na ewentualne zagrożenia kryzysowe. Czy udało się spełnić tę obietnicę? Nie do końca. Nowością jest sprecyzowanie „czasu wojny”: gdy zaistnieje potrzeba obrony państwa, prezydent na wniosek Rady Ministrów wyznacza dzień rozpoczęcia (a później zakończenia) czasu wojny. Niestety w dalszym ciągu jest to definicja niewystarczająca (brakuje uregulowania zagrożeń takich jak zmasowany atak cybernetyczny czy ostrzał z terytorium innego państwa). Nowe rozwiązania spotkały się z zarzutem niekonstytucyjności ponieważ znacząco zwiększono uprawnienia prezydenta przy jednoczesnym pominięciu roli Sejmu. Niższa izba parlamentu odgrywa ważną rolę w przypadku stanu wojny (decyduje o nim w imieniu RP) i stanu wojennego (może uchylić rozporządzenie prezydenta bezwzględną większością głosów), a z niejasnych przyczyn nie ma w ogóle wpływu na procedurę ustanawiania czasu wojny.

Kolejne zmiany dotyczą stanowiska Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, któremu zmniejszono zakres kompetencji – w czasie wojny będzie dowodził tylko tymi wojskami, które zaangażują się w konflikt zbrojny. Wedle ustawy zasadniczej stanowisko Naczelnego Dowódcy może być obsadzane dopiero podczas czasu wojny przez prezydenta na wniosek premiera. Postanowiono ominąć ten artykuł za pomocą wskazywania kandydata jeszcze w czasie pokoju. Czy jednak w państwie demokratycznym powinniśmy się chwalić rozwiązaniami, w których podkreślamy, że Konstytucja jest przeszkodą w realizacji zadań państwa i celowo konstruujemy takie przepisy, żeby ją – kolokwialnie mówiąc – obejść? Ponadto poszerzeniu uległy kompetencje Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, jako organu pomocniczego prezydenta w procesie kierowania obroną państwa (dla przypomnienia: jest to organ konstytucyjny mianowany przez Prezydenta RP na czas nieokreślony). Nowe rozwiązanie może w przyszłości rodzić konflikty kompetencyjne pomiędzy nim a Naczelnym Dowódcą SZ, ponieważ oba stanowiska mają kompetencje do planowania użycia Sił Zbrojnych.

Wreszcie sam łańcuch dowodzenia jest zdecydowanie za długi i zbyt skomplikowany. Według wprowadzonych zmian struktura jest taka sama w czasie pokoju, kryzysu i wojny.

Takie rozwiązanie budzi wątpliwości, czy w tak różnych stanach można mówić o podobieństwie w zarządzaniu armią. Wreszcie kluczowym zarzutem są niejasności, kto ostatecznie będzie dowodził siłami zbrojnymi podczas konfliktu: Naczelny Dowódca SZ czy Dowódca Operacyjny Rodzajów SZ. Ciekawym wydaje się też fakt, że ani minister MON Tomasz Siemoniak, ani szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisław Koziej nie potrafią wskazać innego państwa w NATO, które miałoby podobny model struktury dowodzenia jak nasz, mimo, że prezydent podczas podpisywania ustawy o urzędzie Ministra Obrony Narodowej oraz niektórych innych ustaw mówił o zmianie, która pozwala na uzyskanie pełnej spójności polskiego systemu dowodzenia z systemem NATO-wskim.

Kolejną ważną zmianą przypieczętowaną podpisem Bronisława Komorowskiego była ustawa reformująca system kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP. Jej autorami są Ministerstwo Obrony Narodowej i BBN. W miejsce dotychczasowych struktur powstały podległe bezpośrednio Ministrowi Obrony Narodowej: Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych (odpowiedzialne za przygotowanie armii do działań oraz do funkcjonowania w czasie pokoju) i Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (ma odpowiadać za dowodzenie w czasie wojny lub kryzysu oraz kieruje wojskami uczestniczącymi w misiach zagranicznych). W ekspertyzach robionych na polecenie podkomisji sejmowej okazało się, że najważniejsze pomysły są sprzeczne z Konstytucją.

Ponadto słychać głosy, że zmiany przygotowywano za szybko. Za przykład obrazujący brak przemyślenia może służyć to, co dzieje się z wojskiem specjalnym. Na mocy nowych przepisów 1 stycznia 2014 roku utworzono Dowództwo Sił Specjalnych, po czym… zlikwidowano je po dziesięciu dniach.

