Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Michał Kłosowski  2 sierpnia 2014

Testament Polski Walczącej

Michał Kłosowski  2 sierpnia 2014
przeczytanie zajmie 6 min
Testament Polski Walczącej Flickr.com

1 sierpnia 1944 roku na ulice Warszawy wyszli nie tylko zbrojni powstańcy, lecz także cywilna administracja Państwa Polskiego. To symboliczne stworzenie Polski podbudowane było solidną pracą w Państwie Podziemnym nad ustrojem i politycznym kształtem Rzeczpospolitej.

Wraz z klęską wrześniową załamał się stary, sanacyjny ład polskiego państwa. W niebyt odeszły dotychczasowe problemy i wiele sporów politycznych. Katastrofa wrześniowa była też ostateczną klęską reżimu sanacyjnego, miał powiedzieć marszałek Jakub Rataj.

Mimo to, dla zachowania ciągłości państwowości, za obowiązującą uznawano Konstytucję z 1935 roku.

Szczególnie istotny był zaś jej artykuł 24, sankcjonujący i umożliwiający istnienie Rządu na Uchodźstwie oraz Państwa Podziemnego.

Świadomość tego, że dotkliwie przegrana wojna kiedyś musi się skończyć, towarzyszyła polskiemu społeczeństwu każdego dnia. Rozprawiano nad problemami wyniesionymi, a póki co zawieszonymi w próżni, z tradycji II RP. Analizowano przyczyny klęski wrześniowej i co najważniejsze tworzono wizje, konstruowano plany – często przekuwane w gotowe projekty – jak stworzyć Polskę bardziej równą, sprawiedliwą, dostatnią. I jak należy działać, także na arenie międzynarodowej, by już nigdy nie powtórzyła się niedawna katastrofa.

Na wstępie należy nadmienić, że podziemną scenę polityczną tworzyły ugrupowania, które możemy zaliczyć do kilku głównych nurtów: nacjonalistycznego, katolickiego, agrarystycznego, sanacyjnego, socjalistycznego i demokratycznego (co nie oznacza, że wymienione wcześniej nie były demokratyczne; chodzi o uznanie demokratyczności za warunek pierwszorzędny i najważniejszy w koncepcjach politycznych intelektualistów danego nurtu). Celowo w zestawieniu tym nie wymieniłem komunistów, uznając ich za przedstawicieli koncepcji negatywnych, tj. takich, które nie uznawały niepodległości Polski za warunek niezbędny i konieczny jej istnienia, a także biorąc pod uwagę fakt, że koncepcje komunistów były w czasie wojny ukrywane i poprzestawali oni na populistycznych hasłach ogólnodemokratycznych. Istotne jest także ich zupełne podporządkowanie Moskwie.

W myśli Państwa Podziemnego przede wszystkim zwracano uwagę na kwestię geopolitycznego położenia Rzeczpospolitej, biorąc czynnik ten za podstawę klęski.

I, co najbardziej interesujące, wszystkie opcje polityczne Podziemia – poczynając od nurtu nacjonalistycznego, na socjalistach kończąc – zwracały uwagę, że wobec pogańskiego imperializmu germańskiego z jednej strony i ateistycznego radzieckiego z drugiej jedynym rozwiązaniem, gwarantującym bezpieczeństwo kraju, ale także całego regionu, jest powstanie porozumienia państw, federacji czy konfederacji, które byłoby w stanie nie tylko powstrzymać agresję sąsiadów, ale, jak projektował chociażby Jerzy Braun z katolickiej „Unii”, połączone byłoby wspólną ideą cywilizacyjną. Istotne było tu pojawiające się w wielu przypadkach odniesienie do tradycji jagiellońskiej. Oczywiście często były to założenia nazbyt optymistyczne, różniące się od siebie w kwestii konkretnych rozwiązań i nie biorące pod uwagę, że dla niektórych sąsiadów, np. Litwinów, plany polskie były odbierane jako zagrożenienie podobne temu, które Polacy odczuwali ze strony Niemiec – większego i potężniejszego sąsiada, którego dominacji (także kulturowej) się obawiano.

