Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Wiejski  4 maja 2015

Jak sprawić żeby w mieście dało się oddychać?

Paweł Wiejski  4 maja 2015
przeczytanie zajmie 3 min
Jak sprawić żeby w mieście dało się oddychać? Flickr.com/ Simone Ramella

Problem jakości polskiego powietrza jest coraz bardziej rozpowszechniony w mediach. Warszawski smog jest jednak z wielu powodów wyjątkowy. O ile w całej Polsce głównymi winowajcami są domowe kotły węglowe, w których pali się wszystkim – od drewna, przez niskiej jakości węgiel, aż po śmieci – o tyle Stolicę najbardziej zatruwają samochody. Obecna polityka miasta tylko pogarsza sytuację.

Niewiele rzeczy w Warszawie udaje się zrobić przed terminem. Jednak już w połowie marca wyrobiliśmy ponad 100% normy. Chodzi o wskaźnik PM-10, czyli zawartość w powietrzu cząsteczek pyłu zawieszonego o średnicy mniejszej niż 10 mikrometrów. Według unijnych (a zarazem i polskich) norm, wskaźnik ten nie powinien przekraczać granicy 50 µg/m3 więcej niż 35 razy w roku.

Do 15 marca takich przekroczeń zanotowano 38.

Czy ta delikatna mgiełka widoczna na horyzoncie w pogodne dni może komukolwiek zaszkodzić? Skutki długotrwałego wdychania zanieczyszczonego powietrza przypominają trochę skutki palenia papierosów. Większa podatność na infekcje dróg oddechowych, nowotwory, niewydolność serca, bezpłodność – to tylko kilka z możliwych schorzeń. Z powodu smogu co roku umiera w Polsce 45 000 osób (dane z raportu Najwyższej Izby Kontroli).  Według Programu ochrony powietrza dla województwa małopolskiego straty spowodowane przez smog (zwolnienia lekarskie, szkody w środowisku, koszty leczenia) wynoszą w tym regionie aż 2,8 miliarda złotych rocznie. Niestety, nie istnieją podobne dane dla pozostałych województw.

Paradoksalnie, Warszawa ma świetne warunki do zwalczanie smogu. Z 517 km2 powierzchni niemal 200 km2 zajmują tereny zielone.  Jako jedno z niewielu dużych miast europejskich ma w swoich granicach lasy. Bezpośrednie sąsiedztwo Puszczy Kampinoskiej oraz szeroka rzeka z zarośniętymi brzegami w samym centrum stanowią dodatkowe atuty. W porównaniu z resztą Polski, w Warszawie mało kto korzysta z domowych kotłów na węgiel. Większość nieruchomości jest podłączona do sieci ciepłowniczej, co z punktu widzenia środowiska jest o wiele lepszym rozwiązaniem.

Przyczyny tak złej sytuacji można wyprowadzić z wielu aspektów zarządzania miastem.

Pierwszym aspektem jest planowanie przestrzenne. Ten problem pojawia się często w dyskusjach o reprywatyzacji, czy walce z reklamami wielkoformatowymi. W kontekście jakości powietrza kluczowa jest ochrona terenów zielonych oraz tzw. klinów napowietrzających.  W niektórych dzielnicach parki i skwery są wszechobecne, ale w centrum miasta ciężko spotkać jakąkolwiek zieleń. O dosadzaniu drzew nie myśli się przy remontach ulic (przykładem są słynne donice z patykami na Świętokrzyskiej). Złowrogą tendencją jest też ograniczanie zieleni przy „rewitalizacji” parków, jak to miało miejsce w przypadku Ogrodu Krasińskich. Za rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz wycięto około 150 000 drzew. W tym samym okresie posadzono tylko około 107 000. A przecież młode drzewa oczyszczają powietrze o wiele mniej wydajnie niż te kilkudziesięcioletnie.

Kliny napowietrzające to kanały, którymi świeże powietrze ma być „pompowane” do miasta. Powinny mieć szerokość większą niż 300 metrów, i być porośnięte niską zielenią, z pojedynczymi drzewami. Silny wiatr bez przeszkód dociera nimi do centrum. Zieleń pełni zaś dodatkowo funkcję filtrującą. W Warszawie można wyróżnić 9 takich korytarzy, z czego tylko jeden nie został jeszcze przerwany przez wysokie budynki. I nie wynika to z troski urzędników o jakość powietrza, ale raczej z tego, że deweloperzy nie wymyślili jak dotąd sposobu na zabudowanie Wisły. W najgorszym stanie jest korytarz mokotowski, zablokowany przez osiedle Marina Mokotów. Korytarz Bemowski, ciągnący się od lotniska, przez cmentarz wojskowy i Powązki, został z kolei przerwany przez siedzibę ZUS przy ulicy Szamockiej. Gigantyczne biurowce całkowicie zlikwidowały zaś korytarz przy Alejach Jerozolimskich.

Kolejny aspekt polityki miejskiej pogarszający jakość powietrza to infrastruktura komunikacyjna. Obecna Prezydent nie wyróżnia się negatywnie na tle poprzedników, przyznawanie prymatu kierowcom indywidualnym było obecne od zawsze. Dość powiedzieć, że od 20 lat cena parkowania w centrum nie drgnęła, zaś cena biletów komunikacji miejskiej wzrosła o prawie 100% za samych tylko rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz. Godna pochwały zmiana w polityce dotyczącej rowerów (rowery miejskie, rozwój infrastruktury) zupełnie marnuje swój potencjał – na jednoślady przesiadają się nie kierowcy, a pasażerowie autobusów.

Nie brakuje w Europie miast, którymi można się inspirować.

Kopenhaga i Amsterdam, słynące z gigantycznego ruchu rowerowego, powoli są doganiane przez Hamburg i Helsinki, które planują wyeliminować konieczność korzystania z prywatnego auta w ciągu najbliższych 20 lat. Poza długofalową polityką potrzebna jest też możliwość działania w sytuacjach kryzysowych. W połowie marca Paryż, notujący rekordowe poziomy zanieczyszczeń, wprowadził czasowo darmową komunikację miejską i zdecydowane ograniczenia ruchu samochodowego. Co ciekawe, powietrze w Warszawie nie było w tym okresie ani trochę lepsze. Ze strony miasta zabrakło nie tylko zdecydowanych działań, ale nawet informacji o zagrożeniu.

Oczywiście, problemu jakości powietrza w skali całej Polski nie można rozwiązać przez lokalne inicjatywy. Potrzebne jest działanie na szczeblu ustawodawczym, mające na celu ograniczanie „niskiej emisji” – czyli wspomnianych już domowych kotłów węglowych. Jakość węgla, którym palą Polacy, również musimy podnieść. Władzom lokalnym potrzebne są również dodatkowe kompetencje, pozwalające na wprowadzanie rozwiązań kryzysowych wzorem Paryża.