Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Kacper Kempisty  9 grudnia 2014

Warszawa opowiada swoją historię

Kacper Kempisty  9 grudnia 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Warszawa opowiada swoją historię Twitter.com

Mit jest potrzebny, bo tworzy wspólną tożsamość. Nieważne czy przedwojenny warszawiak czy przyjezdny „słoik”. „Godzina W”, niczym inicjacyjny rytuał, pozwala każdemu z mieszkańców stolicy poczuć się naprawdę „u siebie”. A bez tego zakorzenienia trudno myśleć o wzięciu prawdziwej odpowiedzialności za miejsce, w którym żyjemy.

By mówić o tożsamości w kontekście narracji potrzeba samego narratora. Warto na ten krótki spacer po stolicy wybrać się z dobrym przewodnikiem. Ja jako przyjezdny student – „słoik” nie czuję się w tej sprawie  kompetentny. Jak sam o sobie mówi wpadaj, a ja zapoznam cie z esencją, homo varsoviensis przewodnik z licencją – Leszek Kaźmierczak, znany szerzej jako Eldo. Raper, który niejednokrotnie w swoich utworach mówi o Warszawie i pokazuje miasto widziane okiem rodzimego warszawiaka. Jego opinię można uznać za reprezentatywną dla dumnych mieszkańców, legitymujących się trzema pokoleniami wstecz zamieszkującymi stolicę, grobem bliskich na Powązkach i krewnymi, którzy brali udział w Powstaniu Warszawskim. Kochają swoje miasto i są z  niego dumni: To ulice, po których chodziły legendy. Od Wiecha, Tyrmanda, Brychczego do Deyny. Określenie „homo varsoviensis” jest bardzo na miejscu i ilustruje ten specyficzny „gatunek”. Można ich czasem spotkać i wtedy widać, że Mentalność została, kpiarz, wieczny cwaniak, warszawiak. Odróżniają się stylem bycia, zachowaniem. Najważniejsze, Warszawa to dla nich nie tylko miejsce zamieszkania: syreni gród, dla nas dużo więcej niż miasto. Identyfikują się z miastem, które staje się nieodłącznym elementem ich tożsamości. Będąc przewodnikami sami są też zabytkami. Bardzo bym chciał, aby było tak jak przed wojną, żeby cała Warszawa miała właśnie taką tożsamość. Jasną i określoną.

Oczywiście nie tworzyły jej tylko cwaniaki, Antki i andrusy, ale cała gama osobistości, elity kulturalne i naukowe.

Niestety, z tego świata pozostały tylko wspomnienia. Jak pisał Adam Zieliński nie jest ważne jak ocenimy Powstanie. Jednym z jego skutków jest śmierć tysięcy ludzi, wraz  z nimi tej zabytkowej tożsamości którą tworzyli razem z tamtym miastem. A teraz tu jest socreal, wciąż siermiężny pastisz,  à la marmur kontra  à la przepych korporacji. Jednak, jak śpiewa Eldo, szkielet mam pancerny, zmartwychwstałe miasto rodzi ludzi nieśmiertelnych – to wokół historycznych doświadczeń buduje się dzisiejsze poczucie wspólnoty.

Moi warszawscy koledzy z roku mówią, że dopiero w święta można pojeździć samochodem po mieście, bo ulice  pustoszeją. Ja z kolei mogę powiedzieć, że w tym czasie w moim rodzinnym mieście samochodów przybywa. To obrazuje, jak wiele osób to przyjezdni. Ludzie niewyrośli z podwórek kamienic Śródmieścia i Woli, ale studenci, osoby szukające lepszej pracy, czy ci, którzy zostali na dłużej z przeróżnych powodów. Zwani potocznie „słoikami”, w stereotypowej opinii nielubiani przez „rodzimych”. Sam nie dostrzegam tego podziału i czuje się tu dobrze. Co więcej, właśnie fakt istnienia tych dwóch grup tworzy fenomen, jakim jest obecna Warszawa.

Może nie ma konkretnej, jasnej tożsamości, jest zlepkiem wielu pomysłów i idei, jednak Warszawa to miasto, które bez przesady można nazwać feniksem.

Tworzą je od lat ci, którzy przeżyli, i coraz więcej ludzi z całej Polski. I chociaż spalił nam miasto w ząbek czesany kolo, strączku łuskany, klapa, stolica żyje na nowo. Paradoksalnie, Powstanie mimo jego porażki samo było impulsem do  powstania nowego miasta, które wykrwawione i spalone, podniosło się po hekatombie jakiej nikt sobie nie wyobrażał.

Nie pochodzę z Warszawy, ale studiuję tu i mieszkam. Jak część redaktorów jestem też harcerzem i przed podjęciem studiów przyjeżdżałem do Warszawy z okazji różnych patriotycznych wydarzeń. Doskonale pamiętam nastrój obchodów 65 rocznicy Powstania. Wtedy można było poczuć tamto miasto w powietrzu. Miałem 14 lat i wraz z kumplami chodziłem z głową w chmurach. Pięć lat później, w tym roku, prowadziłem na ogólnopolskim zlocie ZHR drużynę z Ostrołęki. Wszystko to wróciło, jednak odmienione. Przeżywałem to bardziej świadomie, ale z nieodłączną dumą. Wiem też, że takie odczucia ma wiele osób. Gdy rozmawia się o tym, trudno jest to ukryć. Powstanie jednoczy. Pozwala budować tożsamość. Poczuć Warszawę  taką jak dawniej. Dobrze widać to w Muzeum Powstania Warszawskiego, które ożywia to wydarzenie przez cały rok. Dzięki temu jak jest zaprojektowane możemy chociaż trochę dotknąć tego szczególnego czasu, zetknąć się z tamtą Warszawą. Momentem kulminacyjnym w czasie obchodów jest „Godzina W”. Wolność, jak pisał Piotr Kaszczyszyn, to ona jednoczy i daje poczucie tożsamości.

Nieważne, czy pochodzi się z Warszawy czy nie, właśnie to wydarzenie jest precedensowe i powoduje, że nigdzie indziej nie można się tak poczuć i szybko aklimatyzować.

Powstanie urosło wręcz do rangi wydarzenia mitycznego. Jasny jest podział na dobro i zło. Walka toczyła się tu o rzecz ważniejszą niż życie, o wolność. Warszawa to miasto wolności. Każdego 1-go sierpnia można mówić o koniunkcji tych dwóch miast, Warszawy przed Powstaniem i po nim. Nie uważam, że to miasto narracji. Stolica sama jest narratorką. A dokładniej jej mieszkańcy, bo to oni stworzyli i tworzą to miasto.