Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Mateusz Dziób  1 lutego 2014

Dziób: Dzień święty święcić

Mateusz Dziób  1 lutego 2014
przeczytanie zajmie 4 min
Dziób: Dzień święty święcić mediterraneo.pl

Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając – czytamy o sobocie w Księdze Rodzaju (Rdz 2,3). O ile ten ustęp może zostać uznany jedynie za wskazówkę do postępowania (bo czyż nie winniśmy naśladować Boga?), o tyle w dekalogu znajduje się już imperatyw święcenia tego właśnie dnia.

Trzecie bowiem przykazanie, które znamy z katolickiej wersji Przymierza brzmi niezwykle ubogo przy dosłownym brzmieniu tegoż przedstawionego w Biblii (Pwt 5, 12-14, Wj 8-12):

Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką twą pracę, lecz w siódmym dniu jest szabat Pana, Boga twego. Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służąca, ani twój wół, ani twój osioł, ani żadne twoje zwierzę, ani obcy, który przebywa w twoich bramach; aby wypoczął twój niewolnik i twoja niewolnica, jak i ty.

Wolność i wynikające z niej prawo wypoczynku skontrastowane są (Pwt 5,15) z niewolą egipską. Uderzające jest to, że według Tory świętować mają wszyscy, począwszy od Żyda, poprzez gości aż po zwierzęta. I faktycznie w judaizmie (nawet tym dzisiejszym, byśmy doprecyzowali: rabinicznym) przestrzega się rygorystycznie tego dnia szabasowego. Np. w przedwojennej Polsce Żydzi zatrudniali Polaków do dojenia krów w szabas. Sami też z powodu szabasu w pewnym sensie uważają się za uprzywilejowanych. Bo czyż wierni jakiejś innej religii mają dzień w całości poświęcony na odpoczynek tak jak ma to miejsce w czasie szabasu?

A chrześcijaństwo? Zgodnie z maksymą, że Chrystus nie przyniósł niczego nowego, lecz wszystko jako nowe, pierwszym dniem tygodnia uczyniło dzień, w którym On zmartwychwstał (a potem także, w 50 dni po tym wydarzeniu, zesłał Ducha Świętego). Zmiana (na użytek kościelny) nastąpiła nawet w łacińskim nazewnictwie dni tygodnia – dies Solis zastąpiła dies Dominica, a dni od poniedziałku do piątku – feriae czyli tłumacząc na polski: święta (np. poniedziałek – feria secunda). Warto też przy okazji wspomnieć (zwłaszcza w kontekście debaty nad stosownością handlu w ów dzień), że słowiański źródłosłów słowa niedziela bierze się od czasownika nie działać. Pomimo tego, iż to szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu (Mk 2,27) w chrześcijaństwie nigdy aż tak rygorystycznie jak w judaizmie nie przestrzegano dnia świętego. Zresztą chrześcijaństwo, w stosunku do mozaizmu czy też judaizmu zdaje się być bardzo liberalne.

Liturgię zaś sprawowano w sobotę o zmierzchu. Pierwsza Msza Święta była wszakże wieczerzą, czyli – jak pisze abp. Nowowiejski w swoim Wykładzie Liturgii najznamienitszym posiłkiem dnia (stąd właśnie bierze się pochodzenie nieszczęsnego ostatnimi czasy manipularza, który pierwotnie służył jako chusta do celów higienicznych). Pierwszą zaś chrześcijańską świątynią był właśnie Wieczernik. W tradycji Bliskiego Wschodu obecne jest także przekonanie, że dzień zaczyna się ze zmierzchem, a nie świtem. Muzułmanie np. w czasie świętego dla nich miesiąca Ramadan poszczą od świtu do zmierzchu, w nocy maksymalnie sobie folgując.

Szczerze, nie mam pojęcia jak to się stało, że celebracja Eucharystii została przesunięta z sobotniego wieczora na niedzielny poranek (z pewnością nastąpiło to już w tzw. erze konstantyńskiej). Z tego też powodu zdecydowano się zachować post eucharystyczny od północy (za czasów kiedy jeszcze nie było celibatu była też nim objęta aktywność seksualna – sic!). I tak np. liturgię Wigilii Paschalnej sprawowano przeważnie… w sobotni poranek. Posty eucharystyczne były dość rygorystycznie przestrzegane, i dopiero od Sacram Comunionem Piusa XII z 1957 r. złagodzono je do trzech godzin przed przyjęciem Najświętszego Sakramentu.

