Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
  25 listopada 2013

Konserwatywny zwrot ku miastom

  25 listopada 2013
przeczytanie zajmie 9 min
Konserwatywny zwrot ku miastom polskawbudowie.pl

Trzy lata temu ukazało się długo oczekiwane polskie tłumaczenie głośnej książki francuskiego socjologa religii Gillesa Kepela Zemsta Boga. Była to jedna z najbardziej dyskutowanych książek w Europie na początku lat dziewięćdziesiątych. Kepel wnikliwie opisywał coś, co dziś wydaje się oczywistością – globalny powrót religii do sfery publicznej. Porównywał on religijne ożywienie w arabskim islamie, izraelskim i amerykańskim judaizmie oraz włoskim katolicyzmie i pokazywał, że każda z tych grup religijnych sformułowała i zaczęła realizować ambitny program odzyskania sfery publicznej, którą wówczas badacze często uznawali za bezpowrotnie zeświecczoną. Książka Kepela, wydana w Polsce – co zaskakujące – przez Krytykę Polityczną, może służyć jako zwięzły podręcznik radykalnej zmiany rzeczywistości. Pomysły Bractwa Muzułmańskiego, żydowskich ortodoksów czy katolickich wizjonerów mogą służyć jako inspiracja, a czasem przestroga dla naszych republikańskich czy mesjanistycznych środowisk.

Cztery strategie Kepela

Jak można zmieniać świat? Lektura książki Kepela wskazuje, że można to zrobić na co najmniej cztery sposoby, w zależności od tego, czy robi się to odgórnie czy oddolnie oraz wewnętrznie czy zewnętrznie. W innych miejscach starałem się dokładnie opisać te strategie. Przypomnę tu najważniejsze tezy.  Odgórna strategia zmiany świata polega na udziale w walce politycznej i wykorzystaniu aparatu państwowego do realizacji swoich celów, strategia oddolna zakłada natomiast działalność kulturalną i społeczną niezwiązaną bezpośrednio z polityką. Strategia zewnętrzna polega na wycofaniu się z oficjalnego życia społecznego i budowaniu alternatywnych instytucji, natomiast strategia wewnętrzna − na udziale w świecie z zamiarem jego przekształcenia.

Połączenie tych dwóch wymiarów daje cztery możliwe strategie oddziaływania na społeczeństwo:

 

 Zewnętrzna

 Wewnętrzna

 Odgórna

 rewolucja

  polityka

 Oddolna

 równoległa
  polis

  marsz przez   instytucje

 

Rewolucja polega na zmianie społeczeństwa od góry i od zewnątrz. Ruch przyjmujący taką strategię stara się po prostu opanować aparat państwa używając do tego celu przemocy. Odgórne i wewnętrzne przekształcanie społeczeństwa jest natomiast celem polityki uprawianej na szczeblu państwowym zgodnie z obowiązującymi regułami. Strategia oddolna i zewnętrzna polega na tworzeniu kultury, instytucji i społeczności alternatywnej wobec mainstreamu, którą można nazwać – nawiązując do hasła czeskiego opozycjonisty Václava Bendy – „równoległą polis”. Wreszcie strategia oddolna i wewnętrzna polega na angażowaniu się w istniejące już instytucje i podejmowaniu prób wykorzystania ich dla promowania pożądanego stylu życia. Aktywiści nie tworzą osobnej społeczności, lecz przenikają całe społeczeństwo i jego instytucje − media, szkoły, biznes itd. Korzystając z terminologii niemieckiego lewaka Rudiego Dutschkego, strategię tę można nazwać „długim marszem przez instytucje”.

Jakie strategie przyjmują dziś polscy konserwatyści? Widać wyraźne wahanie między działaniami odgórnymi a oddolnymi i zewnętrznymi a wewnętrznymi. W dyskusjach na ten temat zwykle dochodziliśmy do wniosku, że Klub Jagielloński mocno trzyma się strategii „marszu przez instytucje”, a więc oddolnej i wewnętrznej.

Klarowne uzasadnienie takiej strategii w kontekście europejskim przedstawiliśmy w 26-27 tece „Pressji” Posteuropa z 2011 roku. Argumentowaliśmy, że nie należy wycofywać się z ram tworzonych przez instytucje europejskie, lecz korzystać z nich – póki się da – dla realizacji naszych celów. Trzeba jednak przyznać, że nie są to sprawy oczywiste. Ryszard Legutko w swoim wpływowym Triumfie człowieka pospolitego sugeruje raczej strategię zewnętrzną, a nie wewnętrzną. Podobne wnioski płyną na przykład z zastosowania teorii Arnolda Toynbee’go do współczesnej Europy, które przeprowadził nasz redaktor Grzegorz Lewicki. Jak się wydaje, wybór między strategią wewnętrzną a zewnętrzną jest jedną z najważniejszych decyzji, jakie stoją przed środowiskami konserwatywnymi w najbliższych latach. Ostatecznie jednak jest to jednak tylko wybór strategii, a nie celów i podlega ocenie ze względu na adekwatność do zmieniających się uwarunkowań i po prostu skuteczność. Nie należy wobec tego dogmatycznie absolutyzować któregokolwiek sposobu działania.

