Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Bosak: Odbetonujmy politykę

przeczytanie zajmie 5 min
Bosak: Odbetonujmy politykę materiały własne

Znane są liczne przypadki nadużyć dotyczących finansowania kampanii wyborczych, takie jak wykorzystywanie środków niezgodnie z zadeklarowanymi celami czy płacenie za wolontariat. Jest to kwestia uczciwości, czy po prostu system jest wadliwie skonstruowany?

Jedno i drugie. Przepisy są dosyć restrykcyjne i stosowanie się do nich czasem jest naprawdę trudne. Dla przykładu komitet wyborczy musi wszystkie wydatki pokrywać przelewami, a czasami trudno zakupić proste artykuły pierwszej potrzeby w szybkim tempie, rozliczając się ze sprzedawcami przelewami, prawda? Ale ważniejsze jest to, że samo prawo jest skomplikowane, a limity ustanowione na kampanie są nie do końca realistyczne. Ordynację mamy tak zbudowaną, że kandydatów jest często bardzo wielu. Przy tak ustanowionych limitach finansowych powoduje to, że partie promują jednych kosztem drugich; żeby ci drudzy zaistnieli w kampanii, musieliby te limity albo obchodzić, albo mieć większe. Ponadto istnieje taki problem, że niektórzy dysponują środkami nieksięgowanymi, które pozyskują w wyniku nielegalnych dotacji. Po drugiej stronie są takie środowiska jak nasze, które utrzymują się wyłącznie z drobnych darowizn i nie mają problemów z przestrzeganiem przepisów, ale także dlatego, że tych środków nie mają zbyt wiele.

To kwestia urealnienia prawa czy niedostatecznej kontroli? Bo jak rozumiem, te nieksięgowane kwoty są mimo wszystko do sprawdzenia. 

Moim zdaniem rywalizacja polityczna ma taką naturę, że jakkolwiek się przepisów nie skonstruuje, zawsze będą istnieli ludzie zainteresowani ich obchodzeniem. To naturalne, bo jeżeli od tego zależy zdobycie władzy, zawsze znajdą się osoby chcące grać różnymi metodami.

Tego się po prostu nie da wyeliminować. Dlatego ważna jest kwestia po pierwsze takiego sformułowania przepisów, żeby one były trudne do obchodzenia, a po drugie właściwej ich kontroli. Zatrzymajmy się przy niej na chwilę. W tej chwili kontrola polega na sprawdzeniu, czy zostały dotrzymane wymagania formalne: rewidenci komisji wyborczej czytają sprawozdania komitetów wyborczych, sprawdzają, czy papiery były prawidłowo wypełniane, czy wydatki spełniają pewne reguły księgowe. Organizacje pozarządowe w Polsce robiły takie badania, ile dana partia wywiesiła billboardów, i znalazła przypadek jednego z komitetów wyborczych, który miał ich nieproporcjonalnie dużo w stosunku do kosztów wykazanych w sprawozdaniu. Powstaje więc pytanie, czy ktoś inny pokrywał te koszty, czy nastąpiło jakieś rozliczenie poprzez zlecenia przelewów spółkom skarbu państwa, czy jeszcze inaczej. Tego typu analiz nikt w Polsce właściwie nie prowadzi. A jeżeli się tego nie robi, wtedy nie ma szansy sprawić, żeby reguły gry były równe.

Skąd partie spoza Sejmu biorą środki na funkcjonowanie?

Nie wiem, skąd partie biorą środki na funkcjonowanie, nie zajmuję się tym. Wiem, skąd nasze środowisko ma pieniądze na pracę społeczno-polityczną. Jesteśmy finansowani z darowizn i z własnych środków. To są z reguły drobne kwoty, co powoduje, że skala działalności jest niestety skromna. Nie ma tu żadnego porównania ze skalą działalności dużych partii, które obracają dziesiątkami milionów złotych. My dysponujemy w najlepszym razie dziesiątkami tysięcy złotych, czyli różnica jest pięćdziesięciokrotna.

Czy oprócz finansowania są jakieś przyczyny, przez które żadna partia pozasejmowa nie potrafi powtórzyć sukcesu Ruchu Palikota?

Nie dopatrywałbym się w finansach powodów. To nie jest tak, że żadnej partii „spoza” nie udało się wejść. Udało się to PO, PiS, LPR i Samoobronie – wcześniej tych partii nie było w Sejmie. Analizowanie tego tylko przez przykład Ruchu Palikota jest błędem.

 To złożona kwestia. Nastroje społeczne, przywództwo oraz środki do działania, w tym pieniądze – te wszystkie czynniki składają się na sukces wyborczy.

Czy ograniczenie jednorazowych wpłat powinno zostać zniesione? W krótkim czasie nie musi przełożyć się to na wpływy dla partii, ponieważ obecnie przedsiębiorcy nie chcą finansować partii politycznych.

