Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Rafał Matyja  29 lipca 2014

Matyja: Szanse zablokowanego pokolenia

Rafał Matyja  29 lipca 2014
przeczytanie zajmie 4 min
Matyja: Szanse zablokowanego pokolenia Flickr.com

Polska elita polityczna starzeje się. W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego wprowadziliśmy jedną z najstarszych reprezentacji narodowych. Platforma Obywatelska ma najwyższą średnią wieku z ugrupowań krajowych reprezentowanych w PE przez więcej niż 10 posłów. Co więcej – odsetek ludzi poniżej 40 roku życia w parlamencie, na stanowiskach rządowych i samorządowych jest bardzo niski. Pozycja ludzi młodych w partiach politycznych jest przy tym zwykle bardzo słaba.

Przypomnijmy, że Wałęsa i Kwaśniewski obejmowali urząd Prezydenta RP przed 50-tką, Pawlak został po raz pierwszy premierem mając 33 lata, a Jan Rokita obejmował wpływowe stanowisko w rządzie mając lat 34.

Zdarzały się przypadki prezydentów miast przed 30-tką (jak np. Robert Raczyński w Lubinie), nie mówiąc już o radach miast pierwszej kadencji czy o sporej grupie dwudziestoparoletnich posłów w Sejmie I kadencji.

Obserwując skład obecnej elity możemy raczej postawić tezę o wyraźnej pokoleniowej blokadzie – i to ze strony tych, którzy sami zaczynali karierę w młodym wieku.

Mechanizm partyjnej selekcji kandydatów połączony z zachowaniami wyborców dość skutecznie powstrzymuje wymianę pokoleniową.

Jeżeli spojrzy się na to z boku, zapominając na chwilę o partyjnych szyldach i ich ideowych konotacjach, możemy łatwo przypuścić, że prędzej czy później dojdzie do próby przywrócenia pokoleniowej równowagi.

Młodzi ambitni ludzie poczekają zapewne na okazję, na pierwsze „otwarcie systemu” politycznego, by zasilić ugrupowania stojące w kontrze do PO i PiS. Zwłaszcza gdy zamiast zajmujących skrajne pozycje polityczne „projektów” Janusza Palikota i Janusza Korwin-Mikkego, pojawią się inicjatywy mogące zająć miejsce głównych partii politycznych.

Dziś widać bowiem aż nadto wyraźnie, że główne ośrodki ideowej i politycznej krystalizacji pokolenia dwudziesto- i trzydziestolatków są w coraz wyraźniejszej opozycji wobec tej wersji lewicowości, liberalizmu czy konserwatyzmu, jaki prezentują główne partie. Ponieważ funkcjonują z daleka od praktycznej polityki, ich propozycje wydają się pewnie wielu mało życiowe, zbyt akademickie.

Jednakże ten stan może ulec zmianie w bardzo krótkiej perspektywie, jeżeli okaże się, że obok coraz ciekawszych piór w tych środowiskach istnieją też liderzy o bardziej politycznym temperamencie.

Nawet jeżeli nie funkcjonują dziś na warszawskich czy krakowskich salonach, to fakt, że ich językiem jest dziś język „Kultury Liberalnej” czy „Liberte”, „Nowej Konfederacji” czy „Pressji”, że identyfikują się nie z „Przeglądem” czy „Polityką”, ale z „Krytyką Polityczną” – może mieć ogromne znaczenie dla realnego układu sił.

Kluczowe dla bezstronnego obserwatora pytanie będzie jednak brzmiało nie „czy” i „kiedy” pokolenie osób urodzonych po 1980 roku wejdzie do polityki w sposób istotnie zmieniający jej treść, ale „jak” to się stanie.

Dziś trudno mi uwierzyć w skuteczny bój o pozycję w głównych partiach politycznych. Zbyt wiele karier, jakie rozpoczęły się w PiS i PO, uległo załamaniu. Gdzie są dziś nieźli rzecznicy rządu z czasów Marcinkiewicza i Kaczyńskiego – Konrad Ciesiołkiewicz i Jan Dziedziczak? Gdzie są młodzi wiceministrowie z tamtych czasów? Większość z nich przegrała zapewne trudną partyjną rywalizację ze słabszymi często merytorycznie, ale lepiej „ustosunkowanymi” starszymi kolegami.

Co więcej, droga „przez partie” może oznaczać też uruchomienie się wewnątrz pokolenia negatywnej selekcji, polegającej na tym, że lokalne elity chętniej dopuszczą słabszych, gorzej przygotowanych działaczy młodzieżowych niż takich, którzy mogliby zagrozić ich własnym pozycjom. Paradoksalnie – jedynym czynnikiem odmładzającym listy partii może być wola ich liderów, na siłę – wbrew układom w aparacie – wciskających kandydatów przed 40-tką na wysokie miejsca na listach.

Druga droga, która wydaje mi się bardziej prawdopodobna to akces do nowych inicjatyw politycznych.

Zwłaszcza takich, które nie będą budowane przez dysydentów z istniejących partii, którzy najważniejsze miejsca na listach wezmą dla siebie. Gdyby w wyborach prezydenckich 2015 roku powtórzył się przypadek silnego kandydata bezpartyjnego, rozumiejącego obecną blokadę pokoleniową w polityce, to wstrząs polityczny mógłby być silniejszy niż ten, jaki miał miejsce w przypadku sukcesów partii Janusza Palikota i Janusza Korwin-Mikkego.

Oczywiście warunkiem takiego uczestnictwa w otwierającym system przedsięwzięciu jest wyższy niż obecnie poziom samoorganizacji. Poziom, który pozwoli na toczenie rozmów na warunkach bardziej partnerskich. W wielu dotychczasowych projektach, m.in. w mającym spore szanse na zagospodarowanie „energii młodego pokolenia” ugrupowaniu Jarosława Gowina, ludziom młodym wyznaczano pozycje drugorzędne, bez wpływu na polityczną i programową treść formacji.

Jeżeli bardziej podmiotowa rola nowego pokolenia przyniesie pewne skutki jakościowe – podnosząc merytoryczną jakość polityki, nie pozostanie także bez wpływu na pozostałe partie.

Reguły rywalizacji wymuszą bowiem również na nich sięgnięcie po sprawnych i merytorycznie przygotowanych młodszych polityków. By się jednak tak stało, projekty zaangażowania politycznego, z jakimi wystąpić mogą środowiska znajdujące się poza partiami, nie mogą się sprowadzać jedynie do deklaracji ideowego „chcenia”, a muszą zawierać też polityczne pomysły i uruchamiać bardziej rzetelne mechanizmy wewnętrznej selekcji. W przeciwnym razie – podzielą losy starszego pokolenia, które naiwny liberalizm zamieniło na cyniczny etatyzm, a idee obywatelskości ujarzmiło sprawnie działającymi aparatami partyjnymi.