Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Wojciech Gil  7 grudnia 2013

Gil: Dokąd zmierza Libia?

Wojciech Gil  7 grudnia 2013
przeczytanie zajmie 4 min
Gil: Dokąd zmierza Libia? wikimedia commons

W mijającym tygodniu libijskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło, jako podstawę swojego prawa, a także fundament funkcjonowania wszystkich instytucji publicznych, zasady szariatu. Nowe podłoże legislacyjne będzie najprawdopodobniej miało znaczny wpływ na kształtowanie się wciąż młodej, porewolucyjnej państwowości libijskiej, która ponad dwa lata po obaleniu reżimu pułkownika Kaddafiego wydaje się być ciągle pogrążona w chaosie.

Państwo Libia, jak brzmi obecna nazwa oficjalna kraju, była jedynym miejscem podczas tzw. Arabskiej Wiosny, w którym władza została obalona w wyniku wojny domowej.
W niektórych państwach Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej dyktatorzy również zostali „wymienieni” na nowych przedstawicieli, jednak to właśnie w Libii doszło do regularnych walk, które – w przeciwieństwie do ciągle toczącego się konfliktu w Syrii –przyniosły zamierzony skutek.

Arabska Wiosna dotarła do ówczesnej Libijskiej Arabskiej Dżamahiriji Ludowo-Socjalistycznej z Tunezji i Egiptu w połowie lutego 2011 r., kiedy mieszkańcy Benghazi rozpoczęli protest przeciwko uwięzieniu aktywisty na rzecz praw człowieka, Fathiego Terbila. Protest ten był częścią szerszego wyrażania sprzeciwu wobec reżimu, na którego czele niezmiennie od 1969 r. stał pułkownik Muammar Kaddafi. Rozruchy wkrótce przeistoczyły się w wojnę domową, która trwała do października 2011 r. i pochłonęła życie ok. 25 tys. ludzi oraz zrujnowała znaczną część kraju. W akcję obalania poprzedniego systemu włączyło się również ONZ, m.in. poprzez rezolucję 1973 ustanawiającą strefę zakazu lotów nad Libią, co skwapliwie wykorzystały głównie Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja, aby pomóc rebeliantom w osiągnięciu ich celów. Jednak udana rewolta nie byłaby możliwa przede wszystkim bez zwykłych Libijczyków, którzy masowo dołączali do zbrojnych grup. Pomijając aspekty ideologiczne, prawdopodobnie coraz częściej będą pojawiały się pytania co do faktycznych korzyści, jakie odnieśli obywatele państw regionu Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej z Arabskiej Wiosny Ludów. W 2011 kierowali się impulsem – dzisiaj stawiają czoła skutkom sytuacji, którą sami stworzyli.

Na dzień dzisiejszy głową państwa w Libii jest przewodniczący Generalnego Kongresu Narodowego (General National Congress), Nouri Abusahmen. Funkcję tę objął po rezygnacji poprzedniego szefa tego ciała politycznego, Mohameda al-Magariafa, który w związku
z wprowadzeniem przepisu zakazującego zajmowanie stanowisk osobom wywodzącym się
z administracji Kaddafiego nie mógł dłużej stać na czele GNC. Al-Magariaf bowiem w latach 80. pełnił funkcję ambasadora w Indiach, co zostało negatywnie ocenione przez nowych libijskich prawodawców. Sam powyższy przepis przedstawia stronę, w którą chce iść współczesne państwo libijskie, tworzone w znacznej części przez rebeliantów wojny domowej z 2011 r. Droga ku temu celowi równocześnie pokazuje, jak bardzo odmienne  podejścia do odnowienia jednego z najbogatszych państw Afryki mają konkurujące ze sobą grupy polityczne i quasi-polityczne.

Obecnie najpoważniejszym problemem wewnętrznym Libii, znacznie utrudniającym realne sprawowanie władzy przez rząd w Trypolisie, jest ciągle duża rola wszelakich milicji. Te zbrojne grupy, wywodzące się z różnych miast i regionów kraju, zgodnie walczące podczas konfliktu dwa lata temu, obecnie często stosują te same metody, z powodu, których obalili poprzedni system. Najgłośniejszym przykładem potwierdzającym ten fenomen było wydarzenie z listopada br., kiedy członkowie milicji pochodzącej z Misraty otworzyli ogień do protestujących mieszkańców Trypolisu, mających dość obecności nieformalnych grup zbrojnych na terenie stolicy. W starciach zginęły wówczas 43 osoby, a ok. 450 zostało rannych. Kolejnym przykładem może być porwanie premiera Alego Zeidana. 10 października 2013 r. został on porwany (i wypuszczony 6 godzin później) przez oponentów politycznych w odpowiedzi na przeprowadzenie w Libii operacji przez amerykańskie siły specjalne, których zadaniem było pojmanie terrorysty związanego z al-Kaidą. Na dodatek nieformalne grupy mają bezpośredni wpływ na libijską gospodarkę, np. przejmując kontrolę nad infrastrukturą przesyłową ropy naftowej, na którym to surowcu opiera się 80% PKB kraju. Warto w tym miejscu podkreślić również, że znaczna część aktywności milicji ma silne podłoże fundamentalistyczne, co dodatkowo podgrzewa i tak niebezpieczną sytuację wewnętrzną.

Rząd w Trypolisie, w odpowiedzi na coraz bardziej pogłębiającą się destabilizację kraju spowodowaną aktywnością milicji, wydał nakaz opuszczenia stolicy przez wszystkie nieformalne grupy wojskowe. Ali Zeidan w programie BBC apelował do państw Zachodu o pomoc przy zwalczaniu tych grup. Ciężko ocenić, czy jest to najlepsza droga do zakończenia bądź przynajmniej zmniejszenia skutków wewnętrznego chaosu, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt tylko niewielkiego oddziaływania władz centralnych na stan wewnątrz  kraju. Całkowite wyeliminowanie z życia politycznego milicji oraz grup nieformalnych, do którego dążą libijskie władze, może się okazać w dłuższej perspektywie jeszcze groźniejsze dla tego państwa. Jeśli spowoduje wzrost siły milicji w centrum bądź na wschodzie kraju, stworzy ryzyko wybuchu wojny domowej.

Dodać należy również, że Libia, m.in. ze względu na swoje położenie geograficzne, jest istotnym elementem środowiska międzynarodowego. Pogłębiająca się destabilizacja w tym kraju może dać się we znaki innym państwom, tak jak miało to miejsce w przypadku niekontrolowanej imigracji z północnej Afryki po 2011 r. czy wojny domowej w Mali. To właśnie kryzys w porewolucyjnym państwie libijskim umożliwił niemalże swobodny przepływ terrorystów i broni do tego kraju zachodniej Afryki, przez co dla zachowania ładu musiała interweniować Francja.

Podsumowując, należy zaznaczyć, że nowe władze libijskie już na samym początku rządów znajdowały się w trudnej sytuacji. Nie tylko musiały zaprowadzić porządek wewnętrzny w kraju (co nie udało im się do dziś), ale także stanęły przed obowiązkiem zdemontowania całego systemu państwowego, który po 42 latach rządach pułkownika Kaddafiego był całkowicie „zabetonowany”. To, czy rewolucja w 2011 r. okazała się dla społeczeństwa libijskiego korzystna pod względem poprawy, jakości życia oraz bezpieczeństwa zwykłych ludzi, będzie można ocenić prawdopodobnie już w niedalekiej przyszłości.