Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  10 grudnia 2013

Wójcik: Wrzask rozwydrzonych bachorów

Piotr Wójcik  10 grudnia 2013
przeczytanie zajmie 4 min
Wójcik: Wrzask rozwydrzonych bachorów Platforma Obywatelska RP.

Były już minister Rostowski powszechnie uchodził za osobnika wyjątkowo łasego na wszystko, co choćby tylko mgliście przypominało pieniądze. Trudno zresztą powiedzieć, żeby w obecnych czasach była to specjalnie rzadka cecha. Ta słabość (a poważnie mówiąc, budżetowe potrzeby chwili) miała go finalnie popchnąć do poczynienia kroku, którym spowodował niespotykany od lat w Polsce raban.

Już sama zapowiedź przesunięcia dużej części składek emerytalnych z OFE do ZUS spowodowała, że przestrzeń debaty publicznej wypełniło larum, chaotyczne i ogłuszające niczym wrzask rozwydrzonych bachorów. Zaczęto bez umiaru sypać liczbami jak z rękawa. 150 miliardów złotych przeplatało się z 270 miliardami złotych i nieistotne było, czy którakolwiek z tych liczb jest prawdziwa. Obie jednakowo biły po oczach – taką właśnie kwotę rząd chce nam odebrać, wyrwać z naszych zaciskających się dłoni, a tymczasem już w wyobraźni czuliśmy miły dotyk banknotów, których zapach zaczął cudownie mizdrzyć się do naszych nozdrzy. 270 miliardów, „taaakie pieniądze”, szeptaliśmy, chwytając się za głowę. Młode pary już zaczęły planować wakacje w Australii, single „zwiedzanie” Tajlandii, a rodziny zakup domku w górach z najnowszym modelem grilla do kompletu. I ten wredny łysy facet chce nam to wszystko zabrać? No pasaran! – wykrzyknęły tabuny tych, którzy nagle odnaleźli w sobie zainteresowanie sprawami publicznymi o tyle tylko, o ile publicznego charakteru nabrały na moment ich własne portfele. W ten właśnie sposób wszyscy na moment staliśmy się bogaczami – co prawda okradanymi, ale dobre chociaż to.

„To normalne, że ludzie upominają się o swoje”, rzeknie mi ktoś. Wolne żarty. To dlaczego nie było takiego rabanu, gdy podwyższano wiek emerytalny, pomimo zupełnie innych deklaracji wyborczych? Albo gdy wrzucano do kosza jeden obywatelski projekt po drugim? Dlaczego nie ma tak powszechnego oburzenia na „największą aferę korupcyjną w historii”? Ponieważ wymienionych kwestii nie da się sprowadzić do bijącego po oczach symbolu, jakim jest okrągła suma 270 miliardów złotych (prawie trzysta!) i nie ma tu już większego znaczenia, czy rzeczywiście odpowiada ona prawdzie. W dzisiejszej przesadzonej rzeczywistości medialnej, zdominowanej przez błyskotki, hedonizm i „gorące niusy”, rozgrzać wyobraźnię obywateli może już tylko duża kwota pieniędzy. A najlepiej duża kwota „naszych pieniędzy”.

Wmówiono nam, że pieniądze w OFE to nasza osobista własność. Daliśmy się zwieść mirażom „osobistych kont emerytalnych”, a przecież środki w OFE nie powstały z dodatkowo przeznaczanych przez nas sum, lecz jedynie z innego podziału dokładnie takiej samej składki. Co więcej, większości z nas nikt nie pytał, czy chcemy przekazywać jej część prywatnym funduszom inwestycyjnym ani nawet na jakich zasadach chcemy to robić. Tak ma wyglądać urynkowienie czegokolwiek? Środki publiczne przesuwane są regularnie, lecz żadnej tego typu operacji nie towarzyszyła wcześniej tak zmasowana i fałszywa akcja propagandowa, jak podczas reformy wprowadzającej drugi filar emerytalny. Niewątpliwie ws. otwartych funduszy emerytalnych zostaliśmy oszukani, ale podczas ich wprowadzania, a nie teraz, i możemy mieć o to pretensje głównie do OFE i ich obecnie najbardziej zaciekłych obrońców – na przykład Buzka i Balcerowicza.

