Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Rafał Gawlikowski  11 lutego 2014

Gawlikowski: Patologia systemu „grubej kreski”

Rafał Gawlikowski  11 lutego 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Gawlikowski: Patologia systemu „grubej kreski” Youtube.com

Rozpoczął się ogólnopolski konkurs na kozła ofiarnego. Kto zawinił w największym stopniu? Kogo możemy obarczyć pełną odpowiedzialnością? A może podzielmy ją po równo – niech każdy minister sprawiedliwości wychyli ten kielich goryczy. Nie, proszę Państwa. Winnym całego zamieszania są tęgie głowy z dawnej Solidarności. Panowie, którzy pomyli w roku 1989 dobro ze złem a wolność z odpowiedzialnością.

Jaki był prolog tej całej sprawy? Podczas drugiej fazy masowego internowania działaczy Solidarności władza ludowa podjęła decyzję o wymieszaniu pospolitych  bandytów i kryminalistów  z działaczami podziemia. Dzisiaj określilibyśmy to czarnym PR-em, ale nazwijmy rzeczy po imieniu – to było zwykłe świństwo na które mogła sobie pozwolić  tylko moskiewska kukiełka w czarnych okularach. Władza ludowa chciała w oczach społeczeństwa delegitymizować opozycję, a dodatkowo wymieszać element kryminalny z członkami „S”. Jak można przeczytać w relacjach ówczesnych opozycjonistów element kryminalny był dosyć łaskawy wobec panów w naciągniętych sweterkach, a wręcz podzielał ich polityczne postulaty.

Nastał rok 1989. Czas wielkich zmian. Pojawiła się wówczas  kwestia dostosowania nowej polityki karnej do demokratycznych standardów państwa prawa. Jednym z najważniejszych ówczesnych problemów była sprawa kary śmierci. I tutaj tak naprawdę zaczyna się początek historii pana T. i innych panów, które nazwisko kończy i zaczyna się na pierwszą literkę.  

Wieść o planowej amnestii rozeszła się błyskawicznie wśród osadzonych. W roku 1989 ustawa o amnestii trafiła z Sejmu do Senatu. W związku z nowym, świeżym powiewem wolności senatorowie nie wyobrażali sobie rozwiązania, które nie dawałoby nawet najgroźniejszym przestępców drugiej szansy.  Jednym z nielicznych ekspertów, który kwestionował idee skrajnej amnestii oraz „grubej kreski” był prof. Lech Falandysz, który postulował żeby z tą sprawą poczekać do czasu zmian w kodeksie karnym, które miały wprowadzić karę dożywotniego pozbawienia wolności. Kolejny, który stał w opozycji wobec tak bardzo radykalnej liberalizacji przepisów był ówczesny senator  Jarosław Kaczyński. Podczas jednego z posiedzeń powiedział:

Chciałbym się zdystansować od stwierdzeń, że wszyscy jesteśmy za powszechną amnestią, ponieważ to mnie nie dotyczy. Wprawdzie na tej sali jestem osamotniony, ale w społeczeństwie – jestem o tym mocno przekonany – do osamotnionych nie należę.

Niestety argumenty obecnego prezesa PiS-u nie trafiły do rozemocjonowanej wolnością  grupy niedawnych działaczy Solidarności. Ustawa przeszła, a jej konsekwencjami po dwudziestu pięciu latach, kiedy pierwsi groźni przestępcy wyjdą na wolność nikt się nie przejmował. Została ona wymazana ze światłych umysłów i zostawiona sama sobie. To jest najbardziej skrajny przykład doraźnego działania zamiast planowania w perspektywie długoterminowej.

Absurdem jest poszukiwanie winnego wśród kolejnych ministrów sprawiedliwości III RP. Tu problem nie jest pan XYZ z partii XYZ. Problem nie leży w tym, że zawinił Biernacki, Gowin, Ziobro czy ktokolwiek inny. Błędna decyzja została podjęta w roku 1989. I to tych panów senatorów oraz posłów pociągnijmy do moralnej odpowiedzialności za całe to zamieszanie. Obecni recenzenci pracy ministrów chcą obarczyć ich winą za sprawę pana T. i  jemu podobnych. Tymczasem co oni mogli zrobić? Mieli wprowadzić barbarzyńską politykę karną i wrócić do barbarzyńskich praktyk karania kogoś po raz drugi za ten sam czyn?  Panie i panowie recenzenci postulujecie państwo w którym zasady gry są zmienianie z dnia dzień pod wpływem emocji, dziwacznych idei?

A do elit aspirujących do sprawowania władzy w Polsce i ustanawiania obowiązującego w nim prawa, jako wyborca mogę mieć jedną prośbę. Panie i panowie mniej emocji, a więcej twardej i chłodnej kalkulacji politycznej oraz trzeźwiej oceny skutków ustaw, które będziecie uchwalać.  Stwórzmy państwo, które nie będzie kompromitowane przez kolejnego pedofila-mordercę. A co zostało nam, szaraczkom-wyborcom?  Chyba tylko ironia i śmiech przez łzy. Możemy jedynie zastanawiać się co jeszcze zostanie znalezione w celi pana T. Atlantyda? Pieniądze z Amber Gold? A może nos Sfinksa?