Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Brzyski  22 grudnia 2014

Zanussi wielkim poetą jest

Bartosz Brzyski  22 grudnia 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Zanussi wielkim poetą jest filmweb.com

Jedyne, co można uznać za dobre w nowym filmie Zanussiego „Obce ciało”, to chęci. Reżyser za punkt honoru uznał stworzenie filmu, w którym umieści esencję problemów współczesności. Niestety stworzył ideologiczną groteskę, która doskonale pokazuje, dlaczego to lewica ma w Polsce monopol na kulturę.

Zanussi najwyraźniej uznał, że wiek predestynuje go do wejścia w rolę wychowawcy, który najprostszymi środkami wytłumaczy podopiecznym w 107-minutowym wykładzie, z jakimi problemami przyjdzie im się w życiu zetknąć i jak należy sobie z nimi radzić. Do tego celu stworzył perfekcyjnie dychotomiczny świat, w którym znaczenie mają jedynie cztery postacie w dwóch drużynach – dobra i zła.

Siły dobra reprezentowane są przez wzór wszelkich cnót, Włocha Angelo, oraz jego byłą dziewczynę i przyszłą zakonnicę, Katarzynę. Katarzyna mimo tego, że jest zakochana, postanawia wrócić do kraju, ponieważ czuje powołanie. Angelo przyjeżdża za nią na prośbę ojca Kasi, ateisty-furiata, który nakazuje mu za wszelką cenę odzyskać córkę. Włoch zatrudnia się w warszawskiej korporacji zajmującej się energetyką. Chce przez rok być blisko ukochanej, na wypadek, gdyby ta zmieniła zdanie. Nie wie jeszcze, że tym samym wkracza w świat feministycznego imperium zła.

Drużynę zła reprezentują szefowa korporacji Kris (nawet imię brzmi złowieszczo), oraz jej asystentka Mira. Wyzwolone kobiety, które manipulują i gardzą ludźmi, uwodzą mężczyzn dla zysku lub sportu. Kris w dodatku jest oczywiście ateistką, hedonistką, fetyszystką, córką komunistycznej prokurator. Sama o sobie mówi, że „reprezentuje pokolenie postępu”, a jej celem jest „transgresja”, która „stworzy nowe – lepsze społeczeństwo”. Mira nie bardzo rozumie, o co chodzi z transgresją, więc Kris doprecyzowuje, że jest to „przekroczenie wszelkich norm”. Angelo nie wie jeszcze, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znalazł, rozpoczynając z nimi grę.

Angelo w zależności od potrzeby udowodnienia konkretnej tezy jest albo błyskotliwy i niezłomny, albo uległy i kompletnie irracjonalny. Z jednej strony nie daje się uwieść kobietom, a kiedy jest już blisko kresu wytrzymałości, po prostu wchodzi do wanny i schładza sobie przyrodzenie. Z drugiej – pod wpływem Kris wypija pół szklanki szkockiej i wsiada do samochodu, lub pośrednio na polecenie Miry ucieka przed policją ulicami Moskwy. Jednak starcie dobra ze złem nie dzieje się jedynie bezpośrednio. Oglądamy przeplatające się sceny: pomagającego niepełnosprawnemu Angela i karmiącą szynką psa Kris. Wystającego pod klasztorem w strugach deszczu Włocha i biczującą pejczem męskie prostytutki szefową.

Kuriozalne sytuacje można mnożyć. Bodaj najdziwniejsze są relacje Kris z matką, udzielającą wywiadów, w których broni swojej komunistycznej przeszłości i tym samym bardzo szkodzi karierze córki. Kris nie pozostaje nic innego, jak tylko doprowadzić do jej śmierci. Do tego celu używa nawet hipnotyzera, który jeśli jej nie zabije, to przynajmniej podda torturom przywołania wspomnień. Wszystko wskazuje na to, że stara komunistka ma wyrzuty sumienia, czego nie można powiedzieć o młodej – wyzwolonej. Czy więc postęp nie jest gorszy od komunizmu?

Może Zanussi postanowił dać mocny odpór wszechobecnemu relatywizmowi. Może zechciał stworzyć film, w którym rozliczyłby i podsumował swoje refleksje nad współczesnością. Jednak tak bardzo zafiksował się na komentarzu do niej, że aby wszystko zawrzeć, laboratoryjnie stworzył świat tak schematyczny, że nierzeczywisty. I zamiast wnieść konserwatywny komentarz do debaty publicznej czy chociaż dodać balansu w zdominowanej przez lewicę polskiej kinematografii, podał na tacy kolejny argument, że prawica jest odklejona od realiów i żyje w innej rzeczywistości.

Warto zwrócić uwagę na prawicową interpretację samej funkcji sztuki, na przykładzie recenzenckiej polemiki w 51-52 numerze „Do Rzeczy” między Andrzejem Horubałą a Piotrem Semką. Pierwszy przyznaje, że chociaż z Zanussim się zgadza co do oceny zarówno współczesności jak i konkretniej – III RP, to forma, w jakiej reżyser to robi, jest fatalna. Drugi uważa, że film jest świetny, ponieważ „mówi prawdę”. Jeżeli przyjąć definicję sztuki, którą przedstawia Piotr Semka, to nie powinniśmy w ogóle oceniać jej jakości, ale treść, jaką niesie. Nie sądzę, że Zanussi, który ma pokaźny dorobek filmowy, przyjął powyższe założenie przy realizacji filmu, jednak efekt może na to wskazywać.

Kwestią czasu jest, kiedy kolejni twórcy, tak jak Krzysztof Zanussi, będą uskarżać się na brak dofinansowania z PISF, ponieważ instytucję okupują lewacy. Jest w tym oczywiście trochę prawdy, ale równocześnie warto przypomnieć, że sztuka to nie tylko treść, ale także forma. W przypadku „Obcego ciała” jest ona tak fatalna, że przynosi efekt przeciwskuteczny od zamierzonego. Nie pozostaje więc nic innego, jak wesprzeć Andrzeja Horubałę, bo inaczej prawica będzie permanentnie przegrywać bój o polską kulturę.