Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Brzyski  17 lutego 2015

Czy muzułmanie nas uratują?

Bartosz Brzyski  17 lutego 2015
przeczytanie zajmie 4 min
Czy muzułmanie nas uratują? Twitter.com

Nasilająca się wojna obyczajowa, przetaczająca się przez Europę, w połączeniu z zawirowaniami geopolitycznymi powodują na prawicy prawdziwy zamęt. Muzułmański radykalizm czy rosyjski zamordyzm? Kto uchroni nas od „lewactwa”?

Niektórym może wydawać się nieprawdopodobne, że konserwatyści, przywiązani do historii czy wiary, mając do wyboru kraje współrządzone przez muzułmanów lub lewicę laicką – wybiorą tych pierwszych. Jednak wystarczy zauważyć, że kluczowy dla konserwatystów jest porządek aksjonormatywny, wedle którego funkcjonuje społeczeństwo. W momencie, w którym lewicowe postulaty zaczynają ów system zmieniać – w prawie, moralności czy poprzez wywieranie skutecznej presji na Kościół – następuje gwałtowny i postępujący społeczny podział, który właśnie obserwujemy.

Rację mają ci, którzy ostrzegając przed związkami partnerskimi, myślami są przy małżeństwach par homoseksualnych i adopcji dzieci. Spełniony postulat naturalnie pociąga za sobą kolejny. W numerze „Polityki” z 21 stycznia Paweł Walewski w tekście „Pigułka niezgody” wymienia tylko ostatnie tematy polskiej wojny światopoglądowej. In vitro, gender, edukatorzy seksualni w szkołach, doktor Chazan, deklaracja wiary lekarzy, pigułka „dzień po”. W tych przykładach prawica przegrała. I jest tym coraz bardziej sfrustrowana.

Prawej stronie sceny politycznej przypisuje się zacofanie blokujące postępowe postulaty lewicowe. Tymczasem pierwsi bronią obowiązujących norm, a drudzy narzucają zmiany. To bardzo ważne rozróżnienie, ponieważ właściwe zdefiniowanie tego podziału stawia lewicę przed koniecznością uargumentowania ich sensowności oraz przedstawienia korzyści wynikających dla społeczeństwa z ich wprowadzenia. A dziś to prawica zmuszania jest do obrony i uzasadnienia statusu quo. Ta nielogiczność powoduje, że znalazła się w na tyle głębokiej defensywie, że zaczęła wykonywać pozornie niezrozumiałe ruchy.

Przede wszystkim uznała, że jest na straconej pozycji. Jedynie pomoc z zewnątrz może odwrócić rządy lewicy, która jeżeli nie w kraju, to z Brukseli narzuca kolejne liberalizacje prawa. Świetnie taki sposób myślenia przedstawia Marine Le Pen w wywiadzie z Markiem Magierowskim w 151 numerze „Do Rzeczy”.

Aby pozbyć się bagażu unijnego, może zbratać się z grecką SYRIZĄ, wdzięczyć do putinowskiej Rosji – nie ma to większego znaczenia. Im mocniej będą one uderzać w Unię, tym szybciej będzie można ją unicestwić.

Wtedy Marine zyska nieporównywalnie większą władzę, którą wykorzysta do wprowadzenia własnego porządku. Warto prześledzić sposób myślenia Le Pen – poświęcić coś dla wyższego dobra. Jakiego rodzaju są to wartości? Wydaje się, że wbrew pozorom demokracja. Liderka Frontu Narodowego za każdym razem powołuje się na wolę ludu i jego samostanowienie. Nie zakaże aborcji (konserwatywni zwolennicy Frontu w Polsce mają teraz pewnie niezły zgrzyt), ponieważ Francuzi tego nie chcą; nie przeszkadzają jej wyznawcy innych religii, o ile nie narzucają jej innym (prymat laickiego państwa).

