Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Mateusz Mroczek  13 października 2014

Mroczek: Polski student indywidualista

Mateusz Mroczek  13 października 2014
przeczytanie zajmie 4 min
Mroczek: Polski student indywidualista waggeningur.nl

W Polsce możemy pochwalić się stosunkowo bogatą tradycją organizacji studenckich, które szczególnie rozwinęły działalność w ostatnich 25 latach. Czy jednak jakiekolwiek porównania rodzimych organizacji do bractw i korporacji działających na amerykańskich uniwersytetach są uprawnione? Jakie są ich mocne i słabe strony? Czy możemy mówić o zjawisku networkingu w realiach polskich szkół wyższych?

We wspomnianym artykule, dotyczącym zjawiska networkingu na amerykańskich uniwersytetach, poznaliśmy ogólny obraz tego, jak funkcjonują tam organizacje i bractwa studenckie, których główną funkcją jest umożliwienie zawierania nowych znajomości, przydatnych w późniejszej karierze zawodowej.  Z przedstawionego obrazu, obejmującego również zaangażowanie profesorów, wynika, że w tamtejszych realiach szkół wyższych okres studiów, poza zdobywaniem wiedzy na najwyższym na świecie poziomie, to czas budowania pozycji w środowiskach, w których koncentrować będzie się przyszła aktywność zawodowa.

Czy pod tym kątem możemy spojrzeć na sytuację na polskich uczelniach? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie jest źle.

Na wszystkich polskich uniwersytetach działają studenckie środowiska naukowe złożone z kół naukowych, funkcjonuje wiele „branżowych” organizacji studenckich, takich jak m. in. Europejskie Stowarzyszenie Studentów Prawa czy Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Medycyny, a wreszcie samorządy studenckie.  

W zasadzie więc można uznać, że pod względem ilościowym posiadamy odpowiedni potencjał do integrowania studenckich środowisk.

Obraz polskich organizacji studenckich wygląda jednak gorzej, jeśli popatrzymy pod kątem jakości funkcjonowania. Mankamenty ujawniają się na kilku różnych płaszczyznach i są charakterystyczne dla różnych rodzajów organizacji, ale także – a być może przede wszystkim – ściśle łączą się z jakością polskich uniwersytetów.

Po pierwsze – nasze szkoły wyższe rzadko kiedy potrafią wzbudzić w studentach poczucie przynależności do związanego z nimi środowiska akademickiego. Przeciętny student wcale nie ma potrzeby szczególnego identyfikowania się z uczelnią; przecież jest w niej „przerabiany” w ramach kolejnego rocznika, zdarza się, że traktowany jak petent w podrzędnym urzędzie, a poza tym obraca się w tłumie tysięcy mu podobnych. Przyczyny takiego stanu rzeczy są oczywiście złożone i na szersze ich omówienie nie ma tu miejsca, niemniej jednak zjawisko identyfikacji (na całe życie) polskiego studenta ze swoją uczelnią jest raczej marginalne i dotyczy kierunków uznawanych za elitarne. W zasadniczy sposób przekłada się to na słabość uniwersyteckich organizacji studenckich, które przecież próbują czerpać z estymy instytucji, w ramach której funkcjonują.

Truizmem będzie powiedzenie, że słabość wielu organizacji wynika również z małych środków finansowych, którymi dysponują. Tym samym nie są w stanie realizować wszystkich projektów na odpowiednim poziomie. Niskie finansowanie pociąga za sobą także inny skutek w obszarze jakości funkcjonowania organizacji, a mianowicie nie uczy odpowiedzialności. Rozporządzanie większymi kwotami pociąga za sobą konieczność stworzenia odpowiednich procedur wydatkowania i kontrolowania budżetu, a tym samym podnosi poziom organizacyjny danego podmiotu, zapewnia większą trwałość jego struktur, a przede wszystkim daje członkom możliwość zdobycia wiedzy i umiejętności zarządzania środkami, przydatne później na rynku pracy.