Skoro środki zgromadzone w OFE to nasze osobiste pieniądze, to niech ktoś spróbuje je wyciągnąć z takiego „osobistego konta”. Niech choćby spróbuje zaprzestać płacenia składek, równocześnie pracując na umowie o pracę. Tak się tworzy osobisty kapitał? Pod przymusem? Skoro te środki mają rzekomo zapewnić nam lepsze świadczenia na starość, to może niech ktoś zerknie na projekcje wysokości emerytur z OFE, porównywalne chyba tylko z kieszonkowym gimnazjalisty, co jest raczej mało spójne z bajkami, jakie zarządzający funduszami opowiadali Polakom podczas wprowadzania reformy. OFE są bardziej godne zaufania niż państwo? Nie przypominam sobie, by państwo proponowało wypłacanie emerytury tylko przez 15 lat, jak czyniły to OFE. Skoro najbardziej stabilna część środków w OFE to obligacje skarbu państwa, to dlaczego mniej pewne miałyby być zapisy księgowe w ZUS, jeśli one także są gwarantowane przez państwo? Czemu zapisy w ZUS są uważane za wirtualne, a środki funduszy emerytalnych gromadzone w mniej lub bardziej ryzykownych instrumentach finansowych są uważane za jak najbardziej rzeczywiste? Czy nikt nigdy nie stracił na giełdzie? Wreszcie, dlaczego same OFE miałyby być pewniejsze niż państwo?  Czy prywatne firmy zawsze regulują swoje zobowiązania?

Powszechny system emerytalny musi być wspólnym systemem, gdyż obowiązek zapewnienia bytu niezdolnym już do pracy seniorom spoczywa na wspólnocie. Dziadek mojej sąsiadki nie jest jakimś tam starszym panem, lecz członkiem mojej wspólnoty politycznej. Tworzenie powszechnego systemu emerytalnego opartego na indywidualnych oszczędnościach składanych na osobistych rachunkach rozbija wspólnotę i jeszcze bardziej atomizuje społeczeństwo. Przecież nikt nie zabrania nam dodatkowego oszczędzania, jednak nie może się to odbijać kosztem wspólnego systemu emerytalnego, któremu musi zostać zapewniona integralność. Tworzenie drugiego filaru z części składki emerytalnej w tę integralność uderzało. Najwyższy czas z tego błędu się wycofać – całkowicie, nie częściowo – i utworzyć solidarny system emerytalny, czyli taki, w którym na przykład nie obowiązuje górna granica podstawy oskładkowania (jak jest obecnie na poziomie ok. 111 tysięcy złotych rocznie), po przekroczeniu której przestaje się odciągać składki.

Repartycyjny system emerytalny jest systemem pozytywnie wpływającym na wspólnotę. Poczucie, że ciąży na nas odpowiedzialność za utrzymanie starszych pokoleń oraz świadomość, że przyszłe pokolenia odwdzięczą się nam tym samym, niewątpliwie wzmacnia poczucie międzypokoleniowej solidarności. Oczywiście w epoce neoliberalnego prania mózgów, w której egoizm podnoszony jest do rangi cnoty, pierwszym odruchem może być poczucie doznawanej krzywdy, jednak prędzej czy później każdy musi zrozumieć, że silna wspólnota leży w interesie nas wszystkich oraz każdego z osobna. Oczywiście, bez wysokiego wzrostu gospodarczego i odpowiedniego przyrostu naturalnego nasze emerytury będą głodowe w każdym systemie, jaki by on nie był. Jednak przy odpowiednim ustanowieniu solidarnej składki oraz spłaszczeniu świadczeń system repartycyjny może się bilansować. A poza nim każdy, kto ma tylko ochotę i możliwości, niech sobie dodatkowo oszczędza i inwestuje do woli. Problemem nie jest to, że rząd znowu zabiera środki z II filaru, ale to, że zabiera tylko ich część, a nie całość. Czas OFE w tym kształcie musi się definitywnie skończyć.