Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Mateusz Mroczek  14 sierpnia 2014

Mroczek: Bezwartościowy sojusz?

Mateusz Mroczek  14 sierpnia 2014
przeczytanie zajmie 7 min
Mroczek: Bezwartościowy sojusz? flickr.com

Zaledwie 20 lat temu Polska z ulgą żegnała ostatnich żołnierzy „sojuszniczej” Armi Czerwonej, którzy stacjonowali na jej terytorium. Dzisiaj znowu mówi się o budowie baz wojskowych zagranicznych armii w naszym kraju jako o sposobie na zwiększenie bezpieczeństwa narodowego wobec obecnej sytuacji w Europie. Warto więc zapytać, czy lokalizacja baz NATO w Polsce jest w rzeczywistości nam potrzebna, a jeżeli tak – to jakie są szanse na realizację tego planu.

Truizmem będzie stwierdzenie, że w obliczu narastającego konfliktu zbrojnego na Ukrainie i coraz ostrzejszych napięć w stosunkach z Rosją załamało się poczucie bezpieczeństwa, w którym żyliśmy od czasów wstąpienia Polski w struktury NATO i Unii Europejskiej. Niemniej jednak szok spowodowany nową rosyjską taktyką zielonych ludzików i tzw. wojny hybrydowej, w której nie ma jasno zarysowanej granicy frontu, a działania prowadzone są przez bliżej nieokreślonych „separatystów” i wojska specjalne, sprawił, że wśród polskich środowisk rządowych i medialnych zaczęły pojawiać się nowe pomysły na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa narodowego. Poza przyspieszeniem programu modernizacji Sił Zbrojnych i mniej lub bardziej skutecznymi projektami politycznymi (vide unia energetyczna), zaczęto dyskutować również nad wzmocnieniem fizycznej obecności wojsk NATO na terenie Polski. W politycznych komunikatach szczególnie podkreślana jest wola zlokalizowania w naszym kraju stałych baz Sojuszu Północnoatlantyckiego (czyli de facto baz armii USA), jako instrumentu mającego w wydatny sposób umocnić bezpieczeństwo międzynarodowe Polski.

Należy przy tym podkreślić, że już dzisiaj stacjonują w Polsce wojska sojusznicze, w tym kilkuset amerykańskich żołnierzy w ramach rotacyjnego programu Aviation Detachment oraz wspólnych programów szkoleniowych wojsk powietrzno-desantowych. Z polskich lotnisk operują, wzmocnione dodatkowymi samolotami krajów Europy Zachodniej, siły Baltic Air Policing, które strzegą przestrzeni powietrznej nad krajami bałtyckimi. Są to jednak projekty o charakterze tymczasowym, będące raczej symbolicznym gestem wobec rosyjskich działań na Ukrainie.

Naszym celem jest ściągniecie do kraju trwałych, „zakorzenionych” instalacji wojskowych naszych sojuszników, najlepiej w formie stałych baz wojskowych. Nasuwa się więc pytanie – czy rzeczywiście w dzisiejszych realiach geopolitycznych pozyskanie takich baz jest możliwe?

Amerykanie – bo o obecność ich baz tak naprawdę chodzi – posiadają obecnie ponad 800 tego typu jednostek rozmieszczonych na wszystkich kontynentach, wyłączając Antarktydę. USA są de facto jedynym państwem na świecie, które wykorzystuje na tak wielką skalę instrument baz wojskowych. I co koniecznie trzeba podkreślić – bazy, w których skoszarowani są żołnierze i sprzęt wojskowy, nie są wykorzystywane jedynie jako logistyczne zaplecze armii amerykańskiej. Stanowią one przede wszystkim instrument zabezpieczający interesy Stanów Zjednoczonych w określonych rejonach naszego globu.

Zastanawiając się więc nad problemem sprowadzenia do Polski stałych baz armii amerykańskiej, musimy odrzucić wszelkie naiwne wyobrażenia o sojuszniczej, bezinteresownej pomocy Wielkiego Brata zza oceanu, który – nie zważając na okoliczności – przyjdzie nam z odsieczą w walce z ewentualnym rosyjskim zagrożeniem.

Wielki Brat pomoże jedynie wtedy, kiedy będzie miał w tym uzasadniony interes: polityczny lub/i gospodarczy.

Dlatego też wielu zwolenników rozmieszczenia w Polsce amerykańskich baz stawia tezę, iż ewentualny atak na taką bazę na terenie naszego kraju będzie równoznaczny z atakiem na USA, które w podobnych okolicznościach nie będą mogły uchylić się od pełnego, militarnego zaangażowania w konflikt i obrony nie tylko swoich obywateli, ale również całej Polski. Wizja ta oczywiście wydaje się kusząca. Co do zasady bowiem, stała i znaczna obecność amerykańskich wojskowych w Polsce podniosłaby nasze bezpieczeństwo, gdyż strach przed wciągnięciem w konflikt największej potęgi militarnej dzisiejszego świata z pewnością zadziałałby odstraszająco na potencjalnego agresora.

