Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Europa zbroi Rosję

przeczytanie zajmie 5 min
Europa zbroi Rosję flickr

Od 2003 roku budżet sił zbrojnych Rosji miał zwiększyć się o 113 procent. Po konflikcie w Gruzji Kreml zdecydował się na dalszą restrukturyzację armii, w tym wprowadzenie nowej doktryny wojennej zorientowanej na konflikty regionalne. Jak będzie wyglądać armia rosyjska w perspektywie 10 lat?

Wydaje mi się, że ten wzrost wydatków wyniósł znacznie więcej niż 113%. Pamiętam, że środki przeznaczane na armię w okolicach 2003 r. wynosiły ok. 10 mld dolarów, dziś są to już kwoty rzędu 70/80 mld dolarów. Nawet biorąc pod uwagę osłabienie dolara, to ten wzrost i tak robi ogromne wrażenie.

Jeśli chodzi o efektywność armii rosyjskiej, eksperci dostrzegają postępujący wzrost zdolności do skutecznego podejmowania działań wojennych na przestrzeni ostatnich lat. Wspomniany przez Pana konflikt gruziński stanowił jakościowy krok naprzód, choćby w porównaniu z wojnami czeczeńskimi, nawet po uwzględnieniu różnych potencjałów technologicznych obu przeciwników (armia gruzińska w porównaniu z czeczeńską partyzantką). Po jego zakończeniu byliśmy świadkami inicjacji przez Rosję gwałtownych reform w armii, które miały miejsce szczególnie w latach 2008-2011. Z jednej strony nastąpił wzrost wydatków przeznaczanych na wojsko, z drugiej zaś doszło do „spłaszczenia” struktur armii rosyjskiej. Położono większy nacisk na szkolenie oraz zdolności do szybkiego reagowania i wchodzenia w stan gotowości bojowej.

W perspektywie najbliższych 10 lat na pewno będziemy świadkami dalszej modernizacji armii rosyjskiej. Prawdziwym wyzwaniem będzie zapewnienie strategicznej mobilności, czyli szybszego przerzutu oddziałów z jednego końca Rosji na drugi, biorąc pod uwagę rozległość kraju. Należy zauważyć również, że kończy się już etap uzbrojenia rozwijanego na bazie sprzętu pochodzącego z czasów radzieckich. Z tego też powodu musimy spodziewać się wdrażania w najbliższych latach nowych rodzajów uzbrojenia. Póki, co nie wiemy jednak, jaki będą miały one potencjał i możliwości. Jako przykłady można wymienić choćby nowe samoloty wielozadaniowe piątej generacji czy nowy rewolucyjny czołg o nazwie Armata. Nie wiemy jak szybko i jak skutecznie ten nowy sprzęt zostanie wprowadzony. Co więcej, jeśli te zmiany nie przyniosą oczekiwanych efektów, to możemy spodziewać się zahamowania dalszych reform.

Na koniec sprawa rosyjskiego przemysłu – sektor zbrojeniowy jest ociężały i jeżeli w tej kwestii nie nastąpią jakieś poważne reformy, to będzie on na pewno stanowił czynnik hamujący wprowadzane reformy, zwiększając ich koszty. Kolejna sprawą jest czynnik demograficzny. W ciągu 10 lat Rosjanie mogą zderzyć się z trudnościami związanymi z naborem rekrutów do armii, wynikającymi z postępującej demograficznej zapaści kraju. Kreml dążyć będzie również do zmiany charakteru swojej armii – od modelu masowego do stopniowej elitaryzacji sił zbrojnych i ich uzawodowienia.

Zgodnie z przyjętymi założeniami państwa NATO powinny przeznaczać obowiązkowo 2% swojego PKB na armię (a większość państw i tak tego nie robi). Czy takie środki są wystarczające do skutecznego przeciwstawienia się Rosji w przypadku potencjalnego konfliktu?

