Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Anna Oliwa  15 marca 2015

Islam bez papieża

Anna Oliwa  15 marca 2015
przeczytanie zajmie 5 min
Islam bez papieża flickr.com

Wydarzenia we Francji rodzą pytanie nie tylko o granice wolności słowa, ale kreują także mylny obraz obecności i hierarchizacji duchowieństwa na Bliskim Wschodzie. Fundamentalna zasada dla zrozumienia świata arabskiego i dominującej wiary w Allaha powinna mówić, że nie wszystko może zostać poddane kalce.

Podstawowym rozróżnieniem islamu jest podział na szyitów i sunnitów. Główna linia sporu między odłamami ma uwarunkowania historyczne. Po śmierci Mahometa nastąpił spór o sukcesję: prorok nie posiadał męskiego potomka ani nie wskazał następcy. Szyici opowiedzieli się po stronie Alego Taliba, zięcia Mahometa. Sunnici stali na stanowisku, że to Abu Bakr, teść proroka, powinien zostać przywódcą. Spór rozstrzygnięto decyzją, że starszyzna muzułmańska wskaże kalifa (przywódcę) – pierwszym został Abu Bakr. Drugim kalifem był Umar, trzecim zaś Usman. Szyici nigdy nie zaakceptowali tego wyboru i nie uznają pierwszych trzech kalifów. Czwartym kalifem został Ali Talib.

Po śmierci Alego żaden z jego potomków nie doszedł do władzy. Przeciwstawiali się jednak działaniom ówczesnego kalifa. Był to czas, w którym doszło do podziału wewnątrz samego szyizmu – na dwunasto-, siedmio- i pięcioimamowy (imam rozumiany jako teolog). Najliczniejszą grupę stanowią dwunastoimamowcy. Każdy z odłamów stara się zarzucać pozostałym wypaczenia w interpretacji islamu. Jednocześnie każdy doprowadził do powstania licznych szkół koranicznych, które uczą, jak rozumieć Świętą Księgę. Madrasy, czyli po prostu szkoły, oprócz prowadzenia edukacji religijnej miały za zadanie kształcić młodych ludzi także w prawie i jego interpretacji. Wraz z rozwojem zaczęto nauczać przedmiotów ścisłych. Najwybitniejsi uczeni mogą zostać mianowani ajatollahami – to w szyizmie. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że zachodnie rozumienie duchowieństwa jest tu wysoce nieadekwatne. Szkoły sunnickie i szyickie różnią nieznaczne szczegóły: chodzi o rozłożenie akcentów.

Wyznawców odłamu sunnickiego szacuje się między 80-90% całej populacji muzułmanów. Pozostała część to szyici, zamieszkujący głównie Iran oraz Irak. Marginalnie pojawiają się także wyznawcy trzeciego odłamu: charydżyci, którzy zamieszkują Oman. Charydżyci wyodrębnili się w 657 r. w wyniku konfliktu pomiędzy Alim a Mu’awiją (późniejszym kalifem). Pozostając przy liczbach, warto wskazać powszechne i zasadniczo błędne rozumienie islamu. Na Zachodzie religia muzułmańska postrzegana jest jako kompatybilna z grupą etniczną, jaką są Arabowie. Tymczasem nie każdy muzułmanin jest Arabem i nie każdy Arab to muzułmanin. To dość trywialne rozróżnienie powoduje, że przestajemy utożsamiać islam tylko z regionem Bliskiego Wschodu. Tę zależność widać w badaniach przeprowadzonych przez Pew Research Center Forum w 2012 roku, dotyczących liczebności wyznawców różnych religii. Według tych szacunków na świecie żyje około 1,6 miliarda muzułmanów. Największe ich skupisko przypada na Azję i Region Pacyfiku (ok. 985 mln). Afryka Północna i Bliski Wschód zajmują dopiero drugie miejsce w tym rankingu (ok. 317 mln). Tylko w Indiach i Pakistanie zbiorowość muzułmanów szacuje się na ok. 344 mln wyznawców. To prawie 30 mln więcej w stosunku do regionu uważanego za tak bardzo islamski.

Rozkład procentowy wyznawców wygląda już nieco inaczej. W Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie pierwszą religią jest oczywiście islam (93%). Drugą jest chrześcijaństwo (ok. 4%). Region Afryki Subsaharyjskiej jest drugim pod względem rozłożenia procentowego na korzyść muzułmanów (ok. 30%), jednak pierwszą religią tego regionu jest chrześcijaństwo (ok. 63%). W rejonie Azji i Pacyfiku pierwszą religią jest hinduizm (ok. 25%), natomiast islam drugą (ok. 24%).

Specyfiką Bliskiego Wschodu jest to, że nie możemy jednoznacznie określić, jaka grupa społeczna ma największy wpływ na wyznawców. O tym, czy są to politycy, królowie, czy osoby duchowne, decyduje historia i kontekst społeczny danego kraju. Przykładowo Arabia Saudyjska, posiadająca ogromne zasoby ropy naftowej, nie jest wpływowa tylko z uwagi na ten surowiec. Królestwo jest miejscem dwóch świętych miejsc: Mekki i Medyny, a saudyjski król pełni rolę ich kustosza. Daje mu to nie tylko władzę polityczną, ale także religijną.

