Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  15 listopada 2014

Stabilizacja i dobrobyt

Piotr Wójcik  15 listopada 2014
przeczytanie zajmie 7 min
Stabilizacja i dobrobyt facebook.com

Flexicurity, czyli po polsku elaspieczeństwo, jest jedną z tych koncepcji rynku pracy, które możemy już ocenić, gdyż funkcjonuje parę dobrych lat. Jej nazwa powstała z połączenia angielskich słów flexibility (elastyczność) i security (bezpieczeństwo), co dużo o niej mówi. W istocie jest próbą połączenia ognia z wodą, a więc postulatów deregulacji rynku pracy (na co najczęściej naciskają pracodawcy) z potrzebą posiadania stabilnego zatrudnienia, artykułowaną najczęściej przez pracowników.

Twórcy tej koncepcji wyszli z założenia, któremu trudno odmówić racjonalności, że potrzeba stabilnego zatrudnienia jest tak naprawdę potrzebą posiadania stabilnego źródła dochodów. A o ile elastyczne zatrudnienie z zatrudnieniem stabilnym połączyć raczej trudno, to już ze stabilnymi dochodami dużo łatwiej. Powstała więc konstrukcja łącząca zderegulowany rynek pracy z wyjątkowo szczodrym systemem zabezpieczeń społecznych.

Elaspieczeństwo funkcjonuje w Holandii i Danii, jednak znane w świecie jest przede wszystkim z duńskiego wariantu.

Tamta koncepcja składa się z trzech bazowych elementów, które tworzą tzw. złoty trójkąt. Pierwszym są elastyczne regulacje rynku pracy, wprowadzone przede wszystkim po to, by ułatwić zwalnianie pracowników. Znacznie skrócono więc okres wypowiedzenia i wyraźnie wydłużono okres próbnego zatrudnienia. Obniżono też wysokość odpraw. Jednak nie na samym zwalnianiu oparto deregulację. Generalnie niski poziom uregulowania ustawowego osiągnięto dzięki szerokiemu stosowaniu układów zbiorowych, które uszczegółowiały na poziomie zakładu krajowe przepisy oraz porozumienia w poszczególnych branżach. Dzięki temu istnieje w Danii spora dowolność dotycząca liczby godzin pracy, czasowego jej wymiaru oraz ustalania relacji między wynagrodzeniem a wydajnością, dzięki czemu taka, a nie inna wysokość wynagrodzenia jest jasno wytłumaczona (o czymś takim większość polskich pracowników może jedynie pomarzyć).

Drugim rogiem trójkąta jest oczywiście hojny system zabezpieczenia społecznego, dzięki któremu pracownik, pomimo dużego prawdopodobieństwa bycia zwolnionym, w nocy śpi całkiem spokojnie.

Jego fundamentem są zasiłki dla bezrobotnych, których kwota zastąpienia (czyli wysokość pomocy w stosunku do ostatniej pensji) wynosi czasem nawet 90% (zależnie od sytuacji bezrobotnego), co w połączeniu z wysokimi płacami, umożliwiającymi odłożenie sporej sumy na czarną godzinę, sprawia, że pracobiorcy w Danii o byt martwić się specjalnie nie muszą. Okres wypłacania zasiłków został co prawda ostatnio skrócony i wynosi dwa lata, ale to i tak cztery razy dłużej niż w Polsce. A trzeba pamiętać, że system zasiłków dla bezrobotnych jest dopełniany przez równie hojny system pomocy społecznej, do której kwalifikują się osoby, którym zasiłek już nie przysługuje.

Trzecim filarem elaspieczeństwa jest aktywna polityka rynku pracy (ALMP), nakierowana na jak najszybsze znalezienie przez bezrobotnego nowego zatrudnienia. Opiera się ona z jednej strony na skutecznym pośrednictwie pracy, a z drugiej na działaniach zmierzających do zwiększenia zatrudnialności nie tylko bezrobotnych, ale też obecnie zatrudnionych. To powoduje, że ALMP ma w dużej mierze charakter profilaktyczny i jest kierowane także do pracowników, którzy za jakiś czas mogą przestać nimi być. Taka dalekowzroczność w Polsce musi się wydawać obca jak z innej planety, a przecież ma miejsce całkiem niedaleko od granic naszego kraju. Skutkuje to bardzo wysokim wskaźnikiem uczestnictwa Duńczyków w kursach poszerzających ich kompetencje zawodowe – korzysta z nich aż 33% populacji w wieku 24-64 lata, co przy średniej unijnej (9%) wygląda niewiarygodnie. Polepszanie kompetencji pracowników i bezrobotnych oczywiście opiera się na szkoleniach, stażach i doradztwie zawodowym, a w przypadku osób pobierających zasiłki dochodzi jeszcze jeden element: warunkowość udzielanej pomocy. Inaczej mówiąc, na bezrobotnych w okresie pobierania zasiłku oprócz uprawnień są także nakładane obowiązki. I od ich wypełniania uzależniona jest dalsza pomoc. Właśnie ten element jest najczęstszym powodem krytyki elaspieczeństwa.

