Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Ewa Strankowska, Tomasz Romanowski  2 kwietnia 2014

Romanowski, Strankowska: Chiny i Turcja wobec kryzysu krymskiego

Ewa Strankowska, Tomasz Romanowski  2 kwietnia 2014
przeczytanie zajmie 5 min
Romanowski, Strankowska: Chiny i Turcja wobec kryzysu krymskiego Twitter.com

W obliczu zaostrzania się sytuacji na Krymie kraje Zachodu zdają się przyjmować wobec Rosji coraz bardziej zdecydowane stanowisko. W związku z trwającym kryzysem dyplomatycznym warto przyjrzeć się postawie dwóch istotnych aktorów systemu regionalnego i światowego: Chinom oraz Turcji.

Polityka Pekinu

Chiny od początku bacznie obserwowały wydarzenia na Ukrainie, wstrzymując się jednak od przyjmowania jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. Wraz z zaostrzeniem sytuacji chińskie władze wyraziły zaniepokojenie w związku z intensyfikacją konfliktu, potępiły użycie przemocy oraz podkreśliły znaczenie integralności terytorialnej i suwerenności państw. Warto wspomnieć, że zasada ta stanowi podstawę chińskiej polityki zagranicznej, służąc także polityce wewnętrznej (a więc ma m.in. legitymizować pacyfikacje separatystów tybetańskich czy ujgurskich).

2 marca, w odpowiedzi na zgodę Rady Federacji Rosyjskiej na użycie wojsk na terytorium Ukrainy, chiński MSZ wyraził zaniepokojenie rozwojem wydarzeń, potępiając użycie siły oraz wzywając wszystkie strony do rozwiązania kryzysu w sposób pokojowy oraz zgodny z prawem. Zaznaczono także potrzebę zabezpieczenia praw i interesów wszystkich grup etnicznych na Ukrainie oraz przywrócenia porządku społecznego.

Wypowiedź ta została dobrze przyjęta przez Zachód, jednak jeszcze tego samego dnia nastąpiło swego rodzaju sprostowanie. Qin Gang, rzecznik prasowy chińskiego MSZ, w oświadczeniu po raz kolejny przywołał zasadę integralności terytorialnej, dodając jednak, że są powody, dla których sytuacja na Ukrainie wygląda tak, jak wygląda. Następnego dnia rzecznik rozwinął to stwierdzenie, informując, iż Chiny są świadome tego, że na złożoność kwestii ukraińskiego konfliktu mają wpływ różne czynniki historyczne i aktualne. Biorąc pod uwagę specyfikę chińskiej retoryki, mogło to zostać odczytane jako deklaracja cichego przyzwolenia dla polityki Putina. Kolejne oświadczenia Pekinu w zasadzie utrzymywane były w podobnym tonie: Chiny wyrażały nadzieję, że strony utrzymają pokojowe stosunki i rozwiążą problemy na drodze dyplomacji.

Stanowisko Chin nie uległo zmianie w obliczu referendum na Krymie i usankcjonowaniu przez władze rosyjskie wcielenia Półwyspu do Federacji Rosyjskiej.

Chiny co prawda były sygnatariuszem rezolucji RB ONZ, uznającej to referendum za niezgodne z prawem, jednakże podczas głosowania 15 marca wstrzymały się od głosu, argumentując, iż przyjęcie tego dokumentu wpłynie na zaostrzenie relacji między stronami. Decyzja ta zarówno przez Rosję, jak i przez Zachód została odebrana jako pozytywny sygnał: Władimir Putin podziękował Pekinowi za rozpatrywanie sytuacji w całościowym, historycznym kontekście, Zachód zaś zyskał argument świadczący o izolacji Rosji w społeczności międzynarodowej (która jako jedyna zawetowała rezolucję, blokując tym samym jej wejście w życie).

O co chodzi Chinom?

Chińska postawa jest na tyle niejasna, że pozostawia szerokie pole do interpretacji. Warto więc podjąć próbę odpowiedzi na pytanie: co warunkuje takie zachowanie Państwa Środka?

Radosław Pyffel, wybitny znawca tematyki azjatyckiej, wskazuje, iż działania Pekinu wpisują się w ogłoszoną przez Deng Xiaopinga „koncepcję 24 znaków”, określających zasady prowadzenia polityki zagranicznej. Ma ona być oparta na zachowaniu stabilnego otoczenia międzynarodowego, umożliwiającego przeprowadzenie reform, „niewychylanie się”,  ukrywanie własnych możliwości i wystawianie Rosji naprzeciw Zachodowi. Istotne jest tu wskazanie na swoistą ambiwalencję ChRL w stosunku do Rosji – z jednej strony Chiny chcą przeciwdziałać imperialnym działaniom Putina, których celem jest odrodzenie Wielkiej Rosji, z drugiej zaś państwo to jest naturalnym geopolitycznym i strategicznym sojusznikiem Chin, zwłaszcza jako przeciwwaga dla potęgi USA.

Biorąc dodatkowo pod uwagę stosunki gospodarcze Państwa Środka z Unią Europejską i USA, władzom w Pekinie nie opłaca się jednoznacznie popierać którejś ze stron.