Ograniczono autonomię tego rodzaju wojsk, co według specjalistów spowolni szybkość ich reagowania. Przed reformą siły specjalne cieszyły się europejską sławą i osiągały wysoką gotowość bojową. Ubiegłoroczne reformy okazały się tak nietrafione, że obecnie MON, by nie zaprzepaścić dobrego imienia jednostki, po cichu próbuje się z nich wycofać.

Kolejnym działaniem, którym szczyci się Bronisław Komorowski, jest podpisanie Białej Księgi Bezpieczeństwa Narodowego. Jest ona wynikiem dwuletniej pracy ponad 200 ekspertów. Pisana była z myślą o pogłębieniu wiedzy i świadomości szerokiego grona odbiorców: od instytucji rządowych, przez środowiska akademickie, kończąc na pojedynczym obywatelu. Przedstawia diagnozę stanu polskiego bezpieczeństwa i wytycza kierunek rozwoju w tej dziedzinie w sposób holistyczny, tak aby osoba niezorientowana szerzej w temacie wojskowości mogła się łatwo odnaleźć. Taka całościowa koncepcja sprawia, że przedmiotem zainteresowania stała się nie tylko strefa obronna, ale i ochronna, społeczna oraz gospodarcza. Główną zaletą wybranego rozwiązania jest popularyzowanie debaty o bezpieczeństwie. Jednak równocześnie taki model skutkuje brakiem głębszej analizy zagrożeń i rozmywa najważniejsze elementy dla bezpieczeństwa Polski. Pojawia się również krytyka dotycząca nieodpowiedniego rozłożenia akcentu pomiędzy tzw. bezpieczeństwo „twarde” (kwestie związane z siłami zbrojnymi) a „miękkie” (dyplomacja, kwestie socjalne, wymiar sprawiedliwości, rozwój etc.), przy nadmiernym osłabieniu tego pierwszego.

W Białej Księdze nakreślono trzy scenariusze rozwoju bezpieczeństwa kraju: integracyjny (najbardziej pozytywny, zakładający umacnianie obecnego systemu bezpieczeństwa międzynarodowego), ewolucyjny (kontynuacja obecnej równowagi zjawisk pozytywnych i negatywnych, prowadzący do zrównoważonego umiędzynarodowienia i usamodzielnienia bezpieczeństwa Polski) oraz dezintegracyjny (zwiększenie ilości zagrożeń, zachwianie lub rozpad obecnego systemu).W wariancie pośrednim, który uznano za najbardziej prawdopodobny, założono postępujący proces integracyjny w Europie, stopniowe opanowanie kryzysów gospodarczych i zadłużenia w strefie euro, a także niepowiększanie się obecnych zagrożeń i ognisk konfliktowych (Rosja ma zachować status quo i nie dojdzie do radykalnych zmian w jej polityce wewnętrznej ani zewnętrznej). Od początku pojawiały się jednak głosy, że prognozy są zbyt optymistyczne. Uwagi krytyków zostały potwierdzone chociażby przez agresywną politykę Putina wobec Ukrainy.

Biała Księga jest pierwszym tego typu dokumentem w III RP. Wydanie tak obszernej analizy bez wątpienia jest sukcesem i wpisuje się w międzynarodowe standardy bezpieczeństwa (Białe Księgi od dawna tworzone są przez takie kraje jak USA, Niemcy czy Wielka Brytania). Jednak należy pamiętać, że dokument nie pociąga za sobą żadnych konkretnych działań, a jedynie ma służyć popularyzowaniu wiedzy o bezpieczeństwie.

Ostatnią widoczną zmianą, jaka zaszła w dziedzinie bezpieczeństwa dzięki Bronisławowi Komorowskiemu, jest reforma działalności Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Organ ten funkcjonuje od 1998 roku na mocy 135. Artykułu Konstytucji RP. Jego kompetencje są ograniczone – może tylko doradzać głowie państwa w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, ale nie ma uprawnień do podejmowania wiążących decyzji. Nowością, jaką wprowadził Bronisław Komorowski, jest zaproszenie do obrad liderów partii opozycyjnych. Ten krok miał na celu próbę odpolitycznienia dyskusji nad bezpieczeństwem państwa. Jednak według niektórych opinii  to tylko pusty gest, nie pociągający za sobą żadnych politycznych zobowiązań.

Kilka dni temu na Facebooku pojawiły się profile nawołujące już do rozliczania prezydenta-elekta z jego obietnic wyborczych. Zanim Andrzej Duda obejmie urząd i podejmie próbę realizacji swoich pomysłów na politykę bezpieczeństwa, warto mieć jednak punkt odniesienia do poprzedniej prezydentury. Bronisław Komorowski ułatwił nowemu prezydentowi wybicie się w tym obszarze.