Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Mateusz Mroczek  28 marca 2014

Mroczek: Żołnierz do wynajęcia

Mateusz Mroczek  28 marca 2014
przeczytanie zajmie 6 min
Mroczek: Żołnierz do wynajęcia flickr

W powszechnej świadomości zjawisko najemników walczących w konfliktach zbrojnych z pobudek czysto ekonomicznych kojarzy się z minionymi dziejami wojen w państwach postkolonialnych. W rzeczywistości jednak mamy obecnie do czynienia z prawdziwym renesansem najemnictwa – w nowym, zglobalizowanym i świetnie zorganizowanym wydaniu. Niezmiennie jednak groźnym – także w kontekście wydarzeń na Ukrainie.

Październik, 2007 rok. W zamachu bombowym na jednej z ulic w Bagdadzie zostaje ranny polski ambasador w Iraku, ginie jeden z ochraniających go funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Na miejscu wybuchu jako pierwszy pojawia się helikopter należący do nieznanej nikomu w Polsce firmy Blackwater, z pracującymi dla niej uzbrojonymi ochroniarzami, którzy zabezpieczają teren i natychmiast ewakuują rannych do szpitala. Dzięki sprawnej akcji, w którą zaangażowani byli ex-żołnierze amerykańskich jednostek specjalnych udało się uniknąć większej tragedii. Jak to możliwe, że skuteczną interwencję, o charakterze typowym dla profesjonalnych, zawodowych żołnierzy, mogli przeprowadzić cywilni pracownicy opłacani przez całkowicie prywatną korporację?

Od początku dziejów ludzkości, nierozłącznie związanych z konfliktami zbrojnymi, mieliśmy do czynienia z jednostkami, które w działaniach wojennych upatrywały okazji do zysku. Jeszcze do końca lat ‘80 ubiegłego wieku określaliśmy ich mianem najemników. W okresie zimnowojennym najczęściej były to słabo zorganizowane grupy opłacanych bojowników, które niechlubnie zapisały się w historii, m.in. podczas wojen w afrykańskich państwach postkolonialnych. Nie stanowili oni zorganizowanych podmiotów o zasięgu globalnym, a raczej “podręczną” pomoc militarną dla watażków upadłych państw, w których prowadzono działania militarne.

Przełomem był upadek ZSRR, kiedy to dotychczasowe doktryny wojenne z dnia na dzień uległy dezaktualizacji, a na geopolitycznej scenie zaistniały nowego rodzaju zagrożenia związane z konfliktami lokalnymi – takimi jak wojna w Jugosławii, a w późniejszym okresie także w Iraku i Afganistanie. Przyniosły one ze sobą nowe wyzwania dla armii, które musiały dostosować się do prowadzenia tzw. konfliktów asymetrycznych (partyzanckich), w których przeciwnikiem może stać się każdy obywatel zdolny chwycenia za karabin, a w miejsce pocisków miotanych przez czołgi przeciwnika pojawiły się improwizowane ładunki wybuchowe (tzw. IED) konstruowane metodami chałupniczymi. Kraje NATO postawiły więc na wyspecjalizowane jednostki ekspedycyjne, wyszkolone do prowadzenia operacji specjalnych oraz długotrwałych działań stabilizacyjnych w zajmowanych krajach, co wymaga zapewnienia odpowiedniego zaplecza logistycznego. Na drugim biegunie, charakter misji wojennych zakładający wyswobodzenie danego państwa spod reżimu, jak w przypadku Iraku czy też walka z siedliskiem międzynarodowego terroryzmu w Afganistanie, wymógł na państwach interweniujących konieczność zapewnienia stabilizacji i odbudowy po zakończeniu głównych działań militarnych. Odtworzenie infrastruktury, szkolenie nowych jednostek sił bezpieczeństwa, ochrona kluczowych instalacji i inwestycji – to zdania do których armie nie zostały stworzone, a ich realizacja przez organy państwa pociągałaby za sobą ogromne koszta.

