Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marcin Pianka  5 lutego 2014

Pianka: Inwigilacja nasza codzienna

Marcin Pianka  5 lutego 2014
przeczytanie zajmie 4 min
Pianka: Inwigilacja nasza codzienna wikimedia commons

– Adresy! Kontakty! No, śpiewaj! – takie sceny przesłuchania znamy z filmów. Akcji towarzyszył oczywiście snop światła z lampy, skierowany na oczy delikwenta. Dziś możemy śmiało założyć, że podobne rozwiązania odchodzą do lamusa. Mało to przyjemne dla przesłuchujących (poza zdegenerowanymi wykolejeńcami), a przy okazji można się spocić, pobrudzić i paznokieć złamać.

Po co się tak męczyć? Obecnie nazwiska i dane kontaktowe można zdobyć bez wychodzenia z domu. Wystarczy włamać się na skrzynkę mailową bądź na telefon i ciach! Mamy wszystko na talerzu. Prywatne rozmowy i wiadomości? Proszę bardzo. Wystarczy przypomnieć sprawę Holochera. A ile podobnych przypadków nie zostało ujawnionych szerokiemu ogółowi?

W dobie współczesnej telekomunikacji do lamusa odeszli panowie podsłuchujący śledzonego i nagrywający wszystko na magnetofon szpulowy. Dane o położeniu otrzymujemy na podstawie logowań do sieci komórkowej, a komputery zapisują treść prowadzonych rozmów, przetwarzają do formy binarnej i „szufladkują” je w olbrzymich archiwach. Nie wierzą Państwo? Nawet tańsze modele telefonów mają dostępną funkcję rozpoznawania mowy. Proszę sprawdzić. Skoro użytkownik może to zrobić samodzielnie, to dlaczego by nie użyć tego rozwiązania do inwigilacji?

Czy to oznacza, że wszyscy lub prawie wszyscy jesteśmy na „widelcu”? W pewnym sensie tak. Analiza stron, na które wchodzimy, zakupów na podstawie kart płatniczych czy danych ze stacji sieci komórkowych (BTS) pozwala na swobodne stworzenie profilu psychologicznego osoby śledzonej. Można niby powiedzieć: Mnie to nie dotyczy, ja nie mam nic do ukrycia. Hmm… Zapytać zatem wypada, cóż ciekawego znajduje się w aktach IPN. Większość notatek dotyczy zwykłych, prozaicznych rzeczy – rytmu dnia, odbywanych spotkań czy tematów rozmów osoby rozpracowywanej. Skoro spece z SB gromadzili właśnie takie materiały, to musieli mieć w tym jakiś cel, a chyba nikt nie podważa profesjonalizmu SB. Zatem nasze prywatne dane mają wartość, której na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy.

Z jednej strony po co śledzić 50-letnią gospodynię domową ze wsi pod Olsztynem? Czegóż takiego można się dowiedzieć z inwigilacji? Kto ukradł kurę starej Kostrzewskiej i kto z kim romansuje we wsi. Wiadomości zupełnie nieistotne. Z drugiej strony zebrane i połączone dane pozwalają w sposób natychmiastowy unieszkodliwić każdego, kto tylko za bardzo się wychyli. Podam tu przykład posła Wiplera. To tylko sfera domysłów, ale moim zdaniem akcja pod klubem Enklawa została poprzedzona analizą portretu psychologicznego.  

Co nam, zwykłym zjadaczom chleba, grozi i czy możemy się przed tym ustrzec? Wersja ekstremalna to scenariusz rodem z filmu „System”, gdzie głównej bohaterce ukradziono tożsamość. Wersja najbardziej prawdopodobna to elektroniczna „teczka” na każdego. Na rynku branży informatycznej bardzo w cenie są specjaliści od systemów BI.

Słowo wyjaśnienia. Business Intelligence (BI) to systemy, których celem jest analiza gigantycznych ilości danych w celu wydobycia informacji niewidocznych na pierwszy rzut oka. Chodzi głównie o różnego rodzaju tendencje i związki. Bardzo dobrze sprawdza się to na przykład w handlu. Analiza efektywności promocji makaronów, skuteczność dystrybucji gazetek reklamowych czy wpływ zmiany położenia produktów na półkach na ich sprzedaż. To najprostsze z zastosowań. Jak łatwo się domyślić, im więcej danych w systemie, tym dokładniejsze analizy uzyskamy. Dodam, że moim zdaniem bardzo intensywny rozwój systemów BI w ostatnich latach to wynik niewielkich postępów w dziedzinie tworzenia sztucznej inteligencji i systemów automatycznego wnioskowania.  

