Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  1 grudnia 2013

Wójcik: Wina leży po stronie Unii

Piotr Wójcik  1 grudnia 2013
przeczytanie zajmie 2 min

Ten, kto dziś nie ma dejà vu, w 2004 roku albo musiał być dzieckiem, albo jeszcze w ogóle nie istniał. Znów mamy okazję oglądać wybuch niezadowolenia ukraińskiego społeczeństwa przeciwkozłemu Janukowyczowi i jątrzącej Rosji. Tylko czy dziś także można zastosować taki schemat? Czy przypadkiem obok Rosji drugim winnym całego zamieszania nie powinna być  Unia Europejska?

Partnerstwo Wschodnie od początku było traktowane przez europejskich decydentów wyraźnie po macoszemu. Francuzi mieli swoje Partnerstwo Południowe, pozostałe kraje ze starej Europy nie podzielały przekonania Polski, Szwecji i może kilku innych państw naszego regionu o wadze tego przedsięwzięcia. W ślad za niewielką wiarą w słuszność działania idą z reguły śladowe ilości gotówki – tak było również tym razem. Wysupłano więc na ten cel niecałe 3 miliardy euro na lata 2007-2013, co miało rzekomo wystarczyć, by zbliżyć do UE sześć krajów z obszaru postsowieckiego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że rozwój studiów gender w tym rejonie Unia Europejska zechciałaby pewnie zasilić większa ilością pieniędzy. Ale na nieszczęście całego projektu, modne postępowe idee nie przewijały się wokół niego, więc też nie przemówił on wystarczająco mocno do oświeconych umysłów eurokratów.

Jakby tego było mało, Kijów został potraktowany niczym piąte koło u wozu. I to dosłownie. Dzieląc ilość euro, jaka została przeznaczona na poszczególne kraje, przez liczbę mieszkańców,Ukraina była na 5. miejscu i dostała w latach 2010-2012 zawrotną sumę… 21 euro na osobę. Bardzo eufemistycznie mówiąc, to kwota dosyć żałosna. Nawet nad Dnieprem może nie wystarczyć na dobrą imprezę. Mołdawia oraz Gruzja, które dostały kilkukrotnie więcej (odpowiednio 135 i 67 euro na mieszkańca), nie robiły zbędnych problemów i parafowały umowy stowarzyszeniowe. Patrząc w liczbach bezwzględnych, przeznaczone sumy także nie robią wrażenia. Na Ukrainę Partnerstwo Wschodnie przeznaczyło niecały miliard euro na 7 lat (2007-2013). To dla 45-milionowego państwa kwota mało poważna. Mołdawia dostała dwa razy mniej, pomimo że mieszkańców ma kilkunastokrotnie mniej.

Tajemnicą pozostaje, w jaki sposób Unia Europejska chciała przekonać do siebie duży i poddawany regularnemu szantażowi ekonomicznemu kraj, przeznaczając na to tak żenująco niskie kwoty. Oczywiście, że w czasach kryzysu gospodarczego liczy się każdy gorsz, ale w takim razie zamiast mydlić Ukraińcom oczy i tworzyć fasadowy program, trzeba było od razu postawić sprawę jasno. Tymczasem UE rozbudziła wyobraźnię Ukraińców i teraz to ona przede wszystkim odpowiada za ich zawiedzione nadzieje. Tym bardziej, że na czasem idiotyczne „postępowe” projekty pieniądze w UE zawsze się jakoś znajdują.

Partnerstwo Wschodnie skończyło się spektakularną klapą. Z sześciu państw biorących w nim udział stowarzyszyły się zaledwie dwa – i to wcale nie te najważniejsze. Duża i bogata w czarnoziemy Ukraina, a także śpiący na surowcach naturalnych Azerbejdżan zdecydowały się nie czynić kolejnych kroków ku zbliżeniu z Europą. Za tę porażkę nie odpowiada wcale Janukowycz ani Putin, jak chcieliby nam wmówić niektórzy, ale europejscy decydenci.