Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Cezary Godziszewski  26 lutego 2014

Godziszewski: Lasy Państwowe (nie) na sprzedaż

Cezary Godziszewski  26 lutego 2014
przeczytanie zajmie 7 min
Godziszewski: Lasy Państwowe (nie) na sprzedaż Hejma, CC.

Ostatnie zmiany w Ustawie o lasach, wprowadzane w iście kosmicznym tempie, mogą odbić się szerokim echem w perspektywie w najbliższych lat, mając wielki wpływ na otoczenie, w którym żyjemy. I to niekoniecznie pozytywny.

Ostatnie tygodnie przyniosły nam coś, co określono skokiem koalicji PO-PSL na kasę Lasów Państwowych. W wyniku owego skoku największy podmiot zarządzający lasami w Europie musi wpłacić do budżetu 1,6 mld zł w ciągu najbliższych dwóch lat, a w następnych latach kwotę stanowiącą równowartość 2 proc. przychodów uzyskanych ze sprzedaży drewna.

Zanim przypatrzymy się, co tak naprawdę stało się w ostatnich tygodniach, przyjrzyjmy się bliżej, czym są tak zwane Lasy Państwowe. Państwowe Gospodarstwo Leśne „Lasy Państwowe” (pełna nazwa) jest zarządcą mienia własności Skarbu Państwa; nie jest przedsiębiorstwem państwowym w rozumieniu odpowiedniej ustawy, ale działa funkcjonalnie jako przedsiębiorstwo. Nie posiada osobowości prawnej, ale jego kierownicy są wyposażeni w sposób zindywidualizowany w uprawnienia organu administracji publicznej w zakresie niezbędnym do jego wspomagania. Lasy Państwowe realnie zarządzają jedną czwartą powierzchni Polski, zatem zdecydowanie zasługują na uwagę. Pełnią przy tym wiele funkcji, wśród których wymienia się funkcje ekologiczne, społeczne oraz produkcyjne. Roczne pozyskanie drewna w Lasach Państwowych sięga obecnie ok. 35 mln metrów sześciennych, co stanowi ok. połowy rocznego przyrostu drzew. Surowiec jest cenny zarówno dla gospodarki (2. miejsce na świecie po Chinach pod względem produkcji mebli w tonach), jak i obywateli ogrzewających nim domy. Zatrudnienie w LP wynosi ok. 25 tys. osób. Do tego należy doliczyć pracowników prywatnych firm usługowych wykonujących w lasach zadania gospodarcze, czyli kolejne dziesiątki tysięcy osób, zatrudnionych stale lub okresowo w rejonach wiejskich, oraz pośrednio zatrudnionych w zakładach przemysłu drzewnego, handlarzy drewnem kominkowym, kierowców transportujących drewno oraz podmioty świadczące usługi na ich rzecz. Klasyczny okres planowania prac w leśnictwie to 10 lat, podczas gdy przeciętna długość cyklu produkcyjnego wynosi od ok. 100 do nawet przeszło 250 lat! Czyli, zakładając krótszy wariant, zanim nasza sosna zostanie wycięta, musi rosnąć 120 lat (dopiero wtedy osiągniemy optymalny zysk). W tym czasie trzech leśników będzie przy niej pracowało od początku pracy do emerytury. Będą to robić na zasadzie powołania, z możliwością odwołania bez wypowiedzenia, w nienormowanym czasie i z odpowiedzialnością finansową za nieprawidłowości.

W wyniku owego skoku największy podmiot zarządzający lasami w Europie musi wpłacić do budżetu 1,6 mld zł w ciągu najbliższych dwóch lat, a w następnych latach kwotę stanowiącą równowartość 2 proc. przychodów uzyskanych ze sprzedaży drewna.