Owa warunkowość, a także nacisk na jak najszybsze znalezienie pracy, jest dla wielu przykładem odchodzenia duńskiego systemu od skandynawskiej formuły welfare state, która przecież charakteryzuje się uniwersalnością, w kierunku work state, czyli formuły bardziej typowej dla państw anglosaskich lub nadreńskich (jak Niemcy), gdzie duża część pomocy (np. ulgi podatkowe) kierowana jest głównie do osób mających pracę lub takich, które niedawno ją utraciły, w związku z czym partycypowały w kosztach ubezpieczenia społecznego.

Według krytyków na elaspieczeństwie korzystają głównie pracodawcy, którzy mogą łatwo zwalniać pracowników, a traci reszta podatników, gdyż bezrobotni trafiają na garnuszek państwa. Dodatkowo bezrobotni warunkowością pomocy są przymuszani do szybkiego znalezienia zatrudnienia, w związku z czym łatwiej godzą się na zatrudnienie poniżej ich wymagań i umiejętności.

Trudno jednak zgodzić z tymi zarzutami. Po pierwsze welfare state nie opiera się tylko na instytucjach rynku pracy, ale także na wielu innych formach państwa opiekuńczego (chociażby polityce mieszkaniowej), którym funkcjonowanie elaspieczeństwa nie musi zagrażać i z których wciąż mogą korzystać także te osoby, które utraciły zasiłek. Głównym zadaniem instytucji rynku pracy jest utrzymywanie niskiej stopy bezrobocia, więc trudno stawiać zarzut flexicurity, że do tego dąży. Trudno też uznać dwuletni okres pobierania zasiłku za „przymuszanie do szybkiego znalezienia pracy”. Wydaje się to wystarczająco długim okresem, żeby znaleźć zatrudnienie odpowiadające wymaganiom. Nie można też zgodzić się na to, że przedsiębiorcy jedynie z elaspieczeństwa korzystają, gdyż przecież także partycypują w jego tworzeniu poprzez system wysokich podatków i składek, które wydatnie zwiększają ich koszty. Elaspieczeństwo polega właśnie na tym, że wszystkie zainteresowane strony dają coś od siebie, by w innym zakresie skorzystać. Taki układ wydaje się sprawiedliwy.

Niestety w tym momencie podobne rozwiązanie wydaje się bardzo trudne do realizacji w Polsce, gdzie strona pracodawców wysuwa kolejne żądania deregulacji i uelastyczniania rynku pracy, za to na plany podniesienia obciążeń reaguje szantażem przejścia do szarej strefy i zwalniania pracowników.

Duński model niesie dla Polski przede wszystkim jedną lekcję – przy reformowaniu rynku pracy wszystkie strony muszą być gotowe do pewnych ustępstw, by w innych, tych dla nich najistotniejszych, zyskać. Dobry rynek pracy musi być oparty na konsensusie, gdyż nawet jeśli jedna strona, obojętnie która, przepcha swe postulaty korzystając z przewagi siły, finalnie odbije się to na całej gospodarce, a więc rykoszetem trafi także w silniejszego. Nie mówiąc już o tym, że jeśli straci on przewagę, wszystkie wprowadzone w jego interesie zmiany mogą wziąć w łeb i zostać podmienione na rozwiązania odwrotne. Zarówno rynek pracodawcy jak i rynek pracownika muszą prowadzić do niezrównoważonego rozwoju gospodarki, która w takiej sytuacji jest bardziej podatna na kryzysy. Idealny rynek pracy to taki, w którym zarówno pracodawcy, jak i pracobiorcy czują się jak u siebie. Wydaje się, że flexicurity właśnie w tym kierunku dąży.

