Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marcin Suskiewicz  3 czerwca 2014

Szwedzki eksperyment

Marcin Suskiewicz  3 czerwca 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Szwedzki eksperyment creative commons

W szwedzkim Göteborgu rządząca miastem koalicja socjaldemokratów i zielonych zastanawia się nad wprowadzeniem sześciogodzinnego dnia pracy dla podlegających im pracowników miejskich. – Liczymy, że osoby, które będą pracować krócej, rzadziej będą chorować i brać zwolnienia lekarskie, a także poczują się lepiej psychicznie i fizycznie – cytuje Maty’ego Pilhema, burmistrza miasta, „Gazeta Wyborcza”Chrześcijanie mogliby jeszcze dodać: i będą mieli czas dla Pana Boga.

Nie pracujemy ośmiu godzin dziennie. Osiem godzin siedzimy w pracy, pracując tam mniej lub bardziej wydajnie (często mniej), ale po niej mamy jeszcze parę dodatkowych „etatów”: rodzica, dziecka czy wnuka pomagającego rodzicom/dziadkom; sąsiada ofiarowującego swój czas na rzecz lokalnej wspólnoty, może intelektualisty albo artysty-amatora.

A skoro tak, gdzie czas na odpoczynek, konieczny dla utrzymania zdrowia, a przede wszystkim na sprawy ducha: na modlitwę i Mszę Świętą?

Smutna to sprawa, że mimo zadziwiającego postępu technicznego, jaki obserwujemy od kilkudziesięciu lat, a także nowych metody organizacji pracy, świeccy jak nie mogli, tak zwykle nadal nie mogą pozwolić sobie na to, by uświęcać swój czas – i swoją pracę – przez liturgię. Podobnie, nie mamy czasu na rozwój intelektualny i artystyczny, na dobroczynność, a nawet – dla własnych dzieci. Oczywiście, liczba godzin pracy nie jest tu jedynym determinantem, poza tym praca – także ta wykonywana przez nas w trakcie „obowiązkowych” ośmiu godzin – też jest, a w każdym razie może być, formą służby innym, rozwoju intelektualnego, twórczego i wolnego wyrażania siebie, a nawet – formą modlitwy (i trzeba zabiegać o to, żeby każdy miał pracę jak najbardziej zbliżoną do takiego ideału). Niemniej jednak wydaje się, że ograniczenie oficjalnego czasu pracy – przynajmniej dla niektórych, na przykład rodziców – powinno być dziś jednym z chrześcijańskich postulatów społecznych.

Być może pierwszym krokiem jest zwrócenie uwagi, że dzisiejsza norma wcale nie jest czymś, z historycznego punktu widzenia oczywistym. Idea normowanego ciągłego czasu pracy miała pierwotnie na celu obronę pewnej grupy zawodowej, robotników zatrudnionych w przemyśle, przed wyzyskiem. Praca w fabryce –  zresztą wyjątkowo chyba nieludzka forma pracy – miała szczególny charakter: była powtarzalna, nie uzależniona od rytmu pór roku, ani pór dnia. Można ją było – ku uciesze potencjalnych wyzyskiwaczy – wykonywać właściwie bez przerwy. Stąd sensowność bloków pracy o ograniczonej, ośmiogodzinnej długości. Dziś jednak jest to nie tyle górny limit w jednym zawodzie, co nakaz obejmujący prawie wszystkich ludzi, a w każdym razie ogólny „wzorzec z Sevres”, kształtujący nasze myślenie o każdej pracy niezależnie od jej dynamiki. Katolicka tradycja pracy („ora et labora”), której reliktem jest chyba „księżowski” styl życia, gdzie wykonywanie obowiązków splata się w jedną całość z modlitwą i życiem wśród ludzi, to coś zgoła innego niż „odsiadywanie” pewnej określonej liczny godzien przez prawie całe społeczeństwo.

Wydaje się, że najmniej, co można zrobić, by dzisiejszą sytuację zmienić to skrócić obowiązującą normę.

Jak to osiągnąć? Paradoks społecznej nauki Kościoła polega na tym, że choć proponuje ona bardzo maksymalistyczny program dla ludzkiego społeczeństwa (Królestwo Boże), wie jednocześnie, że nie można go wprowadzić zadając gwałt ludzkiej wolności. Dlatego chodzi przede wszystkim o apelowanie do sumień i dobry przykład, w drugim rzędzie dopiero o jakiekolwiek regulacje. Trzeba jednak pamiętać, że, jak czytamy w „Rerum novarum”, „Państwo winno otoczyć swoją opieką różne interesy robotnika, przede wszystkim zaś dobra duchowe. Doczesne bowiem życie, jakkolwiek cenne i pożądane, nie jest jednak celem, dla którego się urodziliśmy, ale tylko drogą i środkiem, przeznaczonym do udoskonalenia życia duchowego przez poznanie prawdy i miłość dobra”. Państwo ma prawo troszczyć się o te sprawy w rozsądny sposób. Na pewno nie jest to łatwe bez ograniczania ludzkiej wolności, a także bez wspierania bezczynności (w tej samej encyklice znajdziemy przestrogę przed świętowaniem rozumianym jako „występek” i „trwonienie pieniędzy”). Ale to tylko kolejny powód, by zacząć na ten temat rozmawiać. Szwedzki eksperyment jest do tego dobrym impulsem.