Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Grzegorz Oleksy  10 maja 2014

Oleksy: Przerwana lekcja geopolityki

Grzegorz Oleksy  10 maja 2014
przeczytanie zajmie 5 min
Oleksy: Przerwana lekcja geopolityki fotopolska.eu

Był czas, w którym dysponowaliśmy nadwyżkami w budżecie krajowym i zarabialiśmy krocie na bliskiej współpracy handlowej z Rosją. Jednocześnie broniliśmy się skutecznie przed zalewem niemieckich produktów, a Bank Polski był w stanie wpłynąć na obniżenie stopy kredytu o 18%. Choć dziś brzmi to jak legenda o Popiele zjadanym przez myszy, to zdarzyło się naprawdę. Konkretnie w latach 1821–1830, w podległym Rosji carskiej Królestwie Polskim, kiedy ministrem skarbu był Ksawery Drucki-Lubecki.

Pochodzący z litewskiego rodu magnackiego Lubecki posiadał rzadko spotykaną zdolność dostosowania założeń politycznych do wymogów gospodarki. I odwrotnie: potrafił sprawnie przekuwać sukcesy ekonomiczne na argumenty polityczne.

Jego zdolność do wygrywania naszego położenia geopolitycznego kontrastowała z nieporadnością elit narodowo-wyzwoleńczych, które do dziś dnia spoglądają na nas z cokołów, nosząc zaszczytne miano „bohaterów”.

Jako że aktualnie na krajowym podwórku próżno szukać posiadacza powyższych atrybutów, warto przyjrzeć się bliżej dokonaniom nietuzinkowego ministra.

Królestwo bankrutów

W chwili, w której książę Ksawery otrzymywał nominację ministerialną, Kongresówka stała na skraju bankructwa; deficyt budżetowy wynosił kilkanaście procent, organy skarbowe ściągały tylko połowę należnych danin, a urzędnicy nie otrzymywali wypłat. Dochodziło do sytuacji, w których prywatne depozyty złożone w publicznych kasach były naruszane na pokrywanie państwowych zaległości. Obraz nędzy dopełniały zadłużone po uszy majątki szlacheckie, spośród których jedynie 6% wolnych było od zobowiązań. Gospodarka polska leżała zupełnym odłogiem, a eksport krajowych płodów rolnych i produktów znacząco ograniczały Prusy. W takim stanie rzeczy program naprawczy wymagał szybkich działań na wielu frontach, których realizacja wymagała dodatkowo przezwyciężania opozycji Komisarza Cesarskiego i aprobaty samego petersburskiego satrapy.

Lubecki swój plan sanacyjny oparł na teoriach protekcjonistycznych, które posiadały wiele elementów wspólnych z poglądami Friedricha Lista czy Aleksandra Hamiltona. Silne państwo miało stać się kołem zamachowym dla industrializacji gospodarki, zaś narodowy byt umacniać miały „bogactwo, szkoły i fabryki broni”.

Swoje zmagania nowy minister rozpoczął od odbudowania pozycji finansowej młodego państwa. W odróżnieniu od współczesnych ministrów finansów nie podniósł żadnego podatku ani nie nałożył nowego, skupił się za to na ściągalności i egzekucji dotychczasowych. W tym celu reformie poddano aparat skarbowy drakońskimi metodami z użyciem wojska włącznie zmuszał podatników do uiszczania danin bieżących jak i zaległych. Jednocześnie dokręcono śrubę aparatowi państwowemu, w którym wzór dwunastogodzinnego dnia pracy dawał sam minister. Poza podatkami bezpośrednimi ważnymi źródłami dochodu państwa stawały się opłaty celne- dochód z nich za czasów Lubeckiego wzrósł o 132%. Skarb państwa zaczął również zarabiać na monopolach z wisienką na torcie w postaci monopolu solnego, który generował dochody wyższe od wpływów z podatków bezpośrednich. Wszystko to w już w pierwszym roku działalności księcia Ksawerego zaowocowało zrównoważeniem budżetu. Kolejne lata przynosiły już tylko rosnące nadwyżki, których poziom w 1830 r. osiągnął 50% rocznych dochodów państwa.  

„Szkół, przemysłu, fabryk broni”

Wraz z ustabilizowaniem finansów publicznych Lubecki podjął się przeorientowania całej ekonomii politycznej na odcinku wymiany handlowej. Polski przemysł był w powijakach, handel zdominowany przez sąsiednie Prusy, a brytyjskie maszyny i technologie odległe i niedostępne.

Plan zniesienia granicy celnej z Rosją oraz postawienia jej między Kongresówką a Prusami był więc jedynym racjonalnym rozwiązaniem, dającym nadzieję na industrialny skok nad Wisłą.