Uważam, że plany, jakie powstały w ciągu 6 lat okupacji niemieckiej, nie miały sobie równych w historii XX-wiecznej Polski – ani przed, ani powojennej.

Śmiem również twierdzić, że były one bardziej rozwinięte od tych, które istniały w głowach intelektualistów na przełomie lat 80. i 90. XX w. Obejmowały bowiem nie tylko „teorię negatywną”, tj. zwalczanie skutków okupacji niemieckiej, lecz sięgały dalej – do założeń pozytywnych, czyli głębokich reform, zarówno społecznych, jak i gospodarczych. Zaznajamiając się z dokumentami Polskiego Państwa Podziemnego, towarzyszyło mi jedno uczucie: ogromny podziw. Szacunek dla pracy wykonanej przez ludzi, nad głowami których każdego dnia wisiała śmierć, a którzy mimo to podejmowali wysiłki, by Polska stawała się lepsza każdego dnia. Obejmowały kwestie wymienionej już polityki zagranicznej, wewnętrznej, sprawiedliwości, oświaty i kultury, ale także pracy i opieki społecznej, skarbu, rolnictwa i uzyskanych po wojnie Ziem Nowych.

Pod koniec wojny skonstruowany został bowiem prowizoryczny plan powojennego budżetu Państwa Polskiego, istniały gotowe projekty uchwał, mające dostosować prawo pracy, prawo o ubezpieczeniach społecznych czy związkach zawodowych do najnowszych standardów europejskich.

Warto pochylić się bliżej zwłaszcza nad dwoma ostatnimi aspektami. Departament Rolnictwa Polskiego Państwa Podziemnego przygotował bowiem projekt radykalnej, kompleksowej, ale też gospodarczo i prawnie przemyślanej refomy rolnej, która opierała produkcję żywności o system farmerski, uznając średniej wielkości gospodarstwa chłopskie za najbardziej odpowiednie i zapewniajace samowystarczalność polskiej gospodarce. Miał on zostać wprowadzony w dziesięcioletnim planie przebudowy ustroju rolnego państwa. Nie został jednak ogłoszony społeczeństwu i to nawet w roku 1944, kiedy wiosną nasilała się propaganda komunistyczna i ogłaszany był maniest PKWN, de facto nie będący niczym więcej jak chęcią zamanifestowania przez komunistów swojej obecności – brak w nim bowiem jakichkolwiek pomysłów na reformy i kształt powojennej Polski poza kilkoma trudno weryfikowalnymi ogólnikami.

Interesujący jest również pomysł zagospodarowania tzw. Ziem Nowych, przez komunistów nazwanych „Odzyskanymi”. W myśl wielu podziemnych intelektualistów w skład państwa polskiego wejść miał nie tylko Szczecin na zachodzie, ale również Gdańsk, Królewiec i Kłajpeda. Departament Przemysłu i Handlu przygotował nie tylko plany jak najszybszego przygotowania wymienionych portów do wznowienia przez nie pracy, ale nawet skompletował skład personelu – wymieniając imiona i nazwiska fachowców znajdujących się w kraju – dzieląc także porty bałtyckie według ich kategorii przydatności w rozwoju państwa.

Nie można też zapomnieć, że już na początku lat 40., ledwie kilka miesięcy po zdobyciu miasta, przygotowano plany odbudowy Warszawy ze zniszczeń wrześniowych wraz z kompletnym planem usprawnienia transportu miejskiego.

Już w lipcu 1941 roku, miesiąc po rozpoczęciu operacji „Barbarossa”, środowiska inteligenckie Państwa Podziemnego przygotowały kompletny projekt wniosków do traktatu pokojowego z Niemcami, który miał zostać podpisany po zakończeniu wojny.

