Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Rafał Gawlikowski  15 marca 2014

Gawlikowski: Zafałszowaliśmy historię chłopców z lasu?

Rafał Gawlikowski  15 marca 2014
przeczytanie zajmie 5 min
Gawlikowski: Zafałszowaliśmy historię chłopców z lasu? opole.pl

Marzec zawsze skłania do refleksji na temat polskiego podziemia antykomunistycznego. Od kliku lat dzięki prezydentowi Komorowskiemu upamiętnienie antykomunistycznych partyzantów ma odpowiednią oprawę. Wydawałoby się, że pomnikowy obraz żołnierzy wyklętych jest niekwestionowany. Z tego historycznego letargu stara się wybić czytelnika Anna K. Kłys – doświadczona dziennikarka, którą rodzinna historia zmusiła do napisania „Brudnych Serc„.

Perspektywa, z której Kłys pokazuje podziemie i ubeków może być zaskakująca dla polskiego czytelnika przyzwyczajonego do zakłamanej historiografii PRL-u lub pomnikowej prawicowej publicystki historycznej. Tych pierwszych (ich już jest chyba naprawdę nie wielu – wydaje się, że pomnikowy obraz polskiego podziemia przebił się już do mainstreamu) może przyciągnąć podtytuł książki („Jak zafałszowaliśmy historię chłopców z lasu i ubeków”), który zdawałoby się przygotowuje czytelnika do zrelatywizowanego obrazu historii Polski powojennej. Tutaj jednak pewne zaskoczenie(poczucie zaskoczenia będzie towarzyszyć czytelnikom przez całą lekturę) autorka nie odwraca ról. Nie zmienia katów w bohaterów, a bohaterów w oprawców.  Czytelnika prawicowego może zachęcić do lektury pozytywna rekomendacja prof. Antoniego Dudka, natomiast obraz podziemia odbiega od narracji promowanej przez polską prawicę. Autorka nie dokonuje całościowej oceny i syntezy działań antykomunistycznego podziemia. Skupia się na losach pojedynczych bohaterów, których życie było na tyle zawiłe i skomplikowane, że nad ich bohaterską „walką” należy postawić duży znak zapytania.

Autorka od początku wyznacza główną oś całego sporu z jednej strony stawiając chłopca z lasu – Stanisława Cichoszewskiego, a z drugiej bezwzględnego ubeckiego kata – Jana Młynarka.  Jednak początek całej tej historycznej układanki nie jest tak czarno-biały jak mogłoby się wydawać.

Mamy rok 1945, Staszek i Janek rozpoczynają służbę w MO.  Zaczynali tak samo, razem służyli w jednej formacji policyjnej. Wydawałoby się, że ich serca biły tym samym ideologicznym rytmem. Nic nie zapowiadało ich spotkania, które nastąpiło 9 grudnia 1946 roku w jednym z podpoznańskich lasów. Świadkiem tego był ks. Hieronim Lewandowski-kapelan więzienia przy ulicy Młyńskiej. Z jednej strony bohater Staszek z zawiązanymi oczami, przywiązany do jednego z drzew, z drugiej Jan Młynarek – dowódca plutonu egzekucyjnego UB. Między nimi śpiew ptaków, zapach lasu i głuche: „Cel! Pal!”

Staszek ma szare oczy, blond włosy zaczesane do tyłu, pociągłą twarz. Pochodzi z wielodzietnej rodziny. Zaraz po wojnie poślubił swoją jedyną miłość – Irenę. Po zakończeniu wojny w Polsce Ludowej nastąpił nieokiełznany wybuch namiętności, miłości i erotyzmu. Młodzi stłamszeni przez wojnę, wyniszczeni przez nieludzki konflikt mogli wreszcie zrzucić z siebie odpowiedzialność za Ojczyznę, walkę i męczeństwo. Mogli zająć się swoimi emocjami i pozwolić rozkwitać swoimi uczuciom.  Z drugiej strony spragnieni nie koniecznie miłości, a raczej poczucia erotycznej dominacji byli sowieccy wyzwoliciele.  Skala gwałtów była niewyobrażalna i nieludzka zarazem. Głównymi ofiarami radzieckich oprawców były Niemki, które zostały w swoich domach po wysyłaniu swoich synów, ojców, mężów, a w końcowej fazie i swoich dziadków( We wrześniu 1944 po ogłoszeniu przez Hitlera Volkssturmu zmobilizowani zostali wszyscy mężczyźni w wieku 16-60 lat, a w późniejszych miesiącach nawet starsi). Niemieckie kobiety zostały same i stały się łatwą „zdobyczą wojenną” dla radzieckiej dziczy.