Nawet jeśli obecne działania nie wynikają wprost z „koncepcji 24 znaków”, należy uznać, że idealnie się w nią wpisują. Chiny nie interweniują dyplomatycznie, zarazem bacznie obserwując przebieg wydarzeń.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż Chiny w tej części świata nie mają żywotnych interesów, nie mają też na tyle silnej pozycji, aby móc konkurować o wpływy z UE czy Rosją. Chińskie inwestycje na Ukrainie dopiero zaczęły się krystalizować, choć miały opiewać na niebagatelne kwoty (dla przykładu: projekt budowy portu głębinowego na Krymie wart 10 mld dol. czy udziały w spółce Urałkalij, jednym z największych producentów potasu na świecie), co może świadczyć o poważnych planach Pekinu względem Kijowa. Niemniej władze Państwa Środka rozumieją, że zaangażowanie w Ukrainie nie będzie się im politycznie opłacało. Tak jak w przypadku Syrii, ChRL pozostaje biernym graczem, swoje stanowisko sprowadzając do nawoływania o „pokojowe rozwiązanie sporu dyplomatycznymi środkami”, jawiąc się przy tym jako państwa dbające o międzynarodowy pokój i porządek.

Bardziej prawdopodobną wydaje się być teoria, zgodnie z którą Chiny, pozostając neutralne, skupiają się na polityce wewnętrznej, a jednocześnie „czekają na swój moment” w polityce międzynarodowej.

Pekin traktuje więc Krym jako sprawdzian reakcji światowej opinii publicznej w sytuacji naruszenia prawa międzynarodowego przez silne i zdecydowane państwo.

Informacja ta może okazać się przydatna decydentom kształtującym w przyszłości relacje z sąsiadami, szczególnie tymi, którzy roszczą sobie pretensje do terenów uznanych przez Chiny za własne.                                    

Polityka Ankary

Drugim aktorem, który odgrywa bardziej bezpośrednią rolę w kontekście konfliktu, jest Turcja. Dotychczasowe działania rządu w Ankarze były równie nieskuteczne, co wyrazy potępienia i sankcje nałożone przez kraje Zachodu na Rosję. Trudno nie odnieść wrażenia, że pomimo początkowych nadziei mediów rola Turcji w obecnej sytuacji na Krymie okazała się mało znacząca.

Ani znaczna siła floty tureckiej (115 okrętów względem 54 w rosyjskiej Flocie Czarnomorskiej), ani kontrola cieśniny Bosfor i perspektywa jej zamknięcia dla rosyjskich statków nie wpłynęły na postawę Federacji Rosyjskiej

O co chodzi Turcji?

Sytuacja dla Turcji jest o wiele trudniejsza niż dla Chin nie tylko ze względów geograficznych – na Krymie znajduje się bowiem duża mniejszość Tatarów krymskich (20% populacji – ok. 300 tys. mieszkańców), znajdujących się pod nieformalną turecką opieką polityczną za zgodą władz Ukrainy. Są oni dalekimi potomkami społeczności tworzącej na tym obszarze od XV do XVIII wieku Chanat Krymski, włączony następnie w skład carskiej Rosji. Zamieszkiwali Krym aż do 1944, kiedy z rozkazu Józefa Stalina zostali deportowani do republik radzieckich. Od 1991 stopniowo wracają z powrotem. Wraz z włączeniem półwyspu do terytorium Rosji sytuacja się komplikuje. Z jednej strony Władimir Putin zapewnił, że język tatarski będzie jednym z obowiązujących języków Krymu, a prawa mniejszości narodowych będą przestrzegane. Z drugiej strony napływa szereg niepokojących informacji: po dwóch tygodniach poszukiwań odnaleziono ciało skatowanego tatarskiego mężczyzny, który zaginął 3 marca, a rosyjscy deputowani z Krymu szykują się do przejęcia części ziem tatarskich, które weszły w ich posiadanie przez tzw. prawo zasiedzenia, a którego nowe władze nie uznają. Pierwsi tatarscy uchodźcy zaczynają szukać azylu w Polsce. Pomimo pozorów tolerancji i szacunku dla mniejszości tatarskiej, istnieją obawy, że chroniona przez Turcję społeczność stanie się obiektem prowokacji. Mogą one być inspirowane zarówno przez Rosję, jak i bardziej radykalnych salafitów i wahabitów (którzy również wchodzą w skład społeczności tatarskiej). Część z nich znajduje się aktualnie w Syrii, gdzie walczą jako najemnicy przeciw reżimowi Baszszara Al-Asada. Jeśli jednak zdecydują się przenieść walkę o wolność na terytorium Krymu, Rosja może łatwo, pod pretekstem walki z radykalnym islamem, ograniczyć prawa 300-tysięcznej mniejszości.

Problemem, który osłabia pozycję Turcji w dialogu z Federacją Rosyjską, jest zależność ekonomiczna od Rosji.

Jest ona drugim po Niemczech najważniejszym partnerem handlowym tego kraju (obecnie wymiana handlowa osiągnęła poziom 35 miliardów dolarów). Ponadto Ankara sprowadza aż 55% importowanego gazu właśnie od północnego sąsiada.

Tak wielka zależność od kraju, który jest w geopolitycznym rozumieniu rywalem Turcji, pozbawia rząd inicjatywy. Ponadto obecny premier R. Erdoğan podkreśla trwający szybki rozwój gospodarczy kraju, co dodatkowo może podsycać obawy w kręgach rządowych przed pogorszeniem ekonomicznych relacji.