Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Janusz Lewicki  6 lutego 2014

Lewicki: Ubogi, młodszy brat

Janusz Lewicki  6 lutego 2014
przeczytanie zajmie 3 min

Na 185 stronach nowej umowy koalicyjnej, podpisanej niedawno w Niemczech przez chadeków i socjaldemokratów, Polska pojawia się w paru zdaniach. Partnerstwu Wschodniemu, tak istotnemu z punktu widzenia naszego państwa i jego interesów, poświęcono jedynie kilka linijek, (przy czym stosunkom z Rosją cały rozdział). W jakiej kondycji znajdują się zatem wzajemne relacje z Niemcami? 

Zasadniczym problemem przy współpracy jest fakt, iż Polska nie jest dla Niemiec równorzędnym partnerem. Nasze wzajemne relacje bywają często określane, jako kluczowe, a wręcz strategiczne, po tej stronie Odry. Problem polega na tym, że z perspektywy Republiki Federalnej raczej takie nie są. Oczywiście Niemcy realizują w naszym kraju szereg interesów, dlatego zależy im po pierwsze na utrzymywaniu wrażenia istotnej roli Polski w ich polityce zagranicznej, po drugiej na stabilności naszego kraju i po trzecie na dobrych relacjach z władzami, które są przychylne niemieckim interesom. Polityka ta jest realizowana między innymi za pomocą wielu fundacji politycznych, które działają na terenie państw Europy Wschodniej.

Za wzór pojednania i wzorowej współpracy sąsiedzkiej dwóch – niegdyś zwaśnionych – krajów od lat stawia się tandem niemiecko-francuski. Za czasów poprzedniego prezydenta współpraca była tak bliska i skuteczna, iż duet Merkel-Sarkozy ochrzczono mianem „Merkozy”. Trudno jednak porównywać Francję z Polską, co widać wyraźnie na przykładzie Trójkąta Weimarskiego. Jego obecna formuła się nie sprawdza i nie przynosi prawie żadnych korzyści, poza okazją do spotkań dla przywódcy Polski i dwóch najważniejszych państw UE (co jest oczywiście wartościowe).

Dlaczego zbliżenie Niemiec i Francji było możliwe i odniosło sukces? Powodów jest przynajmniej kilka. Pomijając powojenne uwarunkowania historyczne, jednym z nich jest z pewnością podobny potencjał obu państw – przede wszystkim w wymiarze ekonomicznym. Niemcy i Francuzi realizują wspólnie wiele projektów gospodarczych. Za przykład niech posłużą Airbusy (rynek lotniczy) czy najnowszy pomysł powołania konsorcjum energetycznego. Oba państwa są w tych przedsięwzięciach partnerami równorzędnymi, dostarczającymi innowacyjnych rozwiązań i know-how. W takim kontekście Polska jest dla Niemców raczej źródłem taniej, choć często dobrze wykwalifikowanej siły roboczej. Pamiętajmy jednak, że nie jesteśmy bez szans. Nasz kraj według wskaźnika PKB jest szóstą gospodarką w UE i aspiruje do grona dwudziestu największych na świecie. Już dziś Polacy nie zajmują się jedynie montowaniem silników Volkswagena, ale wygrywają coraz więcej przetargów za Odrą. Nasze firmy dostarczają do Niemiec m.in. autobusy i tramwaje, a ostatnio nawet pociągi (Solaris, PESA). To właśnie sukces takich firm, a nie przyjacielskie poklepywanie po ramieniu, jest miernikiem powodzenia polsko-niemieckiego partnerstwa.

W kontaktach z Niemcami mamy do czynienia z bardzo profesjonalnym i silnym graczem. Niemcy prowadzą skuteczną politykę zagraniczną oraz mają solidnie ukształtowane poczucie racji stanu: wypracowali w tej kwestii szeroki konsensus polityczny i duże zrozumienie społeczne. Niemieckie elity są dużo bardziej profesjonalne i zdecydowanie bardziej odpowiedzialne niż nasi decydenci. Duża skuteczność Republiki Federalnej, zarówno w sprawach wewnętrznych, jak i międzynarodowych, nie wynika z jej bogactwa i wysokiej pozycji w Europie. Jest odwrotnie. Taki stan rzeczy to efekt prowadzenia profesjonalnych, długofalowych i perspektywicznych działań. Pamiętajmy, że każda aktywność tego państwa, zarówno na poziomie kontaktów bilateralnych, jak i w ramach Unii Europejskiej czy rozgrywki globalnej, wspierana jest przez działalność ekspercką prowadzoną przez urzędników i specjalistów z wielu think-tanków oraz fundacji.

Tymczasem w Polsce miejsce chłodnej i rzetelnej analizy, budowania długoletnich strategii i wypracowania racji stanu zajmują zazwyczaj emocje i wydarzenia o znaczeniu symbolicznym. Mylimy kurtuazję z realną polityką. Jesteśmy zbyt podatni na komplementy i wyrazy sympatii płynące do nas z zachodu, czekamy na pochwały i poklepywanie po plecach. Tymczasem w Niemczech nikt nie przejmuje się tym, iż Angela Merkel w wielu państwach ogarniętych kryzysem porównywana jest do Adolfa Hitlera. Wręcz przeciwnie –w ostatnich wyborach udzielili swojej kanclerz największego poparcia od początku jej rządów. Podejście Polaków do Niemców cechuje się – paradoksalnie – poczuciem wyższości i kompleksów zarazem, (przy czym są one często nierówno rozłożone). Obie postawy są jednak błędne i znacznie osłabiają nasz potencjał w kontaktach z pewnymi siebie sąsiadami.

Oczywiście sfery symboli nie należy bagatelizować. Fakt, iż wyrażenie „polnische Wirtschaft”zmieniło w ostatnich latach swoje znaczenie, a żarty o kradzionych przez Polaków samochodach są dziś passé,to bardzo dobry punkt wyjścia. Nie bądźmy naiwni: nie dokonamy skoku cywilizacyjnego z dnia na dzień (a na pewno nie dzięki „sukcesom” takim jak mistrzostwa Europy w piłce nożnej czy Igrzyska Olimpijskie). Przywołana współpraca na linii Niemcy-Francja trwa już kilka dziesięcioleci. To długi marsz, który trzeba zacząć dziś. Wzmocnienie naszych przedsiębiorców, wspieranie innowacyjnych firm, a także finansowanie (z własnej, nie niemieckiej kieszeni) projektów badawczych i wymiany młodzieży, zagwarantuje nam w przyszłości większą podmiotowość we wzajemnych stosunkach i szanse na równorzędne partnerstwo. Na razie nadal pozostajemy w tym duecie młodszym bratem.