Wiedząc, z jak istotną kwestią mamy do czynienia, zagłębmy się w to, co miało miejsce. Po kilku nieudanych próbach wprowadzenia pieniędzy z LP do budżetu, PO z PSL postanowiły działać z zaskoczenia, w iście zawrotnym tempie, bo po 7 latach wspólnych rządów kasa państwowa świeci pustkami. Remedium na zaistniałe problemy finansowe koalicji rządzącej mają być proponowane przez PO zmiany w konstytucji RP. Jako inżynier wiem, że dopóki czegoś nie ma zapisanego w normach technicznych, ustawie czy konstytucji, to nie obowiązuje i realnie nie istnieje. Zawsze może pojawić się jakaś trudność: czy to będzie opozycja, wyższa konieczność państwowa, debata, czy wybuchy na Słońcu, które uniemożliwią dokonanie zmian; w końcu nie z takimi problemami borykała się obecna koalicja. Dodatkowo trzeba mieć na uwadze pamiętne wypowiedzi premiera Tuska, że naczelną zasadą polityki finansowej rządu PO będzie stopniowe obniżane podatków i innych danin publicznych. Dotyczy to i musi dotyczyć wszystkich. Jak powiedział poseł Rafał Grupiński (przewodniczący klubu PO), rządząca koalicja chce poszerzyć konstytucję o „bardzo jasny, mocny i czytelny zapis”: Lasy Państwowe, które są dobrem wspólnym (…), podlegają szczególnej ochronie i nie będą podlegały przekształceniom własnościowym, poza kilkoma wyjątkami, które określa ustawa o Lasach Państwowych. Po takiej zapowiedzi serce rośnie, a sosny pękają z dumy. Chciałbym jedynie podkreślić, że jako leśnik nigdy nie słyszałem o Ustawie o Lasach Państwowych, tylko o Ustawie o lasach (państwowych i prywatnych, tzn. wszystkich). Ta prosta rzecz pokazuje, że szanowny mówca kompletnie nie ma pojęcia, o czy mówi, gdyż odwołuje się do czegoś, co nie istnieje, a w świecie prawa i ustawodawców wszystko ma znaczenie.

W tym miejscu możemy się zastanowić, czy wpisanie lasów państwowych do konstytucji to właściwa decyzja i czy nie oznacza to kroku w kierunku ich prywatyzacji. Wpisanie ochrony lasów pozostających własnością Skarbu Państwa do konstytucji w obecnej sytuacji jest słuszne, natomiast wpisanie organizacji, jaką są Lasy Państwowe, może przysporzyć nam kłopotów w przyszłości. Jednak uwagę powinniśmy zwrócić na to, że skoro w takim tempie udało się zmienić ustawę i (być może) konstytucję, to znaczy, że będzie można je zmienić jeszcze raz równie szybko. Pokazuje to, że fundament RP, jakim jest konstytucja, ma coraz mniejsze znaczenie, a sama państwowość nie ma się za dobrze.

Czesi swoje lasy sprywatyzowali i teraz żałują, chcąc przeprowadzić reprywatyzację.