Większość z tych planów zniweczyła klęska Powstania Warszawskiego, gdy w ruinach stolicy pogrzebane zostały nie tylko plany ustaw, lecz także najtęższe umysły Państwa Podziemnego, będące ich twórcami.

Nadmienić należy jednak, że 63 warszawskie dni dały społeczeństwu to, na co od dawna czekało – wolność i związaną z nią możliwość czynnego samostanowienia.

Zbigniew Herbert w wywiadzie z Adamem Michnikiem, komentując solidarnościowy wybuch, wypowiedział słowa, które moim zdaniem śmiało można odnieść do uczuć żywionych przez powstańcow:

Nie chodziło o więcej pożywienia, tylko o jakiś bardzo zasadniczy splot różnych polskich spraw: religijności, patriotyzmu, poczucia sprawiedliwości, nienawiści do kłamstwa, do przemocy.

W opanowanej walkami stolicy rozwijała się nie tylko działalność mająca na celu przeciwdziałanie skutkom walk. W podobnej mierze co organizacja wojskowa trwała aktywność cywilna, czy mówiąc inaczej – społeczna, choć w dużej mierze była ona uzależniona od części miasta, w której działała. Na odcinkach, na których toczyły się najcięższe walki, tj. chociażby na Starym Mieście, narażonym na ostrzał niemieckich okupantów, siłą rzeczy mniejsze były możliwości organizacji społeczeństwa.

Mimo to chociażby kolportaż gazet w całej objętej walkami lewobrzeżnej Warszawie był na tyle rozwinięty, że większość ugrupowań politycznych Państwa Podziemnego miało swój organ prasowy, którego głos był słyszany i niczym nie skrępowany.

Nawet komuniści w pewnym okresie walk mieli możliwość wydawania własnej gazety. W Wolnej Polsce nie istniała bowiem cenzura.

Polacy nie byli więc narodem lwów prowadzonym przez baranów, którymi to miała być całość podziemnych elit. Baranami okazali się politycy, wielcy decydenci, nie zaś intelektualiści. To oni bowiem zmarnowali z trudem przygotowany przez inteligencję i ekspertów plan reformy kraju. Jest to, jak mi się wydaje, stan permanentny i charakterystyczny dla nowożytnej historii naszego kraju.

Będąc głębokim przeciwnikiem brania serio alternatywnych wizji historii, zastanawiam się jednak, jak bardzo różniłby się nasz kraj od tego, który w wątpliwym prezencie zaserwowali nam Sowieci.

Bo plany Polskiego Państwa Podziemnego nie tyle były Rzeczpospolitą dwa i pół, lecz w dużej mierze spójnym, przemyślanym planem Nowej, Trzeciej Rzeczpospolitej, opartej – co ciekawe – na zasadach demokratycznego państwa opiekuńczego, bliskiego myśli podziemnej lewicy patriotycznej.

Plany te wyprzedzały swą epokę, do której dojrzeć musiała nie tylko nasza część kontynentu, ale także tak podziwiana w kręgach inteligencji Europa Zachodnia.

Co zaś najbardziej interesujące – idée fixe, wyłaniająca się z lektury politycznych założeń przyszłej Polski, jest czymś, czego wydaje się potrzebować nasza ojczyzna także dzisiaj: znalezienie własnej drogi między rozbuchanym kapitalizmem, tworzącym trudne do przezwyciężenia rozwarstwienie społeczne, a ogłupiającym socjalizmem, pozbawiającym ludzi wolności i inwencji w zamian za poczucie złudnego bezpieczeństwa i stabilizacji. Bo jak niestety pokazuje historia tego zakątka świata, nigdy nie możemy czuć się bezpieczni. Odległe sojusze nie są tym, co może zagwarantować nam wolność i niezawisłość. Jest nim ciężka praca i spokój wewnętrzny: praca na rzecz wspólnego dobra.