Blaski i cienie organizacji

Miałem okazję przedstawiać powyższy schemat na wielu spotkaniach różnych środowisk konserwatywnych i za każdym razem dochodziliśmy do wniosku, że pozwala on uporządkować wiele kwestii. Przede wszystkim pozwala dostrzec, że wiele różnic między nimi polega nie tyle na różnicy celów, jakie sobie stawiają, lecz na różnicy środków, jakie postulują. Ten sam republikański czy mesjanistyczny cel można bowiem realizować zarówno odgórnie, włączając się w bieżącą politykę, jak i oddolnie, aktywizując przedpolityczne środowiska, a także zewnętrznie, oferując alternatywę wobec istniejących form życia, jak i wewnętrznie korzystając z obowiązujących wzorów. W dyskusjach pojawiały się jednak głosy wskazujące na to, że klasyfikacja ta nie jest w stanie uchwycić kilku ważnych różnic w przyjmowanych strategiach. Chciałbym teraz uzupełnić ją o dwa wymiary.

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że świat można zmieniać samodzielnie albo w ramach jakiejś organizacji. Dokładniej, instytucje zmiany świata – rozumiane bardzo szeroko, jako wszelkie formy uregulowanego działania – mogą mieć charakter nieformalny lub formalny. W pierwszym wypadku mamy szereg samotnie działających aktywistów, w drugim – zorganizowanych żołnierzy republikańskiej czy mesjanistycznej rewolucji. Podział ten nie pokrywa się ściśle z podziałem na działania odgórne i oddolne oraz zewnętrzne i wewnętrzne, każde bowiem z tych działań może bowiem być podejmowane przez nieskoordynowane grupy lub przez formalne organizacje.

To, jaka strategia okazuje się skuteczna, zależy oczywiście od okoliczności. Na naszych oczach dokonała się jednak pewna zmiana w środowiskach konserwatywnych.

Jest coraz bardziej oczywiste, że dziś potrzebni są nie tylko liderzy opinii i aktywiści kierujący się podobnymi wartościami, lecz także jakieś formy zorganizowanej działalności.

Wydaje się, że dziś nie da się osiągnąć pewnych ważnych celów bez minimum formalnej koordynacji, choć wciąż wielość środowisk konserwatywnych jest – wbrew głośnej tezie Agnieszki Rybak z „Rzeczpospolitej” – raczej zaletą niż wadą. W ostatnich latach można dostrzec podejmowane w różnych środowiskach próby znalezienia formalnych ram dla spontanicznie pojawiających się inicjatyw. Spektakularnym osiągnięciem jest organizacja ruchu narodowego, niemniej ważne jest jednak zbudowanie organizacyjnej tożsamości republikanów przez ośrodki krakowski i warszawski. Ruchy organizacyjne nie powinny jednak przesłaniać znaczenia nieformalnych oddziaływań, które stanowią nieraz bazę działań bardziej sformalizowanych i mają większe skutki długofalowe. Radykalnej zmiany świata nie dokonują bowiem formalne organizacje o niewielkim zasięgu, lecz codzienne wybory dokonywane przez miliony ludzi, na które mają wpływ lokalni liderzy opinii, których nie sposób wszystkich zapisać do Klubu Jagiellońskiego.

Rewolucja w jednym mieście

Schemat Kepela – jeśli tak nazwać przedstawioną wyżej klasyfikację – można uzupełnić o jeszcze jeden, dość rzadko zauważany, wymiar. Świat można zmieniać globalnie albo lokalnie. Globalnie, to znaczy w wielu miejscach naraz, w skali całego globu czy całego kraju. Lokalnie, to znaczy w jednym miejscu, w jednej dzielnicy, mieście czy regionie. Znowu podział ten krzyżuje się z omawianymi wcześniej wymiarami. Każdą z przedstawionych strategii można bowiem stosować globalnie albo lokalnie. To właśnie zwrot ku lokalności w środowiskach konserwatywnych wydaje się najciekawszą innowacją strategiczną ostatnich lat. 

Czy zmiana rzeczywistości musi dokonywać się w skali całego kraju? Czy nie jest możliwa republika w jednym mieście? Czy nie da się realizować programu mesjanistycznego w jednej dzielnicy?

