Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Elżbieta Wodzińska  29 listopada 2013

Wodzińska: „Matka, Syn, Bóg”

Elżbieta Wodzińska  29 listopada 2013
przeczytanie zajmie 4 min
Wodzińska: "Matka, Syn, Bóg" Maciej Matysiak, CC 2.0

Pięć lat po genialnej „Męskiej Muzyce” trio Waglewski-Fisz-Emade powracają z nową płytą „Matka, Syn, Bóg”. Jej premiera miała miejsce 15 października bieżącego roku, a już 8 listopada panowie ruszyli w trasę koncertową. Na muzycznym szlaku Waglewskich nie mogło zabraknąć Krakowa (całe szczęście!), dzięki czemu 20 listopada Rotunda gościła całą trójcę.

Zanim jednak panowie Waglewscy pojawili się na scenie, mieliśmy przyjemność wysłuchać krakowskiego zespołu Meeow. Jak sami muzycy przyznali, był to dla nich wielki zaszczyt grać przed gwiazdą w trzech osobach – wszak pozycja Waglewskich na polskim rynku muzycznym jest niepodważalna, a mówiąc o muzyce rockowej w Polsce, nie sposób nie wspomnieć o VooVoo. Kawał historii się kłania – i to jeszcze z czarną płytą w tle. Także potomkowie Waglewskiego za sprawą swoich projektów, m.in. Tworzywo Sztuczne i Kim Nowak, dali się poznać publiczności od najlepszej strony, prezentując zawsze wysoki poziom i wyrabiając charakterystyczne brzmienie, które nie sposób pomylić z żadnym innym.

Wracając do Meeow: jest to kawał porządnego, alternatywnego, pięknego grania. Muszę przyznać, że bywały momenty, gdy czułam, że skóra podobną się staje do skóry pewnego ptaka. Wsłuchiwanie się w dźwięki płynące ze sceny było wielką przyjemnością. Był to trafnie dobrany support i oczywiście bardzo udany występ.

Gdy zespół Meeow schodził ze sceny, pojawili się Waglewscy. Publiczność szaleje, panowie wybornie się prezentują, a krzesła, które poprzednio pojawiły się na widowni, bardzo szybko znikają. Jako pierwszy wybrzmiał utwór „Pocisk”, który jest także pierwszym utworem na nowej płycie. Przez cały koncert muzycy starali trzymać się ustalonej na niej kolejności – usłyszeliśmy więc na żywo cały nowy materiał, składający się z trzynastu utworów. A jak się okazuje, trzynastka w wydaniu rodziny Waglewskich to bardzo szczęśliwa liczba. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że klimat tego koncertu, a tym samym całej płyty, jest mocno westernowo-bluesowy z elementami jazzu, country i oczywiście rocka. Przyznać trzeba, że taka mieszanka świetnie się sprawdza i nawet lepiej brzmi na żywo. Waglewscy, jak widać, a raczej słychać, są mistrzami złożonej stylistyki: mieszają i kombinują, dzięki czemu nie dają ująć się w klamry jednoznaczności muzycznej, co uważam za wielką zaletę. Warstwa brzmieniowa świetnie komponuje się z tekstami, i choć również mamy tutaj wielość stylistyczną, wszystko wydaje się być na właściwym miejscu. Jest to płyta różnorodna, a zarazem bardzo spójna.

Kolejnym utworem zagranym tego wieczory był „Posłuchaj”, za którego warstwę tekstową odpowiedzialny jest Wojciech Waglewski. W trakcie piosenki „Ojciec” do melodii dołączyły skrzypce, co nadało dodatkowego charakteru muzyce i wzbogaciło brzmienie tria. Widać było, że Waglewskim wspólne granie sprawia przyjemność, że cząstka każdego z nich jest obecna w tych utworach; słychać w nich muzyczne zacięcie Waglewskiego i specyficzną twórczość liryczną Fisza. Skupmy się na chwilę na tekstach, które niewątpliwie zasługują na uznanie: dlatego świetnie słuchało się tej płyty podczas koncertu, gdzie można było się wyszumieć, ale nadaje się ona także idealnie na wieczorne refleksje, bo bynajmniej nie jest jednowymiarowa. Widać to dobrze, gdy porównamy te bardziej energetyczne utwory, takie jak właśnie „Pocisk”, „Posłuchaj”, „Kometa”, „Trupek” do mocniej nastrojowych, takich jak „Syn”, „Bóg” czy „Matka”. Podczas „Syna” dało się dostrzec zalety spokojniejszych brzmień, a wygwizdywanie melodii zostało świetnie wplecione w stworzony klimat. W wolniejszych piosenkach często pojawiały się melancholijne skrzypce, które uwypuklały charakter tych kompozycji.

Oczywiście jak zwykle Waglewscy dotykają rzeczywistości w specyficzny i jedyny dla siebie sposób. Nie można odmówić tej płycie prostoty, humoru i dystansu, choć czai się w tym głębszy sens. Poruszają Waglewscy uniwersalne tematy, takie jak Bóg, życie i śmierć, miłość, przyjaźń, otaczająca ich rzeczywistość, od której czasem chce się uciec, jednak w charakterystycznym dla siebie wydaniu. Szczególny ukłon należy się Fiszowi za tekst „Komety”, który jest rozbrajający; działa najmocniej we fragmencie Patrzę jak wywieszasz pranie/ Chciałbym z tobą się zestarzeć. Nie sposób chyba o prostsze i zarazem tak oryginalne wyznanie uczucia.

Po zaprezentowaniu całego nowego materiału przyszedł czas na bisy. Wtedy mieliśmy okazję wysłuchać kultowych już utworów, takich jak „Dziób pingwina”, „Męska Muzyka” czy „Chromolę”. Po raz kolejny pojawił się także piosenki „Trupek” oraz „Ojciec”. Przy okazji tego drugiego dużo wyraźniej niż poprzednio słychać było radość i energię, płynące ze wspólnego grania ojca z synami. Waglewscy nie pożałowali fanom doznań muzycznych, a po koncercie chętnie spotkali się ze słuchaczami, rozmawiali i rozdawali autografy.

Pojawiają się liczne pytania o to, czy nowa płyta powtórzy sukces „Męskiej Muzyki”. Nie jest mi ciężko odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ utwór „Ojciecod dłuższego czasu utrzymuje się w ścisłej czołówce Listy Przebojów Trójki. Poza tym wszystko, za co biorą się Waglewscy, jest po prostu dobre i zwyczajnie należy się spodziewać sukcesu. Jedynym mankamentem tego koncertu było to, że odbył się w środę, w samym środku tygodnia. Choć może to i dobrze, bo chociaż raz to właśnie środa, a nie jak zwykle piątek, była najbardziej wyczekiwanym dniem tygodnia. A może miesiąca… A może nawet roku?