A może sama prywatyzacja jest dobrym pomysłem? Lasy na przestrzeni Europy zorganizowane są w różny sposób: mamy państwa z dużymi udziałami lasów prywatnych, kościelnych, różnego rodzaju spółek, należy jednak wiedzieć o tym, że tylko polskie Lasy Państwowe przynoszą duże zyski. Niemieckie lasy państwowe marzą o osiągnięciu jakichkolwiek zysków, Czesi swoje lasy sprywatyzowali i teraz żałują, chcąc przeprowadzić reprywatyzację. Co oznacza prywatyzacja lasów prócz potencjalnie gigantycznych, jednorazowych zysków? Po pierwsze utratę realnej kontroli, gdyż lasy prywatne są obciążone znacznie mniejszymi rygorami. Po drugie, sam nadzór lasów prywatnych jest jak mityczna Atlantyda, o której wszyscy słyszeli, ale każdy powiat ma własną wizję, jak to ma wyglądać (leśna administracja państwowa zaczyna i kończy się na poziomie starostwa powiatowego). Po trzecie, dewastację znacznej części lasów w celu osiągnięcia szybkiego zysku na pokrycie powstałych w wyniku zakupów strat. Po czwarte, lasy przestaną być publiczne i mogą skończyć się wyprawy na grzyby, jagody, rower czy spacer, gdyż każdy właściciel (również obecnie) może zakazać wstępu na własny teren. Można taki las również cały ogrodzić, a wtedy całe środki, jakie przeznaczono na budowę nad autostradami przejść dla zwierząt, idą na marne, nie wspominając o konsekwencjach ekologicznych. Po piąte, same zasoby drzewne Lasów Państwowych wyceniane są na minimum 400 mld zł – plus wartość gruntów, surowców naturalnych, budynków, dróg, infrastruktury, pełnienie funkcji społeczno-ekologicznych; daje nam to wartość około 1 BILIONA zł. Oczywiście nie udałoby się sprzedać po cenach realnych, tylko z gigantyczną stratą lub dokładniej za realny bezcen, co należy uznać za pewnik, gdyż dotychczasowe prywatyzacje są na to znakomitym dowodem.  Ale jak jest zapisane w prawach ekonomii, ktoś musi stracić, aby zyskać mógł ktoś – w tym przypadku straci całe społeczeństwo, a zyskają (wybrane) jednostki.

No dobrze, ale Lasy Państwowe cieszą się obecnie szeroką autonomią. Czy należy zmniejszyć jej poziom? Ta kwestia zasługuje na głębszą refleksję. Otóż organizacyjnie LP podlegają wyłącznie ministrowi środowiska, nie są organem administracji, czy to zespolonej, czy niezespolonej, nie podlegają organom samorządowym. Po drugie, są jednostką samofinansującą się, a wszelkie dotacje z budżetu są dotacjami celowymi i stanowią promile ich przychodów. Po trzecie, poza zwykłymi podatkowymi daninami sięgającymi miliardów zł (jak wszyscy przedsiębiorcy), na rzecz budżetu państwa i budżetów samorządowych lasy nie odprowadzały zysków ze swojej działalności, a robić tego nie mogły (!) z uwagi na brak stosownych zapisów w „starej” Ustawie o lasach.

Same zasoby drzewne Lasów Państwowych wyceniane są na minimum 400 mld zł.

Ale jakim cudem państwowa jednostka o tak dużym znaczeniu otrzymała tak wielką autonomię? Sprawa ta, jak w każdej dobrej historii, ma początek przed II WŚ. Wówczas lasy państwowe były zarówno administracją państwową, jak i przedsiębiorstwem. W tamtym czasie odprowadzały 100% zysku do budżetu. Następnie nastał czas wojny, okupacji i „wyzwolenia”. W działaniach konspiracyjnych uczestniczyło tysiące leśników, a sama konspiracja często miała miejsce w lasach. Powojenne Lasy Państwowe były jedynym miejscem z dala od partii, gdzie zasłużeni ludzie „z lasu” znajdowali zatrudnienie i miejsce do życia. Rozpoczęto odtwarzanie zdewastowanych lasów, monstrualne akcje zalesieniowe, oraz odsunięto wrogów ludu od władzy. Od tego momentu Lasy nie musiały dzielić się zyskami. Zmiany ustrojowe po 1989 r. nie przyniosły zmiany zapisów dotyczących ich zysków i tak było do teraz.

Dotychczasowa polityka finansowa LP pozwoliła na zgromadzenie rezerwy finansowej w Funduszu Leśnym (wewnętrzny fundusz stabilizacyjny – jego podstawowym zadaniem jest wyrównywanie niedoborów w nadleśnictwach oraz rezerwa na wypadek zaistnienia sytuacji kryzysowych, takich jak pożary, huragany czy kryzys sprzedaży) na poziomie ok. 800 mln zł na koniec 2012 r. W skali podmiotu, którego roczny przychód w 2012 roku wyniósł 7,355 mld zł, a sam zysk 259 mln zł, to i dużo, i mało zarazem.