Skoro biznes może mieć swoje systemy analityczne, to dlaczego nie różnej maści tajne i półtajne służby? Patrząc z tego punktu widzenia, zaczynamy nagle rozumieć stałe nienasycenie władzy informacjami o nas. To porównywalne tylko z „głodem” u narkomana. Opresyjna komuna wydawała dowód osobisty czy prawo jazdy na całe życie. „Wolna” Polska żąda odnawiania tych dokumentów co dziesięć lat. 

 Zanim objaśnię możliwe zastosowanie inwigilacji, pragnę zaznaczyć, że zbieranie i analiza informacji tak naprawdę groźne dla nas jest tylko w dwóch przypadkach. Gdy jest powiązane z mediami i szeroko pojętym aparatem władzy i przymusu. Elektroniczna teczka na każdego z osobna i na każdą grupę społeczną – teraźniejszość czy przyszłość? Nikt nie spieszy się z odpowiedzią na tak sformułowane pytanie. Z pewnością jednak możliwości technologiczne są.

 Do czego można by takie elektroniczne teczki wykorzystać – zapyta dociekliwy czytelnik. Użyteczne są w dwóch obszarach, czyli w skali mikro i makro. W pierwszym przypadku wrażliwych informacji można użyć do złamania człowieka i zmuszenia go do działania według naszych instrukcji lub odwrotnie – do zaprzestania pewnych czynności. Nawet najbardziej błahe informacje składają się na portret psychologiczny i mapę czułych punktów. Nie trzeba zatem rozpoczynać inwigilacji od nowa, wystarczy wykorzystać to, co mamy. Kto może stać się wichrzycielem, kontrrewolucjonistą i elementem wywrotowym? Systemy przepowiadania rodem z „Raportu mniejszości” są jeszcze we wczesnych powijakach, zatem na wszelki wypadek lepiej śledzić wszystkich, by być gotowym na każdą okoliczność. Zaufanie dobre, ale kontrola lepsza, jak mawiał towarzysz Uljanow.

Skala makro jest moim zdaniem w pewnym zakresie stosowana w praktyce. Chodzi o zwykłą, choć udoskonaloną manipulację. Towarzysze z narodowosocjalistycznych Niemiec i sowieckiej Rosji, kładąc podwaliny pod system nowoczesnej propagandy, zapewne byli świadomi sporego braku: mianowicie realistycznego miernika skuteczności. Ludzie oczywiście popierali oficjalną linię partii, ale nie wiadomo było, co tak naprawdę myślą. Nie sposób było przecież śledzić każdego i zainstalować każdemu podsłuch. Obecnie ten problem został wyeliminowany, a spece od mieszania w głowach dostali potężne narzędzie. Połączenie dokładnych danych o mieszkańcach (PESEL? PIT?) oraz dostęp do narzędzi manipulacji (głównie media elektroniczne) i realistycznych mierników rezultatów inwigilacji pozwala na stworzenie mechanizmu do zarządzania i kontrolowania kraju. W ten sposób można symulować i przeprowadzać precyzyjne akcje medialne, mobilizujące lub odwrotnie – wprowadzające w stan przygnębienia. Kiedy chcemy, ludzie się oburzają. Innym razem śmieją albo bulwersują. Jak na zawołanie. I to najlepiej w okolicy wyborów.

 Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć zwykły zjadacz chleba ze wzmacniaczem i ulepszaczem? Przede wszystkim nie panikować. Całkowite wyeliminowanie inwigilacji nie jest w praktyce możliwe. No i nie po każdego z nas przyjdą smutni panowie w prochowcach.  Marne to oczywiście pocieszenie. Mogę zatem dodać ku pokrzepieniu serc, że najczęściej informacje o nas będą wykorzystywane do precyzyjnego wywierania wpływu, odpowiedniego nastroju lub zmiany opinii. Jedynym słowem zrobienia z nas pacynek. A na to mamy broń. Każdy z nas. Tak, prawdziwa broń w walce z propagandą jest właśnie w nas, pod czaszką. Wystarczy ją tylko nieco odkurzyć i zaprząc do działania.