Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Dominik Kulpa  5 lutego 2015

Na co komu ta konwencja?

Dominik Kulpa  5 lutego 2015
przeczytanie zajmie 4 min

W przyszły piątkowy poranek prawdopodobnie nastąpi odsłona kolejnego odcinka serialu „Ratyfikacja Konwencji Antyprzemocowej”. Jest to rodzaj sitcomu bardzo nużącego, nic nie wnoszącego, a mimo to ciągle nagrywanego i odtwarzanego. Po co?

Z punktu widzenia prawnego, ratyfikacja konwencji nie ma dla Polski większego znaczenia: stanowiłaby superfluum dla przepisów już istniejących. Obecny kodeks karny w sposób pełny chroni prawa kobiet, na co wskazują zarówno najlepsi polscy karniści (dla przykładu wypowiedź prof. Zolla z 11 listopada 2014 r.: Nasze regulacje wypełniają wszystkie dyspozycje dotyczące regulacji prawnych związanych z przeciwdziałaniem przemocy wobec kobiet.), jak i prawnicze think-tanki –  do napisania tego artykułu w dużej mierze posłużyłem się raportem Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris „Czy Polska powinna ratyfikować konwencję Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej?”. Oprócz kodeksu karnego, który zawiera przede wszystkim sankcje, istnieją również akty normatywne ujmujące problem przemocy w rodzinie bardziej strukturalnie, takie jak ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie czy Krajowy Program Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie na lata 2014-2020.

Może więc chodzi o to, że współczynnik przemocy domowej wobec kobiet jest w Polsce bardzo wysoki i konwencja ma na celu pewne oddziaływanie społeczne, polegające na odstraszeniu potencjalnych przestępców? Warto powołać się na statystyki Raportu Agencji Praw Podstawowych UE dotyczącego przemocy wobec kobiet w Unii. Cytując analizę raportu przeprowadzoną przez Instytut Ordo Iuris:

Zebrane dane ukazują Polskę w jednoznacznie pozytywnym świetle. Kraj nasz charakteryzuje najniższy w UE wskaźnik przemocy doświadczanej przez kobiety od obecnego lub byłego partnera (blisko trzykrotnie mniej niż w Szwecji) oraz bardzo wysoki wskaźnik raportowalności aktów przemocy policji. Dane te stoją w sprzeczności z forsowaną często w mediach tezą, że wyniki badań dotyczących przemocy są zniekształcane przez niewielką liczbę zgłaszanych przypadków lub brak społecznego przyzwolenia na publiczne mówienie o sprawach osobistych (badanym stworzono atmosferę zaufania i szczerości). Polki czują się znacznie bezpieczniej niż kobiety w innych krajach Unii. Wyniki Polski kontrastują z sytuacją w krajach stosujących ideologiczne podejście do przemocy właściwe dla Konwencji, a które zwolennicy ratyfikacji przedstawiają jako wzór do naśladowania. Najwięcej przemocy kobiety doświadczają w krajach skandynawskich. Przykładowo, dla Danii jest to aż 52%, Finlandii – 47%, Szwecji – 46% (w Polsce – 19%).

O co cały ten raban?

Moje największe wątpliwości budzi kwestia artykułu 14 konwencji. Pozwolę sobię go zacytować w całości.

Artykuł 14 – Edukacja

1. Strony podejmą, gdy to właściwie, działania niezbędne, by wprowadzić do programów nauczania na wszystkich etapach edukacji, dostosowane do etapu rozwoju uczniów treści dotyczące równości kobiet i mężczyzn, niestereotypowych ról społeczno-kulturowych, wzajemnego szacunku, rozwiązywania konfliktów w relacjach międzyludzkich bez uciekania się do przemocy, przemocy wobec kobiet ze względu na płeć oraz gwarancji nienaruszalności osoby.

2. Strony podejmą niezbędne działania by promować zasady, o których mowa w ustępie 1, w ramach nieformalnego uczenia się, w ramach działalności sportowej, kulturalnej i rekreacyjnej oraz w mediach.

W tych okolicznościach warto przypomnieć słowa Jana Zamoyskiego: Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Nagle okazuje się, że gra jest naprawdę warta świeczki, że de facto poza wskazaną w tytule ochroną kobiet chodzi o przemycanie pewnej ideologii, która jest niezgodna z aksjologią polskiej Konstytucji. Co gorsza, przemycanie jej do osób najłatwiejszych do ukształtowania, do najmłodszych, którzy często wychowują się w trudnych rodzinach, gdzie świadomość istnienia normalnych, kochających rodziców jest już i tak wypaczona. Jak ten zapis ma się do art. 48 Konstytucji RP, który stanowi, że Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami? Wprowadzenie w życie konwencji rodzi więc ogromne wątpliwości konstytucyjne. A nie można zapominać, że Konstytucja to akt żywy, posiadający swoją aksjologię, którą można odczytać w preambule.

Dla przybliżenia ram ideologicznych konwencji, warto też zacytować jej preambułę: uznając, że przemoc wobec kobiet jest przejawem nierównych stosunków władzy między kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, które doprowadziły do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji kobiet, a także uniemożliwiły pełne usamodzielnienie kobiet (…) uznając strukturalny charakter przemocy wobec kobiet za przemoc ze względu na płeć oraz fakt, że przemoc wobec kobiet stanowi jeden z podstawowych mechanizmów społecznych, za pomocą którego kobiety są utrzymywane na podrzędnej pozycji w porównaniu z mężczyznami. Pozostawię ten fragment bez komentarza, ufając, iż nasi czytelnicy są na tyle zorientowani, że bez trudu poradzą sobie z odszyfrowaniem tej ideologicznej deklaracji. W tym miejscu wspomnę, że konwencja poza nieustanną „walką płci” (współczesna „walka klas”) nie dostrzega innych potencjalnych (zarazem bardziej oczywistych) przyczyn przemocy domowej, takich jak nadużywanie alkoholu czy narkotyków, środowisko, w którym sprawca się wychowywał etc.

Na koniec przytoczę słowa Moniki Ksieniewicz z 2004 r., zastępcy dyrektora w Biurze Pełnomocnika Rządu do spraw Równego Traktowania, która brała czynny udział w obradach dotyczących konwencji, a w późniejszym czasie przypominała o potrzebie jej ratyfikacji: W przededniu wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej istnieje potrzeba zaktywizowania na skalę masową rodzimych feministek, by nie przepuściły okazji, jakie niesie polityka równościowa tej organizacji. Pora pogrzebać mit Matki Polki i żądać praw i realnej, a nie pozornej władzy dla siebie i dla innych kobiet.

Czy polski rząd pozwoli skorzystać z okazji? Dowiemy się już w najbliższym tygodniu.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 4 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń.

Klub Jagielloński
Nr konta: 16 2130 0004 2001 0404 9144 0001
W tytule: „darowizna na cele statutowe: jagiellonski24”
Dziękujemy!