Gdyby Państwa Sojuszu wydawały na obronność zalecane 2%, uważam, że mogłyby zupełnie skutecznie stawić czoła ewentualnemu rosyjskiemu zagrożeniu. Obecnie jednak tak nie jest. Istnieją państwa, które na swoją armię przeznaczają od 0,7%-0,8% swojego PKB. Są to środki śmieszne, świadczące wręcz o krótkowzroczności tych krajów i chęci „jazdy na gapę” dzięki zdolnościom zapewnianym przez innych. Dotyczy to w szczególności takich naszych sąsiadów jak Litwa i Łotwa, których przecież może dotknąć rosyjska agresja. Z drugiej strony w naszym regionie chlubnym wyjątkiem jest Estonia, która wydaje 2 % i robi wszystko, żeby wydawać je efektywnie.

Jednocześnie nie wierzę w skuteczność politycznych środków. Nie wierzę w to, że kolejne nakazy czy deklaracje zmotywują państwa do zwiększenia tych wydatków. Należałoby zwrócić się raczej do tych krajów, w których naturalnym interesie jest zwiększenie środków na armię i uzmysłowić im, że ten wzrost wpłynąłby pozytywnie na realizację ich narodowych celów, a brak tychże środków może pociągnąć za sobą konsekwencje bardziej bolesne niż pieniądze wydane na zbrojenia.

Czyli w najbliższych latach nie należy spodziewać się zwiększania środków przeznaczonych na armię wśród państw NATO?

Zmienić ten stan mogłaby tylko niesamowita eskalacja konfliktu na Ukrainie, który rozlałby się na kolejne państwa regionu. W innym wypadku ten trend nie zostanie odwrócony.

Jakie dla Polski znaczenie ma fakt sprzedaży broni do Rosji przez takie kraje jak choćby Francja, od której Rosjanie kupili dwa okręty Mistral za ponad 1,7 mld euro z opcją zakupu kolejnych dwóch. Powinniśmy postrzegać to w kategoriach biznesowych, czy raczej traktować jako problematyczną kwestię, której należy przeciwdziałać?

Jest to oczywiście rzecz niezwykle problematyczna. Należy zauważyć, że w przypadku okrętów Mistral mamy do czynienia ze sprzedażą sprzętu, który podnosi mocno zdolności ofensywne rosyjskiej armii, będąc jednocześnie uzbrojeniem, którego nasz wschodni sąsiad nie byłby w stanie sam wyprodukować.

Mówimy teraz o wielkich kontraktach, ale zapominamy o elementach może mniej prestiżowych, ale również niezwykle istotnych. Dla przykładu Niemcy stworzyli centrum szkoleniowe dla rosyjskich sił lądowych, służące do realizacji reform rosyjskiej armii, o których mówiliśmy wcześniej. Podpisano także porozumienie na poziomie ministerialnym na podstawie którego rosyjscy oficerowie szkoleni są przez Bundeswehrę. Są to więc z pewnością działania, które muszą budzić nasz niepokój.

Czy w tych okolicznościach możliwe jest odgórne ograniczenie handlu z Rosją na poziomie NATO?

Wydaje mi się to niemożliwe. Dopóki nie pojawi się wola polityczna poszczególnych państw nie mamy co liczyć na zaprzestanie takich transakcji. Odgórne obostrzenia nic tu nie dadzą.

Jak w tych okolicznościach powinna wyglądać planowana reforma polskiej armii. Zakładane środki finansowe robią bowiem wrażenie. W jaki konkretnie sprzęt powinniśmy zainwestować?

Będąc konkretnym, mowa tu o 120-140 mld zł w przeciągu 10 lat. Przede wszystkim należałoby zreformować sam system planowania tych zakupów. Obecnie to poszczególne rodzaje sił zbrojnych same przygotowują dla siebie propozycje sprzętu do zakupienia, co nie jest najlepszym rozwiązaniem pod kątem armii jako całości.