Zależy którzy. Są różni przedsiębiorcy, którzy mają różne cele, poglądy oraz różne pomysły na zmierzanie do tych celów. Myślę, że nie należy znosić limitu wpłat od przedsiębiorców – raczej poszedłbym w przeciwnym kierunku, tzn. ograniczyłbym finansowanie budżetowe partii politycznych i wprowadziłbym elementy motywujące do większego pozyskiwania środków od darczyńców. Poza tym poszerzyłbym ilość finansowanych środowisk politycznych, ponieważ próg poparcia uprawniający do subwencji, który wynosi dziś 3%, jest jednak dość wysoki i trudny do pokonania. Szczególnie dlatego, że mało ludzi o tym wie i wyborcy raczej kierują się 5% progiem poparcia. Co najważniejsze, podział funduszy jest niesprawiedliwy, dlatego, że większym daje więcej.

Powinno być tak, że wszystkie środowiska, które pokonują pewien próg, dostają taką samą ilość pieniędzy albo nawet mniejsi powinni dostawać więcej, dlatego, że więksi mają więcej mandatów parlamentarnych, a tym samym większe środki na prowadzenie biur nie są im tak bardzo potrzebne jak tym, którzy mają skromniejsze wyniki.

Mogę to powiedzieć z własnego doświadczenia: kiedy byłem posłem małego klubu, 30-osobowego, to 30 osób musiało się zajmować taką samą ilością tematów co osoby w dużych klubach, jak np. w PiS, który posiadał ponad 150 mandatów. Różnica była mniej więcej taka, że oni mieli trzy razy więcej ludzi do opracowania każdego z tematów. To my powinniśmy więc mieć większe środki na zaplecze eksperckie – na personel, który wspiera – a istniejące rozwiązanie wspiera silniejszych.

Powtórzę: zasada powinna być taka, że każdy podmiot, który przekracza wcześniej ustanowiony próg, dostaje takie same środki jak inni – niezależnie od tego, czy jest w Sejmie, czy nie. Obecne rozwiązanie jest jednym z najbardziej niesprawiedliwych, jakie można wymyślić. Jeżeli już chce się różnicować wysokość otrzymywanych subwencji, można by te różnice spłaszczyć, stosując przelicznik nieproporcjonalnie do wyniku danej partii, ale na przykład do pierwiastka kwadratowego czy sześciennego tego wyniku. To spowodowałoby spłaszczenie subwencji przy zachowaniu proporcjonalnej nierówności.

Chciałbym jeszcze zapytać o przedsiębiorców. Czy ci przedsiębiorcy, którzy mają interes we wspieraniu dużych partii, chcą się angażować w finansowanie mniejszych ugrupowań – jak to wygląda z pozycji Ruchu Narodowego?

Przedsiębiorcy nie są grupą jednorodną. Dzielą się ze względu na wielkość przedsiębiorstw, na branże, w jakich działają, miejsce zamieszkania oraz poglądy polityczne. Są przedsiębiorcy, którzy szukają kontaktu z politykami, którzy potencjalnie mogą im pomóc w sensie biznesowym i są też tacy, którzy szukają kogoś, kto będzie wyrażał ich poglądy. Jeżeli jacyś przedsiębiorcy chcą współpracować z nami, są to ci, którzy mają podobne stanowiska co my. Część środowiska, które tworzy RN, to właśnie przedsiębiorcy lub ludzie pochodzący z ich rodzin.

Rozumiem, że nie jesteście zadowoleni z funduszy, którymi dysponujecie. Czy to oznacza, że kampanię oprzecie przede wszystkim na Internecie i agitacji bezpośredniej?

Dysproporcja w zakresie dostępu do środków rzeczywiście zmusza nas do stosowania bardziej innowacyjnych działań, więc na nich się opieramy. Jeżeli nie jesteśmy w stanie wynajmować powierzchni reklamowych, nastawiamy się na spotkania z ludźmi, kampanię bezpośrednią, wydarzenia, które zelektryzują opinię publiczną itd. Natomiast jaki będzie tego efekt, okazuje się na końcu. Na etapie planowania człowiek tego nie wie, bo polityka jest jednak nieprzewidywalna.

Co należy zmodyfikować w kodeksie wyborczym według nowych partii? Jakie zmiany są potrzebne, żeby „odbetonować” polską scenę polityczną?

Każde środowisko polityczne, które próbuje uzyskać jakieś poparcie, przyzna, że kluczowe jest wsparcie opinii publicznej. Można obywać się bez płatnego personelu w administracji partyjnej, bez profesjonalnego zaplecza, ale nie da się stworzyć ruchu politycznego bez możliwości komunikowania się z opinią publiczną. Kluczowe jest więc relacjonowanie wydarzeń przez duże agencje informacyjne oraz dostęp do mediów publicznych. W tej chwili media publiczne uważają, że sytuacja, w której całkowicie ignorują siły pozaparlamentarne, jest naturalna. To pierwsza rzecz do zmiany – media publiczne mają pokazywać pełne spektrum działających sił ideowych, proporcjonalnie do ich aktywności oraz potencjału osobowego i ideowego. Reszta to dodatki. Chociaż oczywiście obniżenie progu finansowania partii albo spłaszczenie wysokości subwencji miałyby sens. Byłyby to rozwiązania wiążące wysokość wsparcia publicznego z rzeczywistą aktywnością danego środowiska, a nie tylko z działaniem propagandowym. Uzależnienie wsparcia od wyniku wyborczego to spieniężenie oddziaływania propagandowego danego środowiska, a nie jego rzeczywistych dokonań.

Rozmawiał Bartosz Brzyski