Konieczność ciągłej walki o środki i prowadzenia akcji tzw. fundraisingurównież daje ogromne możliwości w zakresie nawiązywania kontaktów i zdobywania wiedzy na temat pozyskiwania funduszy.

Niedoskonałość polskich organizacji studenckich wiąże się często z niską tzw. pamięcią struktur, to jest brakiem odpowiednich, zakorzenionych procedur, form i tradycji działania, które przekazywane są z kadencji na kadencję. Powoduje to, że działalność danej organizacji jest w zbyt dużej mierze uzależniona od jednostkowych kompetencji i zaangażowania zarządzających. O ile nie stanowi to problemu w przypadku, gdy osoby te są kompetentne i skore do działania, o tyle może grozić powolnym upadkiem stowarzyszenia w przypadku, gdy dostanie się ono w ręce osób, które nie mają ochoty się nim zajmować, a jeśli nawet by chciały – nie mają odpowiedniego know-how, które powinno im zostać przekazane przez poprzedników lub dostępne jako pewna rzecz zastana.

Powyższe słabości – łączące się ściśle ze strukturalnymi i finansowymi problemami szkolnictwa wyższego – sprawiają, że polskie organizacje studenckie często nie potrafią przedstawić studentom atrakcyjnej oferty, która skłoniłaby do powszechnego uczestnictwa w ich działalności. Zaburza to możliwość wykorzystania ogromnego, społecznego potencjału, który w nich leży: integrowania środowisk, kumulowania woli do działania, która wśród młodych ludzi jest ogromna. Jak wielką siłę potrafią mieć zorganizowane studenckie środowiska, pokazuje historia: rewolucja 1968 roku, Studenckie Komitety Solidarności, a z ostatnich przykładów – demokratyczne protesty w Hongkongu.

Odnosząc się do wspomnianego na wstępie networkingu i całego społecznego wymiaru działalności organizacji, wydaje się, że w wielu przypadkach ma on niestety drugorzędne znaczenie dla polskiego studenta. Na pierwszy plan często wysuwają się stricte indywidualne czynniki przemawiające za zaangażowaniem w daną organizację – takie jak możliwość zdobycia dodatkowych atutów przy aplikowaniu na stypendium lub punktów w rekrutacji na studia doktoranckie w przypadku kół naukowych.

Zdecydowanie brakuje polskim studentom pewnego rodzaju wspólnotowego podejścia do działalności społecznej na studiach, która może dawać satysfakcję z możliwości wspólnego zrealizowania projektu lub rozwiązania problemu uniwersyteckiej społeczności.

Co więcej, działalność w studenckich środowiskach pozwala na poznanie rzeszy ludzi, nawiązania z nimi kontaktów i pokazania im, że mogą nas polegać nie tylko we wspólnym imprezowaniu na mieście, ale przede wszystkim liczyć na nasze umiejętności i kompetencje. Warto być świadomym, że ludzie, wśród których obracamy się na studiach, będą często towarzyszyć nam w późniejszych etapach życia zawodowego, a znajomości i pozytywne skojarzenia, które wypracujemy teraz, z pewnością kiedyś zaprocentują.

By ruch studencki w Polsce zyskał na sile i wykorzystał wreszcie ogromny potencjał, który w nim drzemie, konieczne są dwie zasadnicze zmiany. Jedna z nich znajduje się po stronie uczelni: w formie przekształceń strukturalnych i finansowych, objemujących znacznie mocniejsze wsparcie dla organizacji studenckich, prowadzone na partnerskich zasadach. Druga z nich musi nastąpić po stronie studentów: mentalna zmiana w podejściu do działalności społecznej. Konieczne jest, byśmy powszechnie uświadomili sobie, że zaangażowanie w organizacje studenckie to nie tylko domena wąskiej grupki działaczy, ale przede wszystkim świetne narzędzie do zdobycia profesjonalnych kontaktów, wbrew pozorom dające możliwość realnego wpływu na rzeczywistość.