Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Tomasz Romanowski  20 czerwca 2014

Romanowski: Co się dzieje w Iraku?

Tomasz Romanowski  20 czerwca 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Romanowski: Co się dzieje w Iraku? twitter.com

Wydarzenia zeszłego tygodnia, delikatnie mówiąc, zszokowały świat. Nieomal wręcz wywróciły go do góry nogami. Atak islamistów na Mosul zmienił się w jeden z największych kryzysów Bliskiego Wschodu, przebijając tym samym nawet wojnę domową w Syrii. Jako że tempo wydarzeń było spore, a Polska zajęta jest swoimi wewnętrznymi problemami, oto rzut oka na całą sytuację wraz z małą retrospekcją, co się właściwie stało. I co się dzieje nadal.

Kalendarium wydarzeń w skrócie: W 2011 r. miały miejsce dwa wydarzenia – arabska wiosna, której następstwem jest m.in. trwająca do dziś wojna w Syrii, oraz opuszczenie Iraku przez wojska USA. W tym jakże miłym, cieplarnianym klimacie chaosu, słabej administracji krajowej oraz cywilizacyjnej entropii rozwijają swoje sieci iracka Al Kaida oraz ISIL– Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie (Syrii). W międzyczasie na pozycję lidera wyszedł Abu Bakr al-Baghdadi, nader dyskretny i zaprawiony w bojach islamista. Cierpliwie przez trzy lata budował wpływy ISIL, a kiedy nadszedł czas, pod atakiem sunnickich bojowników 10 czerwca tego roku padł iracki Mosul. A za nim – połowa kraju.

Klęska nowego państwa

Zwycięstwo ISIL jest lekcją na temat odbudowania państwa w nowym kształcie po jego upadku. Po 8 latach od obalenia rządu Saddama Husseina w 2003 r., USA dały nowym władzom kraju kredyt zaufania i znaczną ilość amunicji. 3 lata po tym fakcie, armia nowego Iraku w pierwszych starciach z wrogiem rzucała karabiny na ziemię, zostawiała mundury i w cywilnych ubraniach czmychała na południe. Zaatakowane przez kilkuset islamistów, tysiące(!) żołnierzy porzucało swoje bazy, wypełnione wozami bojowymi, helikopterami, bronią.

Klęska sprzed tygodnia nie jest tyle klęską militarną, co porażką państwa, którego podstawowy organ, wojsko, nie wierzy w misję ochrony kraju.

Pomimo lat treningów pod okiem zachodnich instruktorów oraz wyposażenia w nie najgorszą broń na nic się zdały – lepiej zorganizowani, wierzący w zwycięstwo islamiści zdecydowanie zbyt szybko rozgromili większe siły irackie.

Sojusze z konieczności

Ciekawe są implikacje międzynarodowe zwycięstwa ISIL. Bo jak się okazuje –sojusznikiem przeciwko bojownikom sunnickim jest Szyicki Iran, który przyobiecał wysłać cześć swojej gwardii rewolucyjnej na wsparcie sąsiadowi. Wobec bojowników islamistycznych sojusznikiem jest także… prezydent Syrii: Baszir al-Assad, walczący na wschodzie kraju z lokalnymi bojówkami ISIL. Wobec geopolitycznego zagrożenia jakim byłby Sunnicki Kalifat na gruzach Iraku, dogadanie się z człowiekiem który ma krew ponad 200 tysięcy osób na rękach naprawdę było możliwe już w historii kilka razy – kto jak kto, Polacy o tym wiedzą.

Cud nad Eufratem?

Być może nie zajdzie jednak potrzeba robienia brudnych interesów z dyktatorami. Wydarzenia ostatnich dni pokazują, że klęska ISIL przyjść może z rąk samych Irakijczyków.

Napędzają ich bowiem dwa cudowne motory wojny – religia i gniew.

Religia – gdyż sunniccy radykałowie z ISIL nie mają zbyt dużego poszanowania dla szyitów i ich obiektów kultu. Źródłem gniewu jest z kolei fakt klęski z rąk islamistów oraz doznane krzywdy – wielkim echem odbiła się w Iraku informacja o domniemanej egzekucji 1700 żołnierzy pojmanych w trakcie sunnickiej ofensywy. Jak kraj długi i szeroki tysiące ochotników zgłasza się do formowanych naprędce oddziałów, które powstrzymać mają ciągnący na Bagdad ISIL. Jeśli im się uda zwyciężyć, wygrana ta może stać się elementem nowego narodowego etosu– Irakijczyków, który w chwili potrzeby sami chwycili za broń, aby obronić kraj przed zagrożeniem, jak zrobili to Polacy w 1920 r.

To co ważne

W przerwie pomiędzy aferami w światku polskiej polityki, racz, Czytelniku, rzucić okiem na krainę koło rzek Tygrys i Eufrat. Zajrzyj raz dziennie pod hashtag #Iraq, poczytać co nowego u obrońców Bagdadu i dzielnych ochotników walczących z islamistami. To co dzieje się u nas jest ważne. Ale to jednak w Iraku pisze się historia.