Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Alicja Chwieduk  28 stycznia 2014

Chwieduk: Po(p)garda i literatura

Alicja Chwieduk  28 stycznia 2014
przeczytanie zajmie 3 min
Chwieduk: Po(p)garda i literatura Arcadius, CC.

Sadystyczna, fetyszystyczna, brutalna, ogłupiająca, rozerotyzowana, zachęcająca do zbrodni… Lista grzechów popkultury zdaje się nieskończona. Litanię oskarżeń wieńczy zazwyczaj jednomyślny wyrok: stłamsić! A w najlepszym wypadku gardzić, ponieważ śmiertelnie zagraża kulturze wysokiej.

Nie wymaga intelektualnego wysiłku, stawia odbiorcę w roli pasywnego konsumenta. Proponuje ładnie podany produkt, od razu do rozpakowania. Oczywiście, można zerwać papier bez strachu, bo w środku odbiorca znajdzie treści wyłącznie łatwostrawne. Gotowe emocje, gładka wizja świata, przyjemna lekkość. Wszystko, co zadowala (ale nie wyzwala) w słodkiej pigułce. Co więcej, po zażyciu – żadnych skutków ubocznych. Dotkliwego podrażnienia intelektu nie stwierdzono.

W naukowych opracowaniach nie brakuje barwnych analiz kultury masowej. Autorzy z rozkoszą snują plastyczne opisy popkultury jako „miękkawej, lepkiej mazi”, „rozlewającej się breji”, „pleniącego się medialnego onanizmu”. Zamiast jednak uzupełniać korowód słownych kuglarzy, tak bardzo zniesmaczonych produktem dla mas, lepiej chyba pójść śladem Umberto Eco i trochę obalić twarde zarzuty kierowane w stronę popkultury. Nie mogę mieć oczywiście ambicji kompletnego streszczenia narosłych już sporów. Ani tym bardziej przyznać sobie prawa do ostatecznego rozwiązania konfliktu. Uwagę zwraca jednak pewien wycinek z całej dyskusji. Napięcie między polami „kultury wysokiej” i „niskiej” oraz rola odbiorcy w tym sporze. Odbiorcy, który czasem traci czujność. Jak ją odzyskać?

Gdzieś w popkulturowy bełkot, który ma podobno idealnie przemówić do niewyszukanego gustu większości, wplątał się problem literatury. Ale krytycznie nastawionego czytelnika nudzi gnębienie „kanonicznych” przykładów niskiej twórczości. Przyjrzy się raczej książkom wielokrotnie nagradzanym, które posiadają prestiż i silny społeczny status „dobrych”. Zapyta: jak (nie)odnajdują się na gruncie „grzesznej” popkultury? Czy igrają z jej językiem i wartościami rzeczywiście inteligentnie? A może wpadają w pułapkę tego typu literatury popularnej, który chce wyłącznie szokować i obrzydzać, bo wie, że łatwa kontrowersja to klucz do finansowego sukcesu? Czujny odbiorca drąży, sprawdza, a w razie potrzeby gardzi.

Podobno Baudelairowski flaneur, który z zaciekawieniem przemierzał miejskie pasaże i szukał inspiracji w sylwetkach zwykłych przechodniów, bezpowrotnie przepadł. W wizji Waltera Benjamina labirynty ulic zastąpiły labirynty towarów, a swobodny włóczęga został wyrwany z żywej tkanki miasta i wlepiony wraz z tłumem między wystawy domów towarowych. Koncept niemieckiego filozofa kontynuują dziś badacze społeczeństwa konsumpcyjnego – śledzą dalsze losy XIX-wiecznego spacerowicza-artysty, przemiany domów handlowych w potężne centra rozrywki i głoszą degradację umasowionej rzeczywistości. Dobrze wpuścić trochę świeżego powietrza na literackie salony i skonfrontować współczesny dorobek z podobnymi ponurymi diagnozami. To dopisuje kolejne pytanie do łańcuszka wątpliwości świadomego czytelnika. Czy dobra literatura ciągle broni się, albo lepiej – twórczo odnajduje – w „społeczeństwie spektaklu”?

Odpowiedzialne balansowanie na granicy dwóch światów – „kultury wysokiej” i „niskiej” –  wymaga dekonstrukcji tych pojęć. W ferowaniu wyroków, co ma być tym „wysokim” a co absolutnie nie trzeba być ostrożnym. Nie istnieje bowiem takie określenie literatury masowej, którego nie dałoby się użyć w stosunku do najpoważniejszych dzieł sztuki naszej epoki. „W erze kolidujących kryteriów szybko wytępilibyśmy się nawzajem”, mówił Eco. Za jeden z przymiotów sztuki ambitnej uważa się jej zdolność do pobudzania refleksji: literatura wysoka to wyzwanie! Tymczasem, żadna cecha żadnego dzieła nie tkwi w nim samym, ale jest narzucana z zewnątrz. Przez układy społeczne, krytykę, reklamę… To, czy dany utwór mobilizuje nas intelektualnie zależy już wyłącznie od prywatnych dyspozycji. Poza tym, komiksy o Spidermanie nie dostarczą tych samych wrażeń, co poezja Goethego nie dlatego, że te pierwsze są gorsze, ale obydwa teksty mają zupełnie inne zadanie. Warto też pamiętać, że kiedyś, na przykład, gatunek powieści uchodził za poważne zagrożenie dla wysokiej literatury, a utwory Hemingwaya z lekceważeniem traktowano po prostu jako banalne i puste.

Sama kultura masowa to nie, jak lubi się podkreślać, dzieło spisku wyzyskiwaczy przeciwko ciemiężonym obywatelom. Nie oznacza koniecznie zwrotu ku złym smakom i przeciętności (ta ostatnia zresztą jest tylko wynikiem statystycznej operacji – przeciętny odbiorca i przeciętny gust realnie nie istnieją!). Wreszcie, obecność na rynku masowym nie oznacza przekleństwa. Korzyści dla literatury z bycia powszechnie dostępnym nie trzeba chyba tłumaczyć… Dlaczego zatem nie spojrzeć na kulturę masową jako na efekt zmian społecznych oraz technologicznych? Wydaje się oczywiste, że nowy standard życia musiał sprowokować zmianę oczekiwań wobec sztuki oraz roli artysty. Rzeczywistość zaczęła wyrażać się poprzez inne języki. Kultura masowa to wieloraka ekspresja, intertekstualność, ciągła estetyzacja, znoszenie podziałów, wizualna stymulacja świata, nadmiar bodźców, przesyt. Tymi kodami artysta musi najpierw dobrze operować, by potem je inspirująco przetworzyć.

Oczywiście rozumiem i czuję dystans intelektualnych elit do dzieł miałkich, masowych, niskich. Ostatecznie należę do środowiska akademickiego, funkcjonuję w jego języku, operuję jego narzędziami. Pozostaję niejako skazana na uczestniczenie w kulturze wysokiej. Trudno jednak przejść obojętnie nad potencjałem i nieoczywistością popkultury – materiału idealnego do artystycznej obróbki. A zdaje się, że tylko przyjęcie tak szerokiej perspektywy umożliwia współczesnemu czytelnikowi świeże spojrzenie i nadaje sensu jego literackiej pogardzie.