Można przypuszczać, że gdzie jak gdzie, ale po prawej stronie sceny politycznej będą trwały zażarte dyskusje, jak dużo można poświęcić, aby uratować model tradycyjnej rodziny, powrócić do zakazu aborcji czy eutanazji, zatrzymać liberalizację obyczajowości. Dlaczego nie zrobić tego ramię w ramię z muzułmanami? Przecież już dzisiaj część z nich głosuje na prawicę.

Trudno stwierdzić, jak liczna jest grupa, która uważa muzułmanów i idący za nimi radykalizm w sferze aksjonormatywnej za jedyne wyjście dla zatrzymania zmian. Nie wspominałbym jednak o nich, gdyby nie fakt, że coraz częściej słyszy się ludzi tak właśnie myślących, oraz gdyby nie nowa książka Michela Houellebecqa. „Uległość” miała premierę w dzień ataków na tygodnik satyryczny „Charlie Hebdo” i nieco zginęła wśród kolejnych doniesień o wydarzeniach w Paryżu. Szkoda, bowiem jeden z jej aspektów jest szczególnie frapujący.

Książka opiera się na założeniu powolnego tworzenia się Eurabii, czyli Europy rządzonej w coraz większej mierze przez muzułmanów. W 2022 roku Francją współrządzić będzie Bractwo Muzułmańskie, wprowadzając kolejne normy i przeprowadzając pełzającą rewolucję. Najważniejszym pytaniem „Uległości” wydaje się być kwestia, dlaczego elity francuskie ustępują pola muzułmanom, dopuszczając ich do władzy. Edwin Bendyk w recenzji pisze tak: Francuskie elity bez problemu wchodzą w sojusz z nową, muzułmańską władzą, legitymizując ją w zamian za odbudowę „tradycyjnej cywilizacji”, polegającej na władzy mężczyzn. Która jego zdaniem miałaby stanowić rdzeń europejskiej cywilizacji. Trafności tej tezy można doszukiwać się w wysokim wyemancypowaniu kobiet, które może być odbierane jako nienaturalne czy szkodliwe z punktu widzenia ładu społecznego. Wydaje się jednak, że teza jest trudna do udowodnienia w tak dużej skali, więc służy za pewnego rodzaju intelektualną prowokację.

Dziennikarz Paweł Wroński pisał, że atak na redakcję „Charlie Hebdo” jest atakiem na wartości. Jednak powiedzmy sobie szczerze – brukowiec nie reprezentuje wartości Zachodu jako całości, a jego lewicowej czy lewicowo-liberalnej części. O ile należy potępić akt barbarzyństwa dokonany w Paryżu, to przymus utożsamiania się z tym, co prezentuje na swoich łamach gazeta, jest nieporozumieniem. Wielu ludzi już wcześniej wyrażało oburzenie z powodu treści publikowanych w „Charliem”. W takim wypadku do kogo im bliżej? Oczywiście do muzułmanów. Nawet Le Pen zostawia sobie w wywiadzie coś na kształt furtki, mówiąc Możemy się różnić, mieć odmienne korzenie, ale istotne jest to, abyśmy czuli przynależność do jednego narodu i wyznawali wspólny zbiór wartości.

Oburzamy się, że pewne kręgi polityczne sympatyzują z Putinowską Rosją, chwalą walkę czy coraz częściej wspierają moralną krucjatę muzułmanów w Europie. Nie ma się co dziwić: w bardzo krótkim czasie religia, obyczajowość, prawo uległy tak dużym zmianom, że dla części osób o konserwatywnym sposobie myślenia jest to nie do zaakceptowania.

Tak bardzo, że mimowolnie zaczęli zbliżać się do kręgów wcześniej nie definiowanych jako im bliskie.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 4 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń.

Klub Jagielloński

Nr konta: 16 2130 0004 2001 0404 9144 0001
W tytule: „darowizna na cele statutowe: jagiellonski24”
Dziękujemy!