W tym właśnie miejscu pojawiła się szansa dla najemników nowej generacji – świetnie zorganizowanych międzynarodowych korporacji – Prywatnych Firm Wojskowych (Private Military Companies – PMC) i Prywatnych Firmach Ochroniarskich (Private Security Companies – PSC), z których usług zaczęły korzystać szczególnie Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania – początkowo na małą skalę w Jugosławii, by później transferować na ich konta miliardy dolarów w ramach wynagrodzenia za kontrakty realizowane na terenie Iraku i Afganistanu, tym samym przyczyniając się ogromnego rozwoju tego rynku, dziś ocenianego na ponad 200 miliardów dolarów rocznie. PMC, w odróżnieniu od opłacanych awanturników z lat 60. i 70., są oficjalnie funkcjonującymi firmami, płacącymi podatki i zatrudniającymi na kontraktach byłych żołnierzy elitarnych oddziałów specjalnych jak NAVY Seals czy GROM, którzy po przejściu do sektora prywatnego określani bywają mianem “kontraktorów”. Oficjalnie do zadań realizowanych przez te podmioty nie należy uczestnictwo w bezpośrednich działaniach wojennych, które nadal zarezerwowane są dla zawodowych armii. Mimo to spektrum działań korporacji wojennych jest dość szerokie i obejmuje m.in. wywiad oraz ochronę kontrwywiadowczą, ochronę osób i mienia należącego do państw i firm zachodnich, szkolenie armii oraz innych służb bezpieczeństwa, a także rozminowywanie, usługi transportu lotniczego i innego rodzaju zabezpieczenia logistycznego armii.

Outsourcing usług wojskowych, poza pozytywami, takimi jak racjonalizacja kosztów prowadzenia wojny czy też odciążenie żołnierzy od dodatkowych obowiązków, niesie jednak za sobą wiele zagrożeń ujawniających się na różnych płaszczyznach, które w przyszłości mogą mieć duży wpływ na międzynarodowe bezpieczeństwo. Kontraktorzy jako pracownicy prywatnych firm nie podlegają przepisom konwencji wojennych, nie przysługują im prawa kombatantów czy też jeńców w razie pojmania, a w przypadkach łamania przez nich prawa egzekwowanie odpowiedzialności pozostaje w sferze fikcji. Znacznie utrudnione, w porównaniu do przewinień dokonywanych przez zawodowych żołnierzy, staje się obciążenie rządów państw polityczną odpowiedzialnością za działalność takich korporacji; są one przecież niezależnymi, prywatnymi podmiotami.

Mimo to w ostatnich latach do światowych mediów przebiły się kilkukrotnie informacje o nadużyciach firm PMC, w tym szczególnie związanych z działalnością amerykańskiej firmy Blackwater (obecnie Xe Services) w Iraku. Pod presją opinii publicznej wprowadzono nowe procedury, a także nałożono na kontraktorów dodatkowe wymagania wynikające z umów z rządem USA. Poza ogólnym zbiorem zaleceń zawartych w tzw. Dokumencie z Montreux nie powstały jednak żadne wiążące, międzynarodowe regulacje sankcjonujące funkcjonowanie korporacji wojskowych, a istniejące od kilkudziesięciu lat przepisy konwencji wojennych w żaden sposób nie obejmują swoim zasięgiem ich działalności. Na ten moment względną stabilizację stosowania tego rodzaju sił zapewnia fakt, iż są to zazwyczaj podmioty pochodzące z państw zachodnich, w których istnieje silna kontrola społeczna i medialna sfery militarnej.

Zagrożenie stanowi jednak rozwój prywatnych firm wojennych w państwach, które takiej kontroli są pozbawione. Możliwość wykorzystania wyspecjalizowanych i świetnie uzbrojonych jednostek, które mogą wykonywać operacje w oderwaniu od jakiegokolwiek powiązania z państwem wysyłającym, być może oficjalnie ochraniając jego zasoby w innych krajach, a de facto destabilizując i niszcząc lokalne struktury państwowe i społeczne, szczególnie w tzw. krajach upadłych, może stanowić zachętę dla niektórych reżimów do budowania własnych korporacji wojennych. Władimir Putin już w 2012 roku zapowiedział tworzenie rosyjskich PMC, które według niego mogłyby świadczyć usługi w zakresie ochrony interesów i obiektów rosyjskich poza granicami Federacji Rosyjskiej. Jak podaje Rzeczpospolita (http://www.rp.pl/artykul/1090935.html), z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, iż pierwszymi jednostkami, które zostały przerzucone na Krym były oddziały Svarog – jednej z nowopowstałych rosyjskich korporacji wojennych. Spodziewać się można także, iż duża część tzw. samoobrony Krymu lub podobnych prorosyjskich bojówek organizujących się na wschodzie Ukrainy tworzona jest przez działających na zlecenie rosyjskiego rządu kontraktorów, których zdaniem jest destabilizacja i organizacja prowokacji. W pewien sposób ułatwia to odsunięcie od rosyjskiego rządu odpowiedzialności za tego typu operacje.

