Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marcin Sanak  4 grudnia 2013

Sanak: Odkryjmy dziedzictwo Trydentu

Marcin Sanak  4 grudnia 2013
przeczytanie zajmie 5 min
Sanak: Odkryjmy dziedzictwo Trydentu Wikimedia commons.

W środę 4 grudnia mija 450. rocznica zakończenia Soboru Trydenckiego (1545-1563), katolickiej odpowiedzi na reformację, jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Kościoła. Jaki obraz concilium i następującej po niej epoki funkcjonuje w głowach katolików? Czy w czasach ukształtowanych m.in. przez Sobór Watykański II warto czytać dekrety Tridentinum?

Sobór Trydencki został zwołany w trudnych dla Kościoła warunkach. Osłabione przez reformację papiestwo dążyło do zakończenia konfliktu z protestantami. W tym celu Paweł III przystał na warunki dysydentów, zwołując zgromadzenie powszechne biskupów w mieście podlegającym cesarzowi niemieckiemu i nie przybywając na concilium osobiście. Mimo iż sobór początkowo miał na celu odparcie heretyckich tez innowierców, ostatecznie doszło do tego, że ojcowie soborowi dokonali pozytywnego wyłożenia całości wiary katolickiej. Okazało się, że szeroki zakres działalności teologicznej Lutra, Kalwina i Zwingliego zmusił katolickich biskupów, by w sposób całościowy i szczegółowy objaśnili główne prawdy wiary, kanon Pisma Świętego oraz naukę o sakramentach i liturgii. Tym samym podkreślono, że depozyt wiary Kościoła nie może być przedmiotem subiektywnych i dowolnych interpretacji. Sobór ukształtował „katolicki Kościół konfesyjny”, a jego oddziaływanie rozpościerało się między biegunami „społecznego zdyscyplinowania i duchowości duszpastersko-religijnej” (Klaus Schatz). Reforma trydencka w zakresie swojego wpływu na Kościół może być porównana chyba tylko z reformą gregoriańską oraz przemianami po Vaticanum II.

Polemika z postanowieniami Soboru Trydenckiego rozpoczęła się wkrótce po jego zakończeniu; przez cały XVII i XVIII w. protestancka propaganda uderzała w rzymski katolicyzm i jego naukę, wyrażoną precyzyjnie na concilium. Ruch oświeceniowy podkreślał rzekomą nietolerancję Kościoła wobec filozoficznych, społecznych i ustrojowych nowinek. Wraz z rozwojem „nowej teologii” w XX w. negatywny mit „epoki potrydenckiej” zdobył wielką popularność. Zdaniem progresistów była ona okresem integryzmu, ciemniactwa i obskurantyzmu, w którym straszono ludzi piekłem i mściwym Bogiem, co nie przystoi  czasom współczesnym, kiedy człowiek jest wolny, wyprostowany (a nie na kolanach) oraz ma prawo do wyrażania własnego, zabsolutyzowanego zdania w dziedzinie teologii i nauki Kościoła. Niektórzy postępowi ojcowie Soboru Watykańskiego II uznawali zwołane przez Jana XXIII zgromadzenie za koniec dusznej epoki kontrreformacji. Te interpretacje wzmacniały nie tylko media, ale także liberalna oraz marksistowska historiografia, uznająca dzieje za przestrzeń walki postępu z ciemnotą, urzeczywistniającej się przez rewolucje i gwałtowne zerwania z „reakcyjną przeszłością”. W przeciągu ostatniego półwiecza powstało wiele publikacji, w których mniej lub bardziej uwidaczniała się z góry przyjęta teza, że wszystko, co miało miejsce w Kościele przed Vaticanum II, było „trydenckie”, a więc „gorsze”. Także dzisiaj nie brakuje duchownych, historyków i publicystów, zarzucających epoce posttrydenckiej sztywność, fasadowość, jurydyzm, przesadny nacisk na agresywną apologetykę oraz zbyt sformalizowaną i pompatyczną pobożność. „Zabobon” (używając terminologii o. Józefa Bocheńskiego OP) o strasznym „trydenckim drylu” głęboko wrył się w podświadomość wielu katolików. W efekcie całkowicie przysłonięte zostało piękno, konkretność i jasność dokumentów Tridentinum oraz wiele spektakularnych sukcesów ówczesnego ruchu odnowy.

Czy dokumenty soboru sprzed 450 lat mogą jednak powiedzieć cokolwiek „dzieciom i wnukom” Vaticanum II? Czy jego postanowienia są wciąż aktualne? Przede wszystkim należy podkreślić, że Sobór Trydencki był soborem dogmatyczno-pastoralnym, wyrażającym w swej zasadniczej części niezmienne prawdy wiary katolickiej. Tym samym różni się od Soboru Watykańskiego II, który miał przede wszystkim wymiar duszpasterski. W części dogmatycznej Sobór Trydencki zawiera naukę aktualną i nieomylną; w wymiarze pastoralnym, pomimo ogromnych zmian jakie dokonały się w Kościele na przestrzeni wieków, wciąż obowiązuje wiele zrewidowanych nakazów concilium, mówiących m.in. o biskupich obowiązkach stałej rezydencji w swych diecezjach, tworzenia seminariów duchownych oraz wizytacji parafii.