Jest sierpień roku 1945, Staszek jest na jednym z rutynowych patroli, podczas którego towarzyszy mu porucznik UB. Panowie spotykają radzieckiego żołdaka, który próbuje rozpaczliwie zdobyć swoją zasłużona w jego mniemaniu zdobycz wojenną w postaci młodej szamotającej się dziewczyny. Staszek interweniuje, zaczyna się szarpanina. Podczas tego całego ambarasu – pada strzał, pada Rusek. W tym momencie zaczyna się historia Staszka Ak-owca. Staszek przyznaje się do winy, zostaje skazany na 3 lata więzienia. Podczas drogi do poznańskiego więzienia udaje mu się ucięć. Od września 1945 do czerwca 1946 Staszek ukrywa się. Nagle pojawia się dla niego szansa, ostatnia szansa w jego życiu – w Górsku spotyka partyzantów. Po latach PRL będzie mógł zostać zaliczony już w wolnej Polsce do zaszczytnego grona Żołnierzy Wyklętych, mimo, że nigdy zapędów patriotyczno-powstańczych nie wykazywał. Wręcz przeciwnie chciał sobie ułożyć życie w nowej rzeczywistości, w nowej roli – funkcjonariusza milicji. Po dwudziestu pięciu godzinach swojej partyzantki Staszek ma okazję się wykazać – jest pierwsza akcja. Szef grupy – Czesiu planuje atak na posterunek MO w Włoszakowicach. Żołnierze wyklęci głośnio pukają do drzwi sołtysa, która ma ich zaprowadzić na posterunek, rozpoczyna się dramatyczna w skutkach dla Staszka akcja. Staszek zostaje ranny, udaje się mu się przez jakiś czas ukryć, ale i tak wpada w ręce aparatu bezpieczeństwa. Sąd wymierza najwyższy wymiar kary.  Historia Staszka-partyzanta rozpoczęła i zakończyła się w podpoznańskim lesie.

Jan Młynarek z pewnością nie był zatwardziałym komunistą. Nie wykazywał specjalnego zainteresowania doktryną marskizmu-leninizmu, o co niejednokrotnie mieli pretensje jego przełożeni, za to posiadał inną zaletę z perspektywy UBP, nieludzką bezwzględność, której trudno mu odmówić. Jest lato roku 1945, Młynarek dostaje długo oczekiwany awans. Piętnastego sierpnia zostaje naczelnikiem aresztu wewnętrznego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu. Wraz z awansem Jan otrzymuje inny wyznacznik prestiżu społecznego – nowe mieszkanie, które się stanę jego przekleństwem i przez które zakończy swoją służbę w odbudowie nowej „demokratycznej” Polski Ludowej. W jednej z wielu skarg do przełożonych pisał: „W obecnym mieszkaniu piwnicy nie posiadam, co zmusza mnie do przechowywania węgla itp. przedmiotów w pokoju”. Absurdem jest fakt, że główną bolączka Janka jest niewygodne mieszkanie biorąc pod uwagę, iż w 1946 roku został on dowódcą plutonu egzekucyjnego. Jego podpis pod protokołami wykonywania kary śmierci w latach 1946-1948 widnieje przynajmniej 76 razy.  Trudno znaleźć jakiś fragment w biografii Młynarka, który by wskazywał na jego żal czy skruchę. Po odejściu ze służby, pod koniec lat 40  Jan rozpoczyna prace w przemyśle mlecznym. Jego jedyną obawą, która towarzyszy mu do końca jego dni jest tzw. lojalką w której Młynarski zobowiązuje się do nieujawnienia wszelkich okoliczności związanych ze służba w organach bezpieczeństwa PRL. Młynarek nigdy nie ujawnił miejsca egzekucji w podpoznańskim lesie których dokonał przynajmniej siedemdziesiąt sześć, w tym egzekucji byłego milicjanta Stanisława Cichoszewskiego. Zabrał swoją tajemnicę do grobu.

Pamięć narodowa jest sumą skleroz wszystkich obywateli. Skleroz prawdziwych, wynikających z wieku, i skleroz mentalnych. Różnych wyparć, dysonansów poznawczych, czasem wsypu, częściej strachu. – takimi słowami zaczynają się Brudne Serca Anny K. Kłys.
Trudną ocenić czy jesteśmy w stanie jakieś zbiorowej sklerozy. Z pewnością nie do końca poznaliśmy jeszcze historię chłopców z lasu i ubeków.  Brudne serca to nie tylko Staszek i Janek, to historia całej masy przypadkowych żołnierzy wyklętych, prymitywnych i banalnych w swej konstrukcji uboli, młodych milicjantów wpadających w konfliktowe sytuacje z radzieckimi żołnierzami. Jest to również historia tysięcy Polek i Niemek wznoszących niemi niesłyszalny krzyk gwałconych ciał i dusz. Straszna, odrażająca historia powojennej Polski borykającej się z wszelkimi problemy. Autorka jednocześnie postawiła wyraźnie granicę między oprawcami, a chłopakami z lasu. Tylko tych pierwszych ubrała w Arendtowską maskę banalności zła, a tych drugich zrzuciła z pomników.