Ale przecież celebracja Eucharystii w noc z soboty na niedzielę miała również silny wydźwięk teologiczny. To przecież w nocy Izraelici wyszli z Egiptu i przeszli suchą nogą przez Morze Czerwone. Tej też właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani. Niektóre nowe ruchy religijne jak np. neokatechumenat celebrują eucharystię właśnie w sobotni wieczór. Czy można? Owszem, można. Pytanie tylko – po co? Czy nie jest to już zwykły archeologizm? Jeśli od co najmniej 1700 lat w Kościele rzymskim jest inaczej to po co się cofać? Bo o ile, uważam, że niedzielne eucharystie w sobotni wieczór są niektórym ludziom potrzebne, tak w tym przypadku nie rozumiem takiego postawienia sprawy, w którym wyjątek staje się normą.

Cała bowiem niedziela winna być dniem świętym. Bo świętowanie to nie tylko udział w nabożeństwie.  Jeśli obowiązek niedzielny spełnimy już w sobotę czy wówczas niedziela sama w sobie nie będzie świętem jakoś niepełnym? Na wsiach, nawet po odświętnym stroju mieszkańców można wnieść iż mamy do czynienia z dniem różnym od innych. Niedzielne świętowanie może mieć również wymiar wspólnotowy i polegać na odwiedzinach u bliskich i znajomych. Nawet w Lipcach z Chłopów Reymonta właśnie w ten dzień pozwalano sobie na więcej:

Tymczasem do karczmy napływało coraz więcej ludzi, bo już mrok gęstniał, zapalili światło, muzyka raźniej się ozwała i gwar się podnosił; naród kupił się przy szynkwasie, pod ścianami albo i zgoła w pośrodku izby i raił, pogadywał, użalał się, a kto niekto i przepijał do drugiego, ale z rzadka, bo nie na pijaństwo przyszli, jeno tak sobie po sąsiedzku postać, pogwarzyć, skrzypic posłuchać abo i basów, coś niecoś posłyszeć nowego; niedziela przeciech to odpocząć ni folgę dać ciekawości nie grzech, a choćby i ten kieliszek wypić z kumami… byle przystojnie i bez obrazy boskiej się obyć obyło, to i sam dobrodziej nie bronił… Jakże, i bydlę na ten przykład po pracy odpocząć rade i musi. A zaś przy stole zasiedli gospodarze starsi i kobiety niektóre, przyodziane w czerwone wełniaki i chusty, że widziały się jako te malwy rozkwitłe, a że razem wszyscy mówili, to ino szum szedł po karczmie, kiejby boru, i tupot nóg, jakoby bicie cepami w klepisko, i głos tych skrzypic, co cięgiem śpiewały figlujący.

Świętowanie dnia świętego może wcale nie łączyć wyznawców chrześcijaństwa i judaizmu. Zamiast tego lepiej chyba skupić się na rzeczach, które naprawdę są wspólne. A wspólnym jest np. oczekiwanie Mesjasza – dla Żydów pierwsze, dla nas zaś kolejne. Żydzi bowiem słusznie zarzucają chrześcijanom brak odkupienia świata, wtedy kiedy dusza została odkupiona. Co z przepowiedniami o Księciu Pokoju? Gdzie to Królestwo Boże, gdzie miecze przekute na lemiesze? Chrześcijanie mają Mesjasza bez mesjanizmu, a Żydzi mesjanizm bez Mesjasza. Trudno bowiem od Żydów uczyć się miłości do Pisma, skoro ważniejszy dla nich zdaje się być Talmud wraz z 613 przykazaniami Miszny. Zastanawiające jest także, iż w soborowej deklaracji Nostra aetate przy innych niż judaizm religiach znajdujemy enumeratywne wyliczenie praktyk, które są nam (katolikom) wspólne. Są nimi np. asceza i medytacja w hinduizmie, post i modlitwa w islamie. W punkcie (najdłuższym objętościowo numerze deklaracji) dotyczącym judaizmu takiego wyliczenia brak. Bez względu jednak na to, święcić dzień święty trzeba. Niechaj każdy to robi zgodnie z kulturą, w której przyszło mu żyć. W naszej zaś kulturze, dzień rozpoczyna się nie wraz ze wschodem słońca a nie jego zachodem. Wybór dla mnie jest oczywisty.