W każdym razie wyniki świadczą za koncepcją. Od momentu wprowadzenia zmian bezrobocie w Danii spadło z 9,5% w 1993 r. do 3,4% w 2008. Od czasu rozpoczęcia kryzysu gospodarczego znacznie wzrosło (tak jak zresztą we wszystkich krajach Zachodu), jednak wciąż jest jednym z najniższych w Unii Europejskiej – wg Eurostatu w roku 2013 wyniosło 7% przy średniej unijnej 10,8%. Dodatkowo duńska gospodarka charakteryzuje się bardzo wysokim udziałem płac w PKB: w 2012 roku wskaźnik ten wynosił ok. 59% i był jednym z najwyższych w UE – co zresztą nie dziwi, gdyż przy wysokim poziomie zabezpieczenia społecznego pozycja przetargowa pracownika rośnie, dzięki czemu może on wynegocjować wyższą pensję. Tymczasem w Polsce odsetek ten wyniósł zaledwie 46,5% i był jednym z najniższych w Unii Europejskiej. Wydaje się więc, że powinniśmy na duńskie rozwiązania spoglądać przynajmniej z zainteresowaniem.

Wprowadzenie polskiej odmiany elaspieczeństwa przyniosłoby wiele pozytywnych efektów. Przede wszystkim mogłoby doprowadzić do ograniczenia umów śmieciowych, których odsetek jest w Polsce jednym z najwyższych na świecie.

Uelastycznienie umów o pracę wybiłoby argumenty z rąk wielu pracodawców, dla których umowa-zlecenie stała się po prostu najwygodniejszym sposobem zatrudniania – niestety sposobem, który wciąga miliony Polaków w prekariat, czyli klasę społeczną skazaną na ciągłą niepewność i tymczasowość , która uniemożliwia nie tylko planowanie przyszłości czy zakładanie rodziny, ale też kształtowanie się społeczeństwa obywatelskiego. Z drugiej strony uelastycznienie umów nie musiałoby być złą wiadomością dla już zatrudnionych na etacie, gdyż w zamian za to otrzymaliby dużo większy zakres zabezpieczenia na wypadek bezrobocia (wysokie i przede wszystkim powszechne zasiłki), a także możliwość korzystania z instytucji aktywnego rynku pracy, czyli np. z szerokiego wachlarza szkoleń zawodowych. Wprowadzenie elaspieczeństwa niejako wymusiłoby więc zaistnienie w Polsce poważnej polityki rynku pracy, gdyż obecnie jest ona pozorowana – publiczne pośrednictwo pracy istnieje na niby (jedyne, z czego wywiązują się obecnie urzędy pracy, to rejestracja bezrobotnych), a do zasiłków uprawniony jest drobny ułamek wszystkich osób pozostających bez zatrudnienia. Elaspieczeństwo mogłoby też przynieść wzrost żałosnych polskich pensji, gdyż, jak zostało wyżej powiedziane, pracownik mający świadomość istnienia poważnego zabezpieczenia społecznego mniej ochoczo zgodzi się na pracę za głodowe stawki, co obecnie jest w Polsce powszechne (vide 3 zł za godzinę w agencjach ochrony). Z drugiej strony reformy w duchu elaspieczeństwa mogłyby przynieść spadek bezrobocia, co miało miejsce w Danii – pracodawcy nie mieliby oporów przed zatrudnianiem większej ilości pracowników, gdyż w razie zawirowań mogliby bez większych przeszkód i kosztów rozwiązać umowę. Nie odstraszałoby ich też nadmierne uregulowanie umowy o pracę (np. bezsensowne wymogi dotyczące prowadzenia dokumentacji), gdyż wiele tych barier zostałoby zdjętych.

Wprowadzenie elaspieczeństwa wymaga poświęcenia od obu stron kontraktu, jakim jest umowa o pracę. Etatowcy będą musieli pogodzić się z mniej stabilnym zatrudnieniem, choć z drugiej strony bezrobotni otrzymają większą szansę na etat. Natomiast pracodawcy będą musieli zaakceptować większe obciążenia, by budżet państwa mógł sfinansować elaspieczeństwo, jednak nie powinno to być dla nich wielkie poświęcenie, gdyż obecne obciążenia przedsiębiorców są w naszym kraju, delikatnie mówiąc, niewysokie. Wyżej wymienione zalety flexicurity spowodują, że wkład obu stron zwróci się każdemu z nawiązką. Chyba więc warto zadać sobie ten trud.

Artykuł powstał w ramach projektu „Przyszłość Europy zależy od młodzieży” finansowanego ze środków programu Erasmus Plus.