Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  1 grudnia 2013

Wójcik: Katolicyzm jest komunitarny

Piotr Wójcik  1 grudnia 2013
przeczytanie zajmie 4 min
Wójcik: Katolicyzm jest komunitarny wikimedia/cc

Adhortacja „Evangelii gaudium” nie jest dla katolickiej nauki społecznej dokumentem specjalnie nowatorskim ani przełomowym, gdyż większość podejmowanych w niej kwestii pojawiało się wcześniej wielokrotnie. Jest jednak dokumentem ważnym, gdyż, jak widać doskonale po kontrowersjach towarzyszących jej odbiorowi, niektórzy wierni zdążyli zapomnieć prawdy – wydawałoby się – dosyć oczywiste. Cóż, od czasu publikacji genialnych społecznych encyklik „Caritas in veritate” i „Deus caritas est” minęło już trochę czasu.

Ze sporym zdziwieniem przeczytałem tekst mojego redakcyjnego kolegi Marka Steinhoffa, w którym wyrażał on rozgoryczenie spowodowane płynącą z Kościoła krytyką wolnego rynku. To mniej więcej tak, jakby zakupił sobie książkę Cormaca McCarthy’ego, a po jej przeczytaniu miał pretensje, że nie była zabawna. Albo umówił się z kolegami na rozegranie meczu piłkarskiego, a następnie przez godzinę im ględził, że ma mało okazji do przetestowania swojego nowego kompletu rakietek do ping-ponga. Kościół katolicki nigdy nie pałał wielkim zaufaniem do wolnego rynku, może z przerwą na pontyfikat Jana Pawła II, jednak ćwierć wieku to przy 2000 lat historii dość krótki okres. Nawet gdy uznamy za początek katolickiej nauki społecznej rok 1891 (wydanie „Rerum novarum”), to wyjdzie na to, że epoka liberalna w ekonomicznej wykładni KNS to trochę ponad 1/5 czasu jej dotychczasowego istnienia. A trzeba jeszcze zauważyć, że okres ten pokrywa się z epoką globalnego zachłyśnięcia się gospodarczym liberalizmem, gdy na dwóch najwyższych światowych stołkach zasiadały ikony tego nurtu (Reagan i Thatcher), a konsensus waszyngtoński był jedyną receptą, którą byli w stanie zaproponować „ekonomiści” z MFW. Trudno się więc dziwić, że także w encyklikach papieskich widać odbicie niektórych ekonomicznych trendów tamtego okresu.

Gdy jednak odsuniemy na bok zawiedzione nadzieje niektórych i spojrzymy na myśl społeczną Kościoła bez zbędnego afektu, to zauważymy, że nawet wielki Pius XI w swej ordoliberalnej encyklice „Quadragesimo anno” potrafił kapitalizm rzetelnie zbesztać, pisząc o „nieposkromionej żądzy panowania” i ekonomicznej dyktaturze (tu oczywiście trzeba też zaznaczyć, że przypisywanie papieżom autorstwa ekonomicznych pomysłów płynących np. z encyklik jest sporym uogólnieniem, gdyż w tej warstwie były one sporządzane w dużej mierze przez ich ekonomicznych doradców). Za solidną reformą kapitalizmu opowiadał się ojciec twórca KNS Leon XIII, a na tronie piotrowym zasiadał także gorący zwolennik państwowego interwencjonizmu Jan XXIII, który sprawiedliwości społecznej poświęcił całą encyklikę „Mater et magistra”. A trzeba jeszcze pamiętać, że jego następcą został Paweł VI, który swą wykładnią ekonomiczną skierował KNS zdecydowanie najbardziej w lewo w jej historii, proponując w „Popolorum progressio” choćby globalne regulacje cen czy światowe zarządzanie wzrostem. I nawet jeśli za czasów pontyfikatu naszego rodaka katolicka myśl społeczna mocno skręciła w stronę wolnorynkowych pozycji, to Benedykt XVI przywrócił ją na komunitarne tory.