Cytaty i odwołania do soborowych dekretów weszły na stałe do Katechizmu czy zbioru Breviarium fidei, ale dla osób pragnących „czegoś więcej” może pozostać pewien niedosyt. Warto zatem sięgnąć do oryginałów – czytanie dokumentów Tridentinum może okazać się niezwykle pomocne dla osobistego rozwoju wiary. Dekrety wyjaśniają wiele zawiłych kwestii, przypominają o potrzebie osobistego nawrócenia, stanowią potężną bazę merytoryczną do działalności ewangelizacyjnej i apologetycznej. Zasady wiary zostały wyłożone dość jasno i klarownie, a równocześnie podkreślono, jakich poglądów należy się wystrzegać dla zachowania jej czystości oraz dobrze ukształtowanego sumienia. Teksty Soboru nieustannie i bardzo obszernie odwołują się do Pisma Świętego i żywej Tradycji Kościoła – sięgają do starochrześcijańskich Ojców i kanonów synodalnych, nauki scholastyków wieków średnich i papieskiego magisterium, do bogactwa liturgii oraz pobożności ludu. Na Soborze Trydenckim nastąpiło podsumowanie, ujednolicenie i pogłębienie głównych prawd wiary, zebranie i uporządkowanie dotychczasowej Tradycji Kościoła. Oczywiście, Magisterium Ecclesiae nie zaczyna ani nie kończy się na Trydencie, jednak żaden sobórnie dokonał tak pełnego wyłożenia tego, w co konkretnie wierzymy. Warto wsłuchać się także w ważne słowa papieża Franciszka, który w liście na obchody rocznicowe zauważył, że wypracowana przez Benedykta XVI nauka o „hermeneutyce reformy” odnosi się w nie mniejszym stopniu do Soboru Trydenckiego, niż do Watykańskiego II.

Równocześnie soborowe dokumenty stanowią klucz do zrozumienia epoki kontrreformacji: czasu, któremu przyprawiono gębę „potrydenckiej skorupy”. Zabieg ten jest najczęściej wynikiem ahistorycznego interpretowania przeszłości we współczesnych kategoriach, bądź też zgodnie z sympatiami wobec różnych stronnictw w obecnym Kościele. Tymczasem potrzebne jest podejście metodologiczne i zdroworozsądkowe. Sobór Trydencki umożliwił trafne rozeznanie duchowych mielizn oraz podskórnych, żywotnych sił katolicyzmu. Jego reformy oraz odnowienie tradycyjnej, oczyszczonej pobożności dało Kościołowi wielkich świętych, nowe zakony i zgromadzenia, lepiej ukształtowanych i wykształconych kapłanów, oczyszczoną liturgię oraz ożywiony kult eucharystyczny i kult świętych. Sobór stał się fundamentem barwnej kultury baroku, tak deprecjonowanej przez stulecia (zwłaszcza w XIX i I połowie XX w.), a dziś ponownie odkrywanej przez badaczy jako okres rozwoju pełnej rozmachu i ekspresji poezji, architektury i sztuki. Konieczność większej kontroli ortodoksji kapłanów czy zobowiązanie ich do ścisłego trzymania się rubryk i nigryk w czasie celebrowania Mszy (na co wielu patrzy dziś z oburzeniem – moim zdaniem nieuzasadnionym) były potrzebami czasu. Od czasów reformacji i agresywnej działalności protestantów, negujących fundamenty katolicyzmu, już nic nie mogło być bowiem takie jak przedtem.

Jednocześnie należy jednak przyznać, że epoka potrydencka nie była doskonała – nie ma bowiem czasów idealnych. Wprowadzanie reformy w wielu miejscach okazało się długotrwałe i powierzchowne, utrudnione przez społeczno-polityczne zamieszkanie w Europie, cezaropapistowskie pokusy świeckich władców oraz bariery psychologiczne: ludzkie przyzwyczajenie i słabości. Nie wypleniono od razu nepotyzmu w Stolicy Apostolskiej, zacinała się formuła Świętego Oficjum, za zbyt surowy uznawano Indeks Ksiąg Zakazanych, nieudolnie podchodzono do problemu akomodacji na terenach misyjnych. Potrzeba było jeszcze długiego czasu, by oczyścić pełną cudownego myślenia pobożność czy wyplenić nadużycia liturgiczne. Z krytyką spotyka się także posoborowa decyzja o likwidacji rytów młodszych niż 200 lat, co doprowadziło do zniszczenia wielu lokalnych tradycji liturgicznych.

Jan Paweł II w 1995 r. stwierdził, że w obliczu kryzysu duchowego i eklezjalnego pierwszych lat XVI w. Kościół potrafił odnaleźć w Trydencie odwagę, aby dochować wierności Tradycji apostolskiej. Warto odkryć dziedzictwo tego soboru, bez uprzedzeń i przejaskrawień, żeby móc karmić się ortodoksyjną nauką, tradycyjną pobożnością oraz na nowo przemyśleć współczesne „strategie” ewangelizacyjne.