Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Rafał Gawlikowski  24 listopada 2014

Czas wyjazdów formacyjnych

Rafał Gawlikowski  24 listopada 2014
przeczytanie zajmie 4 min
Czas wyjazdów formacyjnych flickr.com/ iwona_kellie

Od kilku dobrych lat do polskiej debaty publicznej wraca jak bumerang problem systemu edukacyjnego. Zaczynając od gimnazjów, uznawanych przez publicystów za siedlisko wszelkiego zła, przechodząc do szkół średnich, które produkują niewykształconych licealistów i techników, na zawodówkach kończąc. Ostatnim etapem tej utartej wyliczanki są roszczeniowi oraz źle przygotowani pracownicy i pazerni przedsiębiorcy.

Jednak wciąż nie zadajemy sobie pytania fundamentalnego: gdzie leży źródło problemu? Odpowiedź mamy przed nosem, ale zachowujemy się niczym trzy japońskie małpy, które nie widzą, nie słyszą i przede wszystkim nie mówią.

Wciąż jesteśmy zanurzeni w aideologicznym założeniu, że szkoła nie powinna wychowywać, a wyłącznie uczyć konkretnych umiejętności.

Żyjemy w przekonaniu, że education skills są wystarczające. Prawa strona sceny politycznej widzi zagrożenie w roli wychowawczej szkoły, która według niej będzie skutkować osłabianiem rodziny, a lewa zasłania się rękami i nogami przed rzekomą indoktrynacją młodych umysłów. Obawy te są nieuzasadnione. Relacja uczeń-mistrz jest znana już od czasów starożytnych. Musimy zaufać polskiej szkole i uwierzyć w to, że jest w stanie nie tylko edukować, ale tez wychowywać ucznia w duchu wartości. Bo proces nauczania umiejętności musi iść w parze z kształceniem charakteru, co świetnie uargumentował Jan Maciejewski w swoim tekście.

Zaproponuję konkretny postulat, który może realnie wpłynąć na przygotowanie młodzieży do wejścia w dorosłość. Każdy z nas przypomina sobie z czasów dawnych albo jeszcze dawniejszych, w zależności od metryki, wyjazdy szkolne. Wszelkie wycieczki, wyjścia do kina, dni otwarte na uczelniach wyższych itd. Uderzający w tych wspomnieniach jest brak spójności czy ciągłości między tymi wydarzeniami, pewna chaotyczność w dobieraniu tematyki szkolnych wyjść. A przecież mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej.

W życiu młodego człowieka są dwa kluczowe momenty, jeżeli chodzi o wybór przyszłej ścieżki zawodowej. Pierwszy to koniec szkoły gimnazjalnej, kiedy wybiera szkołę średnią, a drugi, gdy po skończeniu tejże szkoły decyduje, czy chce studiować, czy będzie próbował swoich sił na rynku pracy. W obecnych warunkach w tych dwóch kluczowych momentach uczeń zostaje sam. Może w najlepszym wypadku liczyć na wsparcie rodziców, w najgorszym na samego siebie, bo przecież wiemy, jak działa doradztwo zawodowe – a raczej jak nie działa. Wychowawca zajęty biurokratyczną pracą związaną z „oddaniem” swojej klasy nie ma odpowiedniej ilości czasu na indywidualną rozmowę z każdym uczniem o jego przyszłości.

Wyobraźmy sobie, że już na początku szkół gimnazjalnej i ponadgimnazjalnej uczniowie wiedzą, że po zakończeniu wszystkich egzaminów pojadą na wyjazd formacyjny.

Wyjazd, do którego będą się przygotowali wraz z wychowawcą przez cały okres edukacji. Taki wyjazd nie byłby zwykłą wycieczką szkolną, czymś błahym, po czym zostają wspomnienia pierwszych miłości. Z pewnością musiałby trwać przynajmniej dwa tygodnie. Byłby ogromnym przedsięwzięciem, w którego organizację musieliby się zaangażować uczniowie z wychowawcą i rodzicami. Podstawową przeszkodą mogą być finanse. Jednak gdy założymy, że takowy wyjazd odgrywałby ważną rolę edukacyjną, z pewnością w grę weszłoby pozyskanie środków z MEN, samorządów czy funduszy europejskich. Wyjazd miałby charakter powszechny, bez podziałów na biedniejsze i bogatsze szkoły. Każdy uczeń szkoły gimnazjalnej i ponadgimnazjalnej miałby zagwarantowane dofinansowanie takiego wyjazdu. Z pewnością polski budżet nie jest studnią bez dna, jednak i na to istnieje odpowiedź: uczniowie powinni aktywnie angażować się w poszukiwanie sponsorów, co pozwoliłoby im zdobyć pierwsze doświadczenia na rynku pracy. Z pewnością poprawiłoby to ich umiejętności miękkie i negocjacyjne.

Kluczowym zagadnieniem dotyczącym tego pomysłu jest sprawa programu.

Widzę tu przynajmniej kilka obszarów, które byłby bardzo ważne. Pierwszy jest formacja rozumiana jako działanie, którego celem jest kształtowanie cnót. Pokazanie mu, że zamykanie się w obrębie egoistycznego interesu jest niekorzystne dla wspólnoty i jego samego. Taki program może wzbudzić najwięcej kontrowersji, bo wymaga pewnych założeń ideologicznych. Jestem jednak przekonany, że jest możliwe jego wypracowanie w ramach tych małych wspólnot, jakie tworzą klasy czy szkoły.

Drugim obszarem mającym walor praktyczny jest doradztwo zawodowe, w ramach którego uczniowie mieliby okazję poznać specyfiki rynków pracy i swoje predyspozycje zawodowe. Wyobrażam sobie to tak, że uczniowie uczestniczyliby w wykładach, seminariach czy warsztatach. Mieliby okazję porozmawiać z przedstawicielami konkretnych zawodów, ale również popracować nad doskonaleniem umiejętności miękkich w grupach oraz indywidualnie, pracując z doradcą czy psychologiem.

Trzecim obszarem jest kapitał kulturowy. Czyli zajęcia w ramach, których uczniowie mają okazję lepiej poznać kulturę i obyczaje danego miejsca, w którym odbywałby się wyjazd formacyjny. Bieszczady, Beskidy, Kaszuby czy Podlasie to tylko jedne z kliku propozycji jakie oferuję turystyczna mapa Polski. Oczywiście taki wyjazd mógłby również mieć miejsce zagranicą. Ciekawym miejscem na taki wyjazd mogą być ziemie dawnych polskich kresów jak również kraje Europy zachodniej, gdzie uczniowie mogliby podszkolić swój angielski, niemiecki czy francuski.
Dodatkowo zajęcia w ramach tego obszaru obejmowałyby również zagadnienia na które nie starcza czasu w ramach zajęć z języka polskiego, historii czy wiedzy o kulturze.
Wyobraźmy sobie licealistów analizujących starożytnych filozofów czy oglądających wspólnie polskie kino moralnego niepokoju. Czy to nie jest kusząca perspektywa?

Podstawową różnicą między tym, co oferuje obecny system edukacji, a proponowanym przeze mnie rozwiązaniem, jest możliwość zanurzenia się we wspólnocie szkolnej.

Wspólna, kilkuletnia praca uczniów, rodziców i nauczycieli w wypracowywaniu indywidualnych, spójnych programów formacyjnych. Z pewnością to rozwiązanie przysłuży się podniesieniu poziomu kapitału społecznego oraz zdobyciu niezbędnych umiejętności przez młodzież.

Artykuł powstał w ramach projektu „Przyszłość Europy zależy od młodzieży” finansowanego ze środków programu Erasmus Plus.