Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  13 grudnia 2014

Marsz w obronie bezradności

Piotr Kaszczyszyn  13 grudnia 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Marsz w obronie bezradności 1001 portails Polska/Twitter.com

Ja maszeruję, Ty maszerujesz, my maszerujemy. Tylko po co?

W ostatnich dniach tragedia stanu wojennego została wplątana w bieżące gierki polityczne. Pierwsza była wesołkowata redakcja „Polityki”, która na okładce środowego numeru umieściła Jarosława Kaczyńskiego wystylizowanego na generała Jaruzelskiego, z podpisem Prezes Kaczyński ogłasza stan wojenki. Absurdalność i szkodliwość tego posunięcia można zawrzeć w trzech punktach.

1. Budując analogię między stanem wojennym a legalnym, zgodnym z art. 57 Konstytucji i prawem do zgromadzeń publicznych marszem PiS-u, „Polityka” niszczy fundament debaty publicznej, czyli związek między rzeczywistością a językiem służącym do jej opisu.

2. Używając słów „stan wojenki”, bagatelizuje znaczenie samego stanu wojennego, sprowadzając go do narzędzia bieżącej bijatyki politycznej i uwłaczając ofiarom stanu wojennego.

3. Decydując się na taką, a nie inną okładkę, redakcja tygodnika wykazała się dziwną schizofrenią. Z jednej strony Jaruzelski to człowiek honoru, a sama decyzja o ukonstytuowaniu WRON dla redakcji Polityki była co najmniej niejednoznaczna; z drugiej, kiedy nadarza się sposobność uderzenia w prezesa Kaczyńskiego, nagle Jaruzelski przekształca się w pałkę, którą można podpalaczowi Polski solidnie przywalić.

Szkoda tylko, że sam marsz PiS, buńczucznie nazwany „Marszem w Obronie Demokracji i Wolnych Mediów”, ze względu na wybór daty 13 grudnia wpisał się dokładnie w tę samą optykę, co działania „Polityki”.

1. Budowanie (nawet jeśli niezamierzone, w co wątpię) analogii między stanem wojennym a dzisiejszymi wydarzeniami i pośrednio między ówczesną opozycją a komunistyczną władzą to działania niszczące związek między rzeczywistością i jej opisem. Dokładnie jak okładka „Polityki”.

2. Poprzez wybór takiej, a nie innej daty (wystarczy, że PiS zdecydowałoby się na cokolwiek innego, a ten tekst by nie powstał) Marsz uwłacza ofiarom stanu wojennego w podobny sposób jak okładka „Polityki”.

W tych okolicznościach z wielką ulgą przyjąłem wiadomość, że piątka biskupów ostatecznie wycofała się z komitetu honorowego Marszu. Obawiam się jednak, że mleko i tak zostało rozlane, a działanie biskupów zdążyło wpłynąć negatywnie na wizerunek Kościoła.

Podobnie krytycznie odnoszę się do obecności w komitecie honorowym nazwisk redaktorów naczelnych „DoRzeczy”, „Gazety Polskiej” i „wSieci”. Zaangażowanie w spory publiczne to jedno, ale są pewne granice, których nie należy przekraczać.

Jednocześnie cały ten Marsz jest wyrazem bezradności i bezproduktywności największej partii opozycyjnej w Polsce.

Reakcja PiS na nieprawidłowości wokół wyborów przypomina mi sytuację po katastrofie smoleńskiej. Wówczas partia okazała się niezdolna do zagospodarowania obywatelskiego oburzenia, aktywności i gotowości do działania na rzecz naprawy państwa. Tysiące osób zgłaszało się wówczas do lokalnych komórek partii, ale ich energia i chęć działania zostały potraktowane jak zagrożenie dla ich pozycji. W konsekwencji zamiast stworzenia podwalin pod nową, społeczną formułę partii neomasowej, opartej o tysiące członków zaangażowanych w różnorodne stowarzyszenia i organizacje afiliowane przy samej partii, na wzór Fideszu Orbàna czy francuskiego Frontu Narodowego, PiS zamknął się w wygodnej formule ugrupowania tylko dla przekonanych.

Z analogiczną reakcją mamy do czynienia w przypadku nieprawidłowości wyborczych. Jarosław Kaczyński szybko uciekł w narrację o sfałszowanych wynikach, zwracając się w ten sposób wyłącznie do twardego elektoratu i zniechęcając tych, którzy widzieli kompromitację państwa, ale dalecy byli jednocześnie od łatwych oskarżeń o ustawienie wyborów przez rządzących. Łatwych, bo w swojej kalekiej opozycyjności PiS nie potrafił wykorzystać mniej efektownych, za to realnych i dostępnych narzędzi prawnych do reakcji na pojawiające się kontrowersje. Za organizację protestów wyborczych, a później za walkę o nieniszczenie kart wyborczych, musiała się wziąć organizacja pozarządowa. Tymczasem PiS bawił się znakomicie na kolejnych konferencjach prasowych, a dzisiaj maszeruje z pompatycznymi hasłami na ustach ulicami Warszawy.

W ten sposób partia Jarosława Kaczyńskiego utwierdza się w roli „wiecznej opozycji”. Szkoda tylko, że przy okazji przyczynia się do stabilizacji władzy PO-PSL, o czym w świetnym artykule pisał niedawno Jarosław Komorniczak.

Na koniec rzecz dzisiaj najistotniejsza: stan wojenny. W sytuacji, gdy dawni funkcjonariusze cywilnych organów bezpieczeństwa PRL korzystają ze specjalnych dodatków do emerytury, dawni opozycjoniści najczęściej są zostawiani przez państwo samym sobie. Istnieje jednak Fundacja Wdzięczności, która zajmuje się pomocą zapomnianym przez III RP. Dlatego kliknijmy w ten link i wpłaćmy choćby 5 zł. A marsze i śmieszkowe okładki zostawmy tym, którzy myślą, że w ten sposób czczą ofiary stanu wojennego.