Ewenementem jest Liban, który poradził sobie z połączeniem islamu z głosem polityków. Republika Libańska posiada prezydenta, ale faktyczne rządy sprawuje jednoizbowy parlament wraz z premierem. W trakcie sporów religijnych w Libanie wprowadzono system konfesyjny. Gwarantuje on każdej grupie religijnej stanowisko państwowe – prezydentem zostaje chrześcijanin maronita, premierem sunnita, natomiast szefem parlamentu szyita.

Podążając za badaniami znawców tematyki bliskowschodniej, Johnem Esposito, Ibrahimem Kalınem i Usrą Ghazim, można wskazać trzech obecnie znaczących ajatollahów (duchownych): Alego Chameneiego, ajatollaha Sistaniego oraz al-Kardawiego.

Ali Chamenei jest politycznym i duchowym przywódcą około 77 milionów Irańczyków. Jego zadaniem jest przede wszystkim czuwanie na irańską jurysdykcją – przewodzi zebraniom, które mają formułować jednolite orzecznictwo w sprawach państwowych. Ajatollah znany jest z tego, że trzyma się z dala od codziennej polityki. Kontakt z nim jest niezwykle utrudniony. Rzadko wyjeżdża z Iranu, trudno prosić go o wywiad czy wystąpienie na konferencji. Nie należy jednak twierdzić, że ajatollah kategorycznie nie udziela się publicznie: po ataku w redakcji „Charlie Hebdo” nawoływał europejską młodzież do odkłamywania islamu i zgłębiania nauki Allaha.

Ajatollah Sistani to duchowy przywódca Iraku. Kształcił się w wiodących instytucjach w tym kraju. Sistani uważany jest za kontynuatora myśli swojego poprzednika, al-Khoela. Silną pozycję ajatollahowi daje wsparcie finansowe: zwolennicy Sistaniego są zobligowani do uiszczania podatku religijnego, który przekazywany jest na fundację al-Khoeliego – jej celem jest utrzymywanie sieci edukacyjnej i humanitarnej dla muzułmanów obu odłamów. Pewnym novum w działalności Sistaniego była aprobata wobec samodzielnego głosowania kobiet w wyborach w 2005 r. w Iraku. Po atakach na „Charlie Hebdo” ajatollah Sistani dołączył do grona muzułmanów potępiających wydarzenie.

Jedną z najczęściej komentowanych i analizowanych postaci w świecie arabskim jest trzeci z ajatollahów, al-Kardawi. Egipski uczony był związany z organizacją Braci Muzułmanów oraz jest założycielem strony IslamOnline. Łączy tradycyjną wiedzę dotyczącą prawa islamskiego ze współczesnym rozumieniem problemów, przed którymi stoją muzułmanie. Al-Kardawi stara się nowatorsko podejść do swoich zwolenników. Chętnie porozumiewa się za pomocą mediów społecznościowych, prowadzi także program w telewizji Al-Jazeera, który gromadzi przed telewizorami średnio 40 mln ludzi. Mimo otwartości na nowoczesność, uczony często jest krytykowany za metodologię i kontrowersyjne opinie. Al-Kardawi jako jeden z niewielu podkreśla, że samobójcze ataki bombowe nie mogą być uznawane za przejaw terroryzmu. Stawia przy tym jeden warunek – nie mogą ranić niewinnych i bezbronnych ludzi. Po wydarzeniach w Paryżu uczony stwierdził jednak: To nie jest ani rozsądne, ani logiczne, ani mądre, aby publikować rysunki i filmy obraźliwie atakujące Mahometa.

Duchowni muzułmańscy to w dużej mierze osoby zamknięte na swoje społeczności. Dążą do profesjonalizacji komunikacji ze środowiskiem. W niektórych kwestiach wypowiadają opinie zgoła odmienne niż inni uczeni, nie jest to jednak ewenement. Na naszym podwórku również z łatwością zauważymy, że w kontrowersyjnych tematach hierarchowie Kościoła katolickiego nie zawsze mówią jednym głosem. To, czy tak powinno być, jest już innym pytaniem.

Trudno w tym momencie wypatrywać osoby, która miałaby stać się jedynym głosem świata muzułmańskiego. Poparcie tej tezy można znaleźć nawet w rysunkach „Charlie Hebdo”. Znajdziemy na nich Mahometa oraz Trójcę Świętą, papieża i… tutaj już sama redakcja miała problem. Nie należy zatem spodziewać się, że z minaretu zacznie ulatywać biały dym. Póki co przywódcą dla muzułmanów jest Allah Akbar. A jego nie da się złapać za rękę i skazać za wydarzenia takie jak te we Francji.