Trzeba było jednak przekonać do niego cara. Ten, pomimo sprzeciwu swojego ministra finansów i nieuchronnej wojny celnej z Prusami, przystał na większość propozycji Lubeckiego, widząc w Królestwie Polskim okno na Europę dla całego Imperium Rosyjskiego. Obłożenie towarów pruskich cłami doprowadziło faktycznie do trzyletniej wojny celnej, której straty bilansowane były w znacznym stopniu na wschodnim rynku. Dość wspomnieć, że eksport prawie nieoclonych polskich towarów do Rosji wzrósł z poziomu 5 mln zł w 1823 r. do 27 mln w roku 1829. Jakby nie liczyć, czysty zysk.

Powyższymi posunięciami rządowi polskiemu udało się uzyskać narzędzia do realizacji założeń programu inwestycyjnego, którego celem była industrializacja terenów Królestwa Polskiego. Dla jego realizacji, poza aktywnością państwa, niezbędna była aktywizacja kapitału prywatnego. W nim bowiem widział Lubecki zasadniczą podwalinę pod wszelki rozwój społeczny.

Pierwszym krokiem było więc wydobycie majątków ziemskich z długów, czemu służyć miało powołanie dobrowolnego zrzeszenia właścicieli ziemskich (Towarzystwo Krajowe Ziemskie) w 1825 r.. Kolejnym, powołanie w 1828 r. Banku Polskiego, którego celem poza stricte bankowymi było kredytowanie inwestycji przemysłowych.

W optyce księcia ministra rolą państwa stało się uruchomienie procesu zmian, „ożywienie cyrkulacji”, które pobudzą przedsiębiorczość społeczeństwa. Rząd zajmował się więc inwestycjami w oparciu o sprowadzane do kraju nowe technologie, jakie zrodziła brytyjska rewolucja przemysłowa. Wydobyty z zapaści kapitał ziemski miał przejmować dostępne w kraju metody produkcji dla rozwijania nowych dziedzin i unowocześniania starych. Wsparciem dla budowy nowej gospodarki miał być też przemysł metalowy i wydobywczy, w który budżet państwa pod zarządem Lubeckiego zainwestował dziesiątki milionów złotych. Powstawały zakłady w Będzinie, Michałowie, Nietulisku, Sławkowie czy Starachowicach. Budowano nowe trakty i drogi, zaś Warszawa wzbogacała się o perły architektury klasycystycznej. Tworzenie tkanki industrialnej na nowym gruncie obliczone było na szereg lat, których niestety zabrakło.

Przerwana lekcja

Wybuchłe w listopadzie 1830 r. powstanie przerwało realizację planów księcia Lubeckiego. Sam minister starał się wprząc listopadową rewoltę w swoje plany polityczne i wykorzystać ją do likwidacji nadużyć oraz potwierdzenia zapisów konstytucyjnych dla Kongresówki od rosyjskiego satrapy. Jednak jego misja dyplomatyczna do cara w imieniu narodu polskiego, zakończyła się kompletnym fiaskiem.

Car uznał go za zdrajcę, podobnie zresztą jak kręgi patriotyczne w kraju zamroczonym wolnościowym i antyrosyjskim uniesieniem.

Sprzyjał temu lojalizm księcia i jego pragmatyczne podejście do polityki, które wykorzystane zostało do tworzenia czarnych legend o „ruskim ministrze” czy carskim pachołku. Wraz z likwidacją odrębności Królestwa Polskiego zakończyła się jego błyskotliwa kariera. Ostatnie lata swojego życia spędził w Petersburgu, gdzie zmarł dokładnie 168 lat temu.

Wspomnienie postaci Ksawerego Druckiego-Lubeckiego w czasie wzrastających niepokojów na wschodzie jest nieprzypadkowe.

Osoba księcia stanowi bowiem kapitalną ilustrację pragmatycznego stosunku do Rosji dziś jest on realizowany jest przez Wiktora Orbana czy znaczną część establishmentu niemieckiego.

Stosunku, którego dzisiaj w Polsce próżno szukać. Lubecki potrafił wykorzystywać uzależnienie od Petersburga do modernizacji kraju i pomnażania narodowego bogactwa. Dzisiaj będąc od Moskwy niezależnymi, przy pierwszej okazji poświęcamy swoje interesy, ustawiając się na linii strzału. Dokonania księcia Ksawerego pokazują wprost, że opcje zero-jedynkowe w polityce nie działają, a mimo to wciąż cieszą się dużym, zbyt dużym powodzeniem.