W pewnym sensie zasadny jest również argument podnoszony przez przeciwników, iż w wypadku pełnoskalowego konfliktu takie bazy staną się pierwszym celem zmasowanego ataku przeciwnika, a więc sprowadzając do siebie amerykańskie wojsko, jednocześnie sprowadzimy na siebie zagrożenie zniszczenia tych części naszego kraju, w których takie bazy się znajdą.

Taka groźba jest realna, ale jedynie w wypadku wybuchu kolejnej, ogólnoświatowej wojny, do której zapewne – ze względu na nasze geopolityczne położenie – i tak mimowolnie zostalibyśmy wciągnięci.

III wojna światowa dziś nam jednak raczej nie grozi.

Realne niebezpieczeństwo dla Polski leży we wspomnianych wyżej „nowych” metodach odzyskiwania stref wpływów i prowadzenia hybrydowej, destabilizującej wojny. Dzisiaj zapewne trudno nam sobie wyobrazić w Polsce podobną sytuację, jaka ma miejsce na wschodzie Ukrainy. 

Nie można jednak wykluczyć tego, że w perspektywie kilku-, kilkunastu lat sytuacja w naszym kraju i Europie, poprzez różnego rodzaju zabiegi polityczne i gospodarcze prowadzone przez Rosję, zmieni się w takim stopniu, że w wieczornych serwisach informacyjnych będziemy dowiadywać się o stojących nad polską granicą oddziałach „pokojowych” armii rosyjskiej, gotowych wyzwalać Białostoczczyznę.  

Dlatego konieczne jest, byśmy czynili wszystko, żeby podkreślać naszą przynależność do zachodniego kręgu cywilizacyjnego. Ważne jest jednak, byśmy czynili to nie tylko w formie deklaratywnej, ale podejmując również wysiłki, by w naszym kraju powstały realne elementy zachodnich systemów bezpieczeństwa, a za takie – mimo wszelkich kontrowersji – uznać należy amerykańskie bazy wojskowe.

Stała obecność wojsk sojuszniczych, rozmieszczonych w – co bardzo istotne – odpowiednich lokalizacjach na terytorium Polski, w stosunkowo trwały sposób podkreśliłaby nasze członkowstwo w klubie państw Paktu Północnoatlantyckiego. Dodatkowym, aczkolwiek kontrowersyjnym w kontekście suwerenności kraju, efektem posiadania amerykańskich baz wojskowych w Polsce byłoby faktyczne długookresowe zabezpieczenie „prozachodniego” kursu polskiej polityki, który – czy tego chcemy, czy nie – w dzisiejszych czasach zapewnia nam największe korzyści polityczne i ekonomiczne. Możliwości nagłego przeorientowania polskiej doktryny w stosunkach międzynarodowych – w imię krótkookresowych korzyści politycznych przyszłych rządzących lub z inspiracji wrogich państw – zostałyby w pewnym stopniu ograniczone w obliczu stałej obecności armii amerykańskiej na terenie kraju.

Często zwraca się również uwagę na korzyści ekonomiczne dla lokalnych społeczności, wśród których takie bazy funkcjonują. O ile w przypadku jednostek działających w krajach Azji Środkowo-Wschodniej lub Afryki konieczne jest masowe sprowadzanie zaopatrzenia ze Stanów Zjednoczonych i tym samym brakuje jakichkolwiek powiązań ekonomicznych z lokalnymi środowiskami, o tyle przykłady baz rozmieszczonych w Niemczech pokazują, że mogą one stanowić znaczący impuls dla gospodarki regionu. Podobnej sytuacji moglibyśmy oczekiwać w przypadku Polski.

Nieocenioną korzyścią byłaby również możliwość prowadzenia wspólnych szkoleń krajowych i sojuszniczych wojsk na terenie Polski na znacznie większą skalę niż ma to miejsce dzisiaj. Ponadto, w zależności od przeznaczenia i rozmiaru bazy, w wypadku konfliktu mogłyby one stanowić dodatkowe zaplecze logistyczne dla polskich wojsk, które przecież stopniowo wdrażają uzbrojenie kompatybilne z tym używanym przez sojuszników.

Konkluzje

Oczywiście wskazać można również na wiele zagrożeń i niedogodności, które mogłyby się ujawnić w związku z rozmieszczeniem w Polsce amerykańskich baz wojskowych, takich jak m.in. problemy ze statusem prawnym stacjonujących żołnierzy.

W ogólnym ujęciu przyniosłoby to jednak naszemu państwu znaczne korzyści w zakresie podniesienia poziomu bezpieczeństwa narodowego.

