Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Musiałek  21 marca 2014

Musiałek: Społeczeństwo jak Putin

Paweł Musiałek  21 marca 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Musiałek: Społeczeństwo jak Putin sheboyganpress.com

Kryzys krymski jest w zasadzie zgodnie oceniany jako przełom w postrzeganiu polityki Władymira Putina. Dla Polaków rosyjska aneksja Krymu jest najbardziej dobitnym potwierdzeniem imperialnych planów Kremla, o których znacząca część opinii publicznej w naszym kraju wiedziała nie od wczoraj.

Krym ostatecznie dowodzi, że postrzeganie polityki Moskwy jako ekspansywnej nie wynika z antyrosyjskich fobii części elit politycznych w Polsce ani w innych krajach i jest niezależne od naszego nastawienia wobec Putina. W Europie agresja rosyjska jest z kolei końcem złudzeń co do możliwości „europeizacji” Rosji. Złudzeń, które zrodziły się po zakończeniu zimnej wojny i które podtrzymywano ze zmiennym natężeniem przez ostatnie dwie dekady. Otrzeźwienie niekoniecznie musi pociągać realne sankcje – i prawdopodobnie ich nie przyniesie – ale z pewnością urealni perspektywę oceny Władymira Putina.

Zatrzymanie analizy aneksji Krymu i destabilizacji Ukrainy na poziomie oceny polityki rosyjskiego prezydenta jest jednak dalece niewystarczające. Kryzys krymski dowiódł bowiem czegoś nie mniej istotnego. Agresywna polityka Putina spotkała się nie tylko z przyzwoleniem, ale nawet aprobatą rosyjskiego społeczeństwa. Badania opinii publicznej wskazują, że zdecydowana większość Rosjan popiera działania Kremla wobec Ukrainy. Według Centrum Lewady, 58% Rosjan akceptuje wprowadzenie wojsk rosyjskich na Krym oraz do innych regionów Ukrainy (26% jest przeciwnych), a 54% uważa ten krok za legalny. Według WCIOM (Russian Public Opinion Research Center) 91% Rosjan opowiedziało się za przyłączeniem Krymu do Federacji Rosyjskiej, a 86% postrzega półwysep jako terytorium rdzennie rosyjskie. Działania Rosji w sprawie Ukrainy sprawiły ponadto, że w ciągu ostatnich tygodni poparcie społeczne dla Putina wzrosło do poziomu 71,6%, co jest najwyższym wynikiem notowanym w trakcie obecnej kadencji.

Powyższe dane jasno pokazują, że tradycyjnie stosowany podział na imperialne rosyjskie elity i zdystansowane lub obojętne wobec władz społeczeństwo jest sztuczny. To rozróżnienie było szczególnie często stosowane w Polsce przez tych, którzy nie zamykali oczu na prawdziwe oblicze rosyjskiej polityki, a jednocześnie nie chcieli być uznawani za rusofobów. Stąd często podkreślali, że krytyka rosyjskich władz nie ma nic do rzeczy z oceną Rosjan, a już szczególnie ich kultury. W tym kontekście przytaczano rosyjską literaturę, sztukę, balet i inne wspaniałe wytwory wysokiej kultury, które nie zostały „zaczadzone” zachodnią dekadencją. Mówiono, że jest inna Rosja, którą trzeba dostrzec i docenić. I że czas gra na korzyść Zachodu – z jednej strony wypłukuje postradzieckie resentymenty, a z drugiej tworzy zręby społeczeństwa obywatelskiego.

Oczywiście intencje, jakie stały za utworzeniem tego podziału, były wielkoduszne. Nie zmienia to jednak faktu, że okazał się on nieprawdziwy. Owszem, „inna” Rosja istnieje, ale jeszcze długo, bardzo długo będziemy czekać, aż stanie się miejscem powszechnie zamieszkałym. Krym dowiódł, że Nawalny, Bukowski, „Memoriał”, a także Twitter i Facebook nie zmieniły oblicza Rosjan, a przynajmniej nie w znaczącej skali. Zdecydowana większość z nich popiera działania Kremla wobec Ukrainy, co dowodzi, że wciąż żywe w Rosji są sentymenty imperialne i umacniany od lat mit konieczności powrotu do jedności świata rosyjskiego. Aneksja Krymu ma w tym kontekście wymiar symboliczny. Po raz pierwszy od upadku ZSRR Rosja powiększyła, a nie pomniejszyła swoje terytorium. Tym samym stanowi to symbolicznie prawdziwy koniec okresu „wielkiej smuty”, rozpoczętego upokarzającą porażką w zimnowojennej rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi.

Wniosek jest bardzo pesymistyczny. O ile dla państw Zachodu jakiekolwiek siłowe rozwiązanie politycznych problemów poza obroną własnego kraju oznacza duży koszt dla decydentów, o tyle w Rosji to „ofensywna” polityka przynosi społeczne poparcie. Tym samym Kreml otrzymuje nie tylko „zielone światło”, ale wręcz zachętę do dalszej ekspansji. Niestety pewnie niedługo przyjdzie nam czekać na kolejną jej odsłonę.