Będąc głową Kościoła, Joseph Ratzinger wyraźnie przestrzegał przed umniejszaniem roli państwa i apelował o niezapominanie o etyce i wartościach w działalności ekonomicznej. W „Caritas in veritate” pisał: Bez wewnętrznych form solidarności i wzajemnego zaufania, rynek nie może wypełnić swojej ekonomicznej funkcji. A także: Działalność ekonomiczna nie może rozwiązać wszystkich problemów społecznych przez zwykłe rozszerzenie logiki rynkowej. Jej celem jest osiąganie dobra wspólnego, o które powinna się także i przede wszystkim troszczyć wspólnota polityczna. W podobnym duchu wypowiadał się arcybiskup Reinhard Marx w wydanym w 2008 roku dziele nazwanym przewrotnie „Kapitał”. Niemiecki hierarcha pisał między innymi, że „wolność rynku może zapewnić tylko władza państwowa”, a także wskazywał na potrzebę wyksztacenia mechanizmów obronnych przed nadużywaniem wolności gospodarczej. Podobnych opinii dotyczących różnych aspektów wolnego rynku pojawiało się w katolickiej nauce społecznej bardzo dużo. Na ich tle słowa Franciszka, przestrzegające przed absolutyzacją autonomii wolnego rynku i wzywające do prowadzenia zanurzonej w moralności polityki ekonomicznej, nie są niczym dla Kościoła niespotykanym.

Przedziwne są zarzuty kolegi Marka Steinhoffa dotyczące tworzenia „katolickiego poglądu na gospodarkę”. Jak widać, niektórym na rękę by było, żeby KNS nie wychodziło poza tworzenie bardzo ogólnych zasad, z których można wywnioskować dokładnie wszystko, w związku z czym nikogo by one specjalnie nie obchodziły. Zarzuty te dziwią tym bardziej, że poprzednicy Franciszka w dużo większym stopniu wchodzili w szczegóły ekonomii. Czynił to także w encyklice „Centesimus annus” bliski gospodarczym liberałom Jan Paweł II. I nic dziwnego; ekonomia to dziedzina, której od moralności nie sposób odseparować, a Kościół, dla którego niezmiernie istotny jest etyczny fundament, musi w debacie nad nią zabierać konstruktywny głos. Bardzo źle, gdy z wewnątrz Kościoła dochodzą głosy wzywające do ograniczenia wykładni jedynie do dogmatów wiary. Wystarczy, że podobne postulaty dochodzą już ze środowisk katolicyzmowi wrogich. Każdy obszar życia, w którym pojawiają się pytania dotyczące etyki, powinien być w kręgu zainteresowania myśli katolickiej – tak w debacie na temat aborcji, jak i płacy godziwej.

W katolicyzmie wspólnota ma niebywałą wartość, gdyż przeżywać naszą wiarę w pełni możemy odpowiednio kształtując na jej podstawie relacje z innymi osobami. Naszą prawdziwą wierność dwóm przykazaniom miłości i dziesięciu Bożym przykazaniom możemy jedynie udowodnić będąc aktywnym członkiem społeczności, w której żyjemy. Jeśli Jezus Chrystus umarł za nasze grzechy, to także, a może przede wszystkim, za zepsute przez ludzi stosunki społeczne. W tym świetle jasne staje się, że niektóre doktryny ekonomiczne mogą być niezgodne z katolicyzmem, gdyż myśl Kościoła to na szczęście coś więcej niż same dogmaty wiary, lecz także wykładnia etyczna, która powinna być fundamentem relacji społecznych. Nurty promujące indywidualizm i egoizm muszą stać z nią w sprzeczności. Katolicka nauka społeczna od początków swego istnienia kładła nacisk na harmonijny rozwój społeczeństwa i sprawiedliwy podział dobrobytu. Nieuprawnione jest więc nazywanie komunitaryzmu „frakcją” w Kościele, gdyż katolicyzm ze swej istoty jest komunitarystyczny. Zgodnie z tą logiką moglibyśmy w ogóle nazwać katolików jedną z frakcji w Kościele, do czego niechybnie kiedyś doprowadzimy, jeśli dalej będziemy podważać wspólny fundament etyczny naszego wyznania. A w nim odpowiedzialność za siostry i braci oraz wspólnotę mają znaczenie pierwszorzędne i są nieporównywalnie bardziej istotne, niż troska o mityczne wolnorynkowe zasady.