Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Kamil Sikora  5 września 2014

Futbol z logiem Gazpromu

Kamil Sikora  5 września 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Futbol z logiem Gazpromu gazprom-football.com

Dwa tygodnie temu Paweł Rojek pisał o odradzających się aspiracjach Rosji do bycia światowym mocarstwem. Te aspiracje nie dotyczą tylko aspektów politycznych czy gospodarczych: coraz bardziej zauważalne staje się to, że Federacja Rosyjska za pomocą swojej głównej broni politycznej, Gazpromu, rozciąga strefy wpływu także na świat sportu.

Rosja to nie jedyne państwo, które coraz bardziej interesuje się finansowaniem działań i obiektów sportowych. Kilka dni temu media podały informację, że Helsińska Fundacja Praw Człowieka wytyka Atletico Madryt finansowanie przez Azejberdżan. Faktycznie na koszulkach mistrza Hiszpanii widnieje napis Azerbaijan – Land of Fire. Jedni powiedzą biznes; HFPR powie, że popularni Rojiblancos przyczyniają się do wspierania reżimu prezydenta Azerbejdżanu, Ilhama Aliyeva, którego rząd nagminnie łamie prawa człowieka. Jak możemy przeczytać w komunikacie Fundacji:

Piłkarze Los Roijoblancos, którzy w wielu państwach, w tym w Polsce, są ikonami i sportowymi bohaterami, powinni być wolni od podejrzeń o współpracę, choćby tylko handlową, z autorytarnymi władzami w Baku.

Inny przykładem coraz większej ingerencji państwa w sport jest Katar, który z roku na rok odgrywa coraz większą rolę w świecie piłkarskim. Manchester City, Paris Saint-Germain czy FC Barcelona ochoczo podpisały warte kilkadziesiąt milionow kontrakty z przedstawicielami katarskich instytucji. Te działania, w porównaniu z tym, co robią Rosja i Gazprom, są jednak niczym. Sport w największym państwie świata jest zasadniczo finansowany z czterech źródeł: budżetu federalnego i budżetów regionalnych, przez sponsorów oraz przez obywateli, którzy płacą za wynajem obiektów sportowych i udział w zajęciach. Najważniejszym źródłem finansowania jest niewątpliwie państwo. Wielkie koncerny chętnie wspomagają rosyjskie instytucje sportowe.

Prym wiodą tu Gazprom, Rosnieft, Łukoil, Rusal, Interros czy Wniesztorgbank. Budżet rosyjskiego Zenitu St. Petersburg, dzęki pomocy Gazpromu, wynosi rocznie ok. 150 mln dolarów.

Inne wielkie kluby wspierane przez rosyjskich potentatów to m.in. Lokomotiv Moskwa i CSKA Moskwa, ale również kluby hokejowe: Avangard i SKA St. Petersburg. Finansowanie drużyn rosyjskich przez krajowe firmy nie budzi obiekcji. Więcej zastrzeżeń można mieć do faktu, że Gazprom coraz szybciej i bardziej natarczywie próbuje wykupywać kluby sportowe na Zachodzie.

Już w 2006 r. Gazprom, dzięki staraniom Putina i byłego kanclerza Schrödera, stał się głównym sponsorem niemieckiego Schalke 04, płacąc 125 mln euro. Kontrakt obowiązujący do dzisiaj sprawia, że na koszulkach niemieckiego zespołu widnieje logo Gazpromu. Chelsea Londyn, której właścicielem od 2003 r. jest rosyjski miliarder Roman Abramowicz, znany ze swojej znajomości z Putinem, także jest w jakimś stopniu wspierana przez koncern energetyczny. Przykład kolejny – Gazprom właśnie finalizuje zakup piłkarskiego klubu Crvena Zvezda za bagatela 100 mln euro. Kontrakt reklamowy z tą drużyną podpisano kilka lat wcześniej.

Ten sam Gazprom – przypomnijmy, główna broń Putina w walce z Zachodem – od 2015 r. zostanie oficjalnym partnerem FIFA, a od 2012 r. jest jednym ze sponsorów Ligi Mistrzów.

Co więcej Mistrzostwa Świata w 2018 r., które nomen omen odbędą się w Rosji, również będą częściowo przez niego finansowane.

Powiązania sportu i polityki stają się coraz bardziej oczywiste w myśl zasady – nie ma znaczenia źródło finansowania, byleby płynęły pieniądze. Problemem są podwójne standardy, m.in. Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, który wytyka Atletico Madryt podpisanie kontraktu z Azejberdżanem, ale nie ma nic przeciwko podobnym działaniom rosyjskich koncernów. Co prawda w listopadzie 2013 r. kilku członków Rady Federacji Rosyjskiej zaproponowało ustawę, której celem miałoby być zaprzestanie finansowanie działalności sportowej przez rosyjskie przedsiębiorstwa państwowe, ale szanse tego projektu są podobne do tych na awans polskich klubów do Ligi Mistrzów – bliskie zeru. Ten swoistego rodzaju neokolonializm sportowy będzie miał się dobrze, ba, będzie się rozwijał, dopóki zasilane będą portfele odpowiednich osób. W końcu przyznanie Katarowi prawa do organizacji Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2022 r. nie obyło się bez nieprawidłowości. Ale w końcu są równi i równiejsi.