Nie wróży to dobrze krajom sąsiadującym z Rosją, szczególnie grupie państw bałtyckich, które po rozprawieniu się z Ukrainą, mogą stać się kolejnym etapem na drodze do odbudowy Wielkiej Rosji. Prawdopodobnie nie będziemy mieli już do czynienia z obrazkami znanymi z Krymu, na których pojawili się świetnie uzbrojeni żołnierze w mundurach bez dystynkcji, natomiast łatwo sobie wyobrazić przerzucanych do Łotwy czy Estonii profesjonalnych prowokatorów organizujących prorosyjskie ruchy żądające ochrony Federacji Rosyjskiej.

Ciekawe w tym kontekście mogą być także informacje podawane przez niektóre rosyjskie media, o tym, iż na ulicach Doniecka widziano uzbrojonych pracowników zachodnich PMC, którzy ochraniali strategiczne rządowe obiekty. Jeśli nie jest to wyłącznie element propagandy i maskowania własnych poczynań, możemy mieć do czynienia z sytuacją, w której w sąsiadującym z Polską państwem światowe mocarstwa będą walczyły o swoje interesy rękami prywatnych firm wojennych. Wydaje się więc, że do rejonów działania tego rodzaju podmiotów, którymi były dotychczas odległe państwa Bliskiego Wschodu i Afryki, dołącza właśnie znajdująca się zaraz za naszymi granicami Ukraina.

Jakie są więc polskie doświadczenia w tej dziedzinie?

Polski outsourcing w sferach militarnych, w porównaniu do USA lub Wielkiej Brytanii, ma jak na razie bardzo ograniczony zasięg, a w ramach rządowych kontraktów opiera się praktycznie jedynie na zlecaniu usług ochrony baz wojskowych i mienia należącego do Wojska Polskiego. W naszej sytuacji geopolitycznej szersze zastosowanie usług takich podmiotów nie wydaje się być szczególnie uzasadnione, być może poza przypadkami ochrony polskich placówek dyplomatycznych położonych w niestabilnych krajach. Bardzo prawdopodobne jest jednak, iż polskie przedsiębiorstwa prowadzące inwestycje w różnych, także niebezpiecznych, regionach świata korzystają z usług takich firm jak Xe Services lub DynCorp.

Osobnym aspektem jest fakt angażowania się w działalność tego rodzaju podmiotów byłych żołnierzy polskich jednostek specjalnych – GROM-u lub JWK z Lublińca, którzy w zamian za wysokie wynagrodzenie oferują korporacjom PMC swoje świetne wyszkolenie i doświadczenie w akcjach prowadzonych w niestabilnych regionach świata. Dokładne liczby dotyczące udziału Polaków w tego typu przedsięwzięciach nie są oficjalnie dostępne, wiemy jednak o kilku przypadkach utraty życia przez naszych obywateli podczas działań korporacji wojennych w Iraku i Afganistanie.

Z pewnością czeka nas nieunikniony rozwój firm oferujących swoje usługi na rynku prywatnych usług militarnych, który będzie obejmował coraz to nowe sfery, dotychczas zarezerwowane dla państwowych armii. W sytuacji gdy tego rodzaju podmioty zaczynają być wykorzystywane także przez państwa agresywne w celu destabilizacji innych krajów, konieczne jest przyjęcie ponadnarodowych regulacji dotyczących dopuszczalnego zakresu funkcjonowania PMC oraz ustanowienie nad nimi skutecznego nadzoru. Niewykluczone, że w przyszłości obudzimy się w rzeczywistości, w której wojny prowadzić będą prywatne armie, wybrane przez rząd w oficjalnych przetargach.