W perspektywie długoterminowej należy w pierwszej kolejności skupić się na rozbudowie naszych zdolności przemysłowych, szczególnie w tych obszarach, które są konieczne do zachowania na terenie kraju z uwagi na bezpieczeństwo dostaw, a także w takich, w których będzie on w stanie osiągnąć konkurencyjność na innych rynkach. Jeśli chcemy przygotować się do konfliktu w krótkim okresie to możemy tylko rozwijać już istniejące moce produkcyjne, przyspieszać już funkcjonującą produkcję, skupić się na serwisowaniu, remontach oraz produkcji części zamiennych, ponieważ w krótkim okresie nie będziemy w stanie wprowadzić do użytku nowych rodzajów uzbrojenia dla naszych sił zbrojnych.

Jednym z pierwszych priorytetów powinna być na pewno obrona powietrzna. Jeśli chodzi o sprzęt pancerny to w ostatnim czasie zapadła decyzja o zakupie brygady czołgów Leopard, którą krytykowałem z uwagi na jej sprzeczność z deklaracjami budowy narodowego programu pancernego w oparciu o krajowe zdolności. Mimo pewnych wątpliwości, uważam ją za w gruncie rzeczy słuszną. Biorąc pod uwagę pogarszającą się sytuację za wschodnią granicą, jest już jednak mniej krytyczny. Wcześniej należałoby zająć się całkiem prozaicznymi kwestiami jak uzupełnienie zapasów amunicji, zakupem radarów, systemu obrony powietrznej krótkiego zasięgu. Należałoby również rozwijać już uruchomioną produkcję nowoczesnych systemów artyleryjskich.

Na koniec chciałbym zapytać się o charakter jaki powinna przybrać nasza armia. W niedawnym wywiadzie dla Polski The Times, Romuald Szeremetiew proponował koncepcję kilkusettysięcznej obrony terytorialnej jako uzupełnienie armii zawodowej.

W Narodowym Centrum Studiów Strategicznych pracujemy obecnie nad instrumentami gier wojennych, które pomogą nam całościowo ocenić to zagadnienie, ponieważ w tym momencie wróżenie na temat kompozycji sił zbrojnych opierałoby się bardziej na intuicji niż twardych danych.

Zgadzam się natomiast z tym, że należy zreformować system uzupełnienia rezerw osobowych ale, jeśli już mam dzielić się swoim „widzimisię” to nie sądzę, że powinna to być formacja masowa. Na początku powinna ona mieć charakter jednostki ochotniczej, aby zachęcić ludzi do wstępowania i nadać jej odpowiedniego ducha. Należy zwrócić mocno uwagę również na jakość tych sił terytorialnych, zarówno w aspekcie wyposażenia i wyszkolenia. Samo ich istnienie nie będzie wystarczające, może oznaczać jedynie wysyłanie ludzi na śmierć jak mięsa armatniego. Oprócz wyposażenia ich w prosty sprzęt strzelecki, konieczne będzie dostarczenie nowoczesnych łączności, aby w przypadku konfliktu byli zdolni kooperować z głównymi siłami operacyjnymi. Poza tym sprzęt do walki w nocy, skuteczne uzbrojenie przeciwpancerne i przeciwlotnicze, a także jakieś wsparcie ogniowe. Należałoby również dążyć do tego, żeby w momencie samego wybuchu wojny liczebność tej formacji została odpowiednio powiększona.

A co z pomysłem powrotu do zarzuconej kilka lat temu koncepcji powszechnego poboru?

Wydaje mi się, że po wprowadzeniu systemu obrony terytorialnej nie będzie już potrzeby powrotu do tej koncepcji. Chyba, że w momencie wybuchu jakiegoś konfliktu ten nowy system nie zostanie jeszcze w pełni wdrożony, to wówczas będziemy musieli „odwiesić” pobór i powołać rezerwistów do armii.

Rozmawiał Piotr Kaszczyszyn i Marcin Pawlik