Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartłomiej Orzeł  7 marca 2014

Orzeł: Autobusy wyborcze

Bartłomiej Orzeł  7 marca 2014
przeczytanie zajmie 2 min

Wielkimi krokami zbliża się dzień 16 listopada, a wraz z nimi wybory samorządowe we wszystkich miastach Polski. Burmistrzowie i prezydenci muszą więc powoli zacząć przekuwać swoje dokonania z całej kadencji w namacalne i widoczne sukcesy. Jak więc dokonać tego łatwiej, niż przez modernizację komunikacji miejskiej?

W Lublinie każdy z miejskich autobusów przejeżdża rocznie średnio 66 tysięcy kilometrów, w Mielcu prawie 60, kursując często największymi i najbardziej reprezentatywnymi ulicami w miastach, nierzadko łącząc w ten sposób największe skupiska bloków. Wykonują one przy tym niezliczoną ilość postojów – na skrzyżowaniach, przystankach, korkach. Jednocześnie bardzo ciężko znaleźć osoby, które w ciągu roku nie korzystały przynajmniej raz z komunikacji miejskiej. Dzięki swojej powszechności i łatwości w dostępie, mimo że nie są tak spektakularne jak remont drogi, stają się one ruchomymi bilbordami, znacznie skuteczniejszymi niż furkający na wietrze kawałek plandeki z uśmiechniętą podobizną burmistrza. Podobnie rzecz ma się z tramwajami, które można spotkać w znacznej części największych miast oraz trolejbusami, które przemierzają ulice Lublina, Gdyni i Tychów.

Wydaje się, że władze miejskie zdają sobie dobrze sprawę z istnienia tego trendu i potrafią skutecznie wyzyskać go do prowadzenia swoich kampanii wyborczych. Powoli kończy się czas ostatnich większych przetargów nie tylko na zakupy, ale także np. outsourcingową obsługę komunikacji miejskiej w Polsce, tak aby mogły one wyjechać na ulice miast jeszcze przed planowanym pójściem obywateli do urn. Wszystko zgodnie z zasadą, że najważniejsze pozostaje widoczne. Władze Lublina postawiły na wzrost komfortu poprzez zlecenie obsługi linii dwudziestoma całkiem nowymi, przegubowymi autobusami, a Hanna Gronkiewicz-Waltz próbuje kupić uczucia zafrasowanych ekologią wyborców poprzez ogłoszenie chęci kupna 10 sztuk elektrobusów – będzie to krok milowy nie tylko dla warszawskiej komunikacji miejskiej, ale także całego polskiego przemysłu produkcji autobusów (w którym Polacy za sprawą  Solarisa znajdują się w ścisłej światowej czołówce). Oprócz Radomia (który zgłosił zapotrzebowanie na 8 napędzanych gazem pojazdów) oraz Jaworzna (3 niskopodłogowe „przeguby”) to już ostatnie niedobitki, które walczą jeszcze z przetargami na zakupy w komunikacji miejskiej.

W skali całego zeszłego roku bank rozbiły: Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie, który zakupił 58 pojazdów oraz MPK Łódź, które zrealizowało największy jednorazowy zakup 50 sztuk nowych mercedesów (razem 52), a kolejne miejsca przypadły przewoźnikom z Warszawy oraz Krakowa. Bardzo spektakularne było szczególnie rozstrzygnięcie w stolicy Małopolski przetargu na nabycie 36 fabrycznie nowych, najdłuższych w Polsce, niskopodłogowych tramwajów bydgoskiej PESA, które zastąpią w dużej mierze wysłużone i (miejmy nadzieję) wymierające powoli Konstale „stopiątki”, wyprodukowane długo przed urodzinami większości studiujących na Uniwersytecie Jagiellońskim żaków. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że w przypadku braku dofinansowania z Unii Europejskiej (projekt obecnie jest na liście rezerwowej) sukces może zmienić się w bolesną porażkę, zwłaszcza w aspekcie PR.

Nie da się ukryć, że to głównie wybory samorządowe powodują, że władze miejskie starają się możliwie (a zadanie dzięki dopłatom z UE mają znacznie ułatwione) dużo inwestować w tabor i modernizację miejskiej infrastruktury publicznej. Obok budowy dróg miejskich to właśnie ten aspekt może przesądzić o być lub nie być wielu prezydentów i burmistrzów. Może warto więc organizować wybory co roku?