Uświadomienie sobie możliwości lokalnej rewolucji prowadzi na naszych oczach do przewartościowania priorytetów. Dawniej celem działań środowisk konserwatywnych było najczęściej osiągnięcie pozycji pozwalającej na wpływ na rzeczywistość w skali całego kraju. Nasi ludzie próbowali dostać się do centralnych urzędów, głównych placówek kulturalnych i ogólnokrajowych gazet. Strategia ta z wielu względów okazała się mniej skuteczna niż się spodziewaliśmy. Czy jednak więcej pożytku nie przyniesie skumulowanie energii w jednym miejscu? Wydaje się, że takie właśnie pytania doprowadziły do rozgrywającego się na naszych oczach zwrotu miejskiego. Jest coraz więcej konserwatywnych organizacji zajmujących się politykami miejskimi, coraz bardziej widoczne jest też zmiana zainteresowań istniejących środowisk. Za przykłady mogą służyć opolskie Horyzonty, łódzka Aurea Libertas i ogólnopolski Klub Jagielloński.

Podobnie jak w każdym wypadku, także strategia lokalna nie powinna być absolutyzowana. Bez sprowadzenia ryzyka wojny domowej nie da się chyba dokonać radykalnej zmiany tylko w jednym miejscu. Z pewnością jednak polityka lokalna była dotąd najbardziej zaniedbanym wymiarem republikańskiej rewolucji. Nie mamy odpowiednich ludzi, nie mamy zebranych doświadczeń, nie mamy właściwej wiedzy i umiejętności.

To zaskakujące, ale nasze think-tanki mają o wiele więcej do powiedzenia o polityce energetycznej czy Partnerstwie Wschodnim niż o gospodarce odpadami czy o lokalnych programach edukacyjnych.

Jest to tym bardziej dziwne, że marsz Prawa i Sprawiedliwości do władzy rozpoczął się właśnie od zmiany w jednym mieście, choć miastem tym była stolica. Także obecnie widać, że lokalne instytucje, takie jak Muzeum Powstania Warszawskiego czy Centrum Myśli Jana Pawła II, dają nie mniejsze możliwości oddziaływania niż centralne urzędy i partie polityczne.

Tysiąc strategicznych kwiatów

Dyskusja nad opisanymi przez Kepela strategiami religijnej rekonkwisty świata doprowadziła do sformułowania dwóch dodatkowych wymiarów strategicznych. Działania zmierzające do zmiany świata mogą być nie tylko odgórne lub oddolne i zewnętrzne lub wewnętrzne, lecz także nieformalne i formalne oraz globalne i lokalne. Ile jest więc tak naprawdę dostępnych strategii, polegających na kombinacji wspomnianych wymiarów? Nie 2­2, czyli 4, jak pisałem wcześniej, lecz 2­4, czyli 16! Można je zebrać w następującej imponującej tabeli:

 

 

Odgórna

Zewnętrzna

Formalna

Globalna

Trockizm

 +

 +

 +

 +

Stalinizm

 +

 +

 +

 –

Utopiści krajowi

 +

 +

 –

 +

Utopiści lokalni

 +

 +

 –

 –

Polityka krajowa

 +

 –

 +

 +

Polityka lokalna

 +

 –

 +

 –

Krajowy lobbing

 +

 –

 –

 +

Lokalny lobbing

 +

 –

 –

 –

Kluby Gazety Polskiej

 –

 +

 +

 +

Klub Gazety Polskiej

 –

 +

 +

 –

Równoległe państwo

 –

 +

 –

 +

Równoległe miasto

 –

 +

 –

 –

Masoni krajowi

 –

 –

 +

 +

Masoni regionalni

 –

 –

 +

 –

Globalny marsz przez instytucje

 –

 –

 –

 +

Lokalny marsz przez instytucje

 –

 –

 –

 –

 

Określenia poszczególnych stanowisk są oczywiście zupełnie umowne; zwłaszcza loże masońskie i Kluby Gazety Polskiej mogą czuć się niesprawiedliwie potraktowane. Przedstawione narzędzie pojęciowe wydaje się jednak dość pożyteczne. Ciekawe byłoby prześledzenia za jego pomocą dyskusji strategicznych w ruchu socjalistycznym, kontrkulturze lat sześćdziesiątych czy opozycji w Polsce w czasach PRL.

Podstawowa nauka, jaka płynie z tych rozważań,  jest – jak sądzę – następująca: realna zmiana świata wymaga elastycznego stosowania wielu rozmaitych strategii. Potrzebujemy partii, ale także lokalnych działaczy, utopistów, lobbystów i agentów wpływu. Celu, jakim jest republikańska i mesjanistyczna rewolucja, nie da się osiągnąć w jeden sposób. Choć – jak wiadomo – kadry decydują o wszystkim.

* Tekst w całości ukazał się w Roczniku Collegium Nobilium Opoliense.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 4 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń.

Klub Jagielloński
Nr konta: 