Pewne jest to, że 1,6 mld, jakie wypłynie z LP w najbliższych dwóch latach, zlikwiduje rezerwy Funduszu Leśnego oraz rezerwy z kont nadleśnictw, a następne opłaty wydrenują to, co zostanie. Te następne opłaty to coroczna kwota, stanowiącą równowartość 2 proc. przychodów uzyskanych przez LP ze sprzedaży drewna. Taki zapis jednoznacznie wskazuje, że na Lasy został nałożony podatek obrotowy, a jego pomysłodawca finansów uczył się na akademiach komunistycznych lub gdzieś bliżej Parlamentu Europejskiego, gdyż przychód wcale nie musi oznaczać zysku. Odbieranie środków finansowych będzie miało miejsce w trakcie roku, którego zmiana dotyczy, a to oznacza zmianę warunków gry w trakcie jej trwania.

Ale Lasy Państwowe mają też ciemniejsze oblicze. Sekretem ich finansów jest zasięg i monopolistyczna pozycja na rynku drzewnym w Polsce. Ciężko jest nie uzyskać dochodu z ¼ powierzchni kraju, a w dowód uznania pozycji monopolistycznej na rynku drzewnym LP odznaczane były milionowymi karami przez prezesa UOKiK.

Pewne jest to, że 1,6 mld, jakie wypłynie z LP w najbliższych dwóch latach, zlikwiduje rezerwy Funduszu Leśnego oraz rezerwy z kont nadleśnictw, a następne opłaty wydrenują to, co zostanie.

Jednak jak dotąd nigdzie nie znalazł się zapis, na jakie cele mają pójść pieniądze z lasów. Prawdopodobnie większość tych środków (według zapowiedzi) zostanie przekazana samorządom na budowę dróg lokalnych. Takie rozwiązanie nawet ma sens, gdyż PO traci poparcie, PSL jeszcze bardziej, a idą wybory i potrzebna jest kiełbasa wyborcza, mydło drogowego dobrobytu na zamydlenie oczu i opiekuńcza ręka superpremiera. Póki co w wielu nadleśnictwach wstrzymano lub znacznie ograniczono inwestycje przewidziane na ten rok – a wykonawcami tych usług często były lokalne firmy, niemające możliwości występowania w dużych przetargach o zasięgu krajowym czy wojewódzkim. I tak zamiast pomóc Polsce lokalnej, ogranicza się jej rozwój.

Las nie lubi polityki, choć ona pcha się do niego drzwiami i oknami. Zmiana rządzącej partii oznacza zmianę Dyrektora Generalnego. Dyrektorzy muszą być oczywiście właściwego światopoglądu politycznego. Poprzednik obecnego działacz związków zawodowych wiązany z Grzegorzem Schetyną, został usunięty ze stanowiska po protestach przeciwko próbom wprowadzenia Lasów do sektora finansów publicznych. Powołano więc nowego dyrektora i dzięki temu mamy zmiany w Ustawie o lasach.

PiS ma przed sobą ciężki orzech do zgryzienia. Wszystko wskazuje na to, że wygra wybory parlamentarne, a wtedy będzie miał możliwość dokonania zmian w Ustawie o lasach i powrotu do starych rozwiązań, jednak ciężko będzie zrezygnować z wpływów do budżetu.

Ale jest i z tego wyjście, jakim jest sekret wydolności lasów na poziomie lokalnym. Jest nim odpowiedzialność finansowa za wykonywaną pracę. Każdy nisko postawiony leśnik pokrywa straty i konsekwencje błędów z własnej kieszeni, dlatego pilnuje lasu jak własnego domu. A może by tak spróbować tego rozwiązania w administracji i samorządach?