Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  12 maja 2014

Oni wybrali

Piotr Kaszczyszyn  12 maja 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Oni wybrali facebook.com/powstaniewarszawskie

Wczoraj ujrzałem najpiękniejszych ludzi w swoim życiu. I wszyscy zginęli. Powstanie Warszawskie to film cholernie uwierający. Mimo swojej fragmentaryczności – zaskakujący, spójny. A w tej spójności fundamentalny, zasadniczy, radykalny. Jego twórcom udało się w 90-minutowym dziele zawrzeć obraz polskości, która rzuca nam wielkie wyzwanie.

Intensywne, graniczne, ostateczne

Ludzie rozmawiają, śmieją się, płaczą. Kobiety przygotowują posiłki, opatrują rannych, sprzątają podwórka. Mężczyźni walczą, czyszczą broń, grają w karty. Wszyscy bez wyjątku, od kilkuletnich dzieciaków po starców, budują barykady. Moi rówieśnicy biorą ślub. Ich twarze pełne są jakiegoś niezwykłego blasku, jak wszystkich, których możemy oglądać w tym filmie i na archiwalnych zdjęciach z Powstania. Pan młody z ręką na temblaku. Młodzi, zakładając obrączki, rzucają zuchwałe wyzwanie śmierci; grają jej na nosie. Wierni klękają przed Najświętszym Sakramentem. Ksiądz odwrócony do ołtarza odprawia Mszę Świętą, nie bacząc na ruiny otaczające plac, pełniący rolę prowizorycznej świątyni.

Profanum płynnie przechodzące w sacrum. Dziesiątki prozaicznych czynności złączonych w harmonijną całość. A jednak jest coś, co uwiera: świadomość, że wszystko rozgrywa się w scenerii ruin, zburzonych budynków, ulic poprzecinanych barykadami. Przeczucie śmierci, która krąży zbyt blisko, od której trzeba się odganiać modlitwami tak głęboko poruszającymi w swej prostocie i bezpośredniości.

Od miotaczy min wybaw nas Panie,

Od spalenia żywcem wybaw nas Panie

I dlatego ta egzystencja nabrała takiej intensywności, graniczności, ostateczności, napięcia, aż do kropel krwi tańczących na powierzchni skóry. Życie zarazem piękne i tragiczne.

Rzeczpospolita II i pół

W eseju Warszawa 1944: oślepiający blask wolności Dariusz Gawin do opisu powstańczej Warszawy użył terminu wyjętego z klasycznej filozofii polityki: koinonia politike, wspólnota polityczna. To przestrzeń podstawowa, fundamentalna, w której ludzie zorientowani są wokół wolności rozumianej jako zdolność i możliwość kształtowania losu za pomocą własnych decyzji, zdolności do bycia podmiotem, a nie przedmiotem historii. Taka właśnie wspólnota narodziła się w sierpniu 1944 r. wśród tych kilkudziesięciu ulic, przeoranych niemieckimi pociskami, gdzie zmarłych grzebano na podwórkach pod łagodnym wzrokiem maryjnych figur.

Lud Warszawy, pozbawiony podziału na cywilów i żołnierzy, stanął zjednoczony do walki z Niemcami. W 1947 r. tak opisywał ten fenomen na łamach „Tygodnika Warszawskiego” Władysław Siła-Nowicki:

„Zatarły się całkowicie różnice stanów i sfer społecznych – profesor uniwersytetu walczył obok analfabety, urzędnik, rzemieślnik, kupiec, robotnik stanowili tę samą walczącą Warszawę. Walczyli młodzi chłopcy i dziewczęta, ludzie dojrzali i siedemdziesięcioletni starcy. W tym doskonałym upowszechnieniu walki, przekreślającym różnice płci, wieku, środowiska, zapatrywań politycznych, realizowała się w formie najpełniejszej prawdziwa demokracja. Oto istotnie demos – lud Warszawy, powstał, aby walczyć o wolność swojej stolicy.”

Przy tym wspólnota polityczna funkcjonowała także pod względem „technicznym”. Działały sklepy, poczta, szpitale, kino; pracowała administracja publiczna. W czasie sierpniowych dni byliśmy świadkami narodzin swoistej „Rzeczpospolitej II i pół”, nawet jeśli niewielkiej terytorialnie. Jest to tym bardziej symboliczne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to właśnie w przestrzeni starożytnego poleis narodziła się państwowość i polityczność świata Zachodu.

To COŚ

Polityczność – wydestylowana i wyostrzona do granic możliwości – stanowiła zasadniczą oś zatrważającego konfliktu polsko-niemieckiego. Andrzej Bobkowski w dzienniku zatytułowanym Szkice piórkiem pod datą 13 sierpnia 1944 r. zanotował:

„Niemcy i Rosjanie unicestwiają TO SAMO, są zgodni w unicestwianiu TEGO SAMEGO. Niemcy na pożegnanie, Rosjanie na powitanie.”

Tym czymś była wolność i polskie jej umiłowanie, które Niemcy i Rosjanie starali się unicestwić od czasów I rozbioru Rzeczpospolitej, w imię szaleńczo pojmowanej nowoczesności. Hitler – za pomocą karabinów, Stalin – biernością własnych wojsk stojących po drugiej stronie Wisły. Powstanie Warszawskie okazało się kulminacją tego historycznego boju o polityczną podmiotowość i odpowiedzialność za własny los. Alternatywą był polityczny niebyt, wyrzucenie poza historię symbolizowane przez ciemności rozciągające się poza bronowicką chatą z Wesela Wyspiańskiego.

Wszystko to, co opisali Dariusz Gawin, Władysław Siła-Nowicki oraz Andrzej Bobkowski, znajdziemy w filmie przygotowanym przez Jana Komasę. Obraz jest doskonałym zwieńczeniem polityki historycznej zapoczątkowanej w 2004 r. poprzez otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego. Upamiętniającego brakujący fundament III RP, podobny do postaci Żołnierzy Wyklętych, przywracanych zbiorowej pamięci Polaków w ostatnich latach.

Mniej więcej w połowie filmu z ekranu padają słowa:

„–  Panie Tadeuszu, jak daleko jeszcze do wolności, proszę powiedzieć!

– Jeden przystanek.”

Wysiądźmy w dobrym momencie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.