Jak już zostało wyżej podkreślone – konieczne byłoby sprowadzenie do Polski baz o charakterze stałym, a nie tymczasowym/rotacyjnym. Nie mniejsze znaczenie ma również ich lokalizacja, która powinna zostać oparta o istniejące, polskie jednostki rozmieszczone raczej w centralnej części naszego kraju, niż na zachodzie.

Niestety głębsze zastanowienie się nad realnymi możliwościami zrealizowania tej wizji skłania raczej w kierunku negatywnej odpowiedzi. I to nawet wobec sytuacji na Ukrainie i pojawiających się w przestrzeni medialnej doniesień o planach relokacji NATO-wskich jednostek do krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Jak zapowiedział głównodowodzący siłami NATO w Europie gen. Philip Breedlove, Pakt rozpatruje możliwość stworzenia w naszej części kontynentu małej bazy z infrastrukturą szybkiego reagowania, której preferowaną lokalizacją jest Szczecin. Jednak rozwiązanie to w stosunkowo małym stopniu przynosi nam wskazane wyżej korzyści, a także unaocznia inne przeszkody, które leżą na drodze budowy stałych baz w Polsce.

Po pierwsze, doniesienia medialne mówią o ewentualnych planach rozmieszczenia w Polsce małych baz, które nie tyle miałyby być miejscem stacjonowania żołnierzy, co jedynie magazynami uzbrojenia, które można w szybkim tempie „zwinąć”. Nie będą to z pewnością bazy stałe, o rozmiarze średniej wielkości miasteczka, jakie możemy znaleźć w Niemczech.

Być może wynika to z pewnych zobowiązań, które przyjęły na siebie państwa zachodnie podczas przyjmowania do NATO państw Europy Środkowo-Wschodniej, a które dotyczą nierozmieszczania w tej części kontynentu żadnych stałych elementów infrastruktury wojskowej Sojuszu.

Po drugie, ciężko oczekiwać, iż amerykańska administracja w obliczu wewnętrznego kryzysu finansowego i negatywnych reakcji opinii publicznej zdecyduje się na wydanie dziesiątków miliardów dolarów na przeniesienie europejskich baz w Niemczech o kilkaset kilometrów na wschód. Tym bardziej, że w ostatnich latach postępowała stopniowa redukcja tych sił (o około 80% stanu osobowego  i sprzętowego w stosunku do stanu z lat 80. XX wieku), a ostatnich informacji o powrocie Amerykanów na kontynent europejski nie można jeszcze traktować jako znaku stałego odwrócenia tego trendu. Szumnie zapowiadana inicjatywa prezydenta Obamy – „European Reassurance Initiative” – zakłada przeznaczenie jedynie miliarda dolarów (kropla w morzu potrzeb) na wzmocnienie amerykańskiej obecności w Europie.

Po trzecie, należy również wziąć pod uwagę niemieckie stanowisko w kwestii funkcjonowania baz USA na terenie Europy.

RFN jest krajem, w którym stacjonuje obecnie najwięcej wojsk amerykańskich. Rząd niemiecki gorliwie wspierał przez ostatnie lata wspomnianą redukcję tych sił, jednocześnie odrzucając możliwość przesuwania ich na wschód, w tym do Polski.

Jest to spowodowane nie tylko odpowiedzią na potrzeby społeczeństwa, które staje się coraz bardziej antyamerykańskie (vide reakcje na sprawę Snowdena i kwestie podsłuchów), ale także dążeniami Berlina do zmiany modelu funkcjonowania NATO na model oparty o tzw. kraje ramowe, które miałyby koordynować działania Sojuszu w określonych regionach i specjalizacjach. Niemieckie plany zakładają przejęcie przez RFN roli takiego państwa w naszej części Europy, w czym obecność wojsk amerykańskich z pewnością przeszkadza. W tym kontekście dość istotny jest fakt propozycji umieszczenia bazy szybkiego reagowania w Szczecinie, zaraz przy niemieckiej granicy.

Ze względu na powyższe czynniki raczej nie powinniśmy oczekiwać, że w najbliższym czasie powstanie w naszym kraju jakakolwiek amerykańska jednostka na wzór tej, która działa dzisiaj w Rammstein. Jak można wywnioskować z dostępnych komunikatów, będą to najprawdopodobniej małe ośrodki, a w zasadzie magazyny sprzętowe. Ponadto możemy spodziewać się kontynuowania programów rotacyjnych, takich jak Aviation Detachement. Warto jednak inicjatywy te wspierać i maksymalnie wykorzystywać korzyści, które ze sobą niosą.

Na koniec należy podkreślić, iż nie można fetyszyzować instrumentu sojuszniczych baz wojskowych jak cudownego remedium na zapewnienie bezpieczeństwa państwa polskiego. Bezpieczeństwo narodowe to przecież wielowymiarowa układanka, na którą składają się tysiące części – a sprowadzenie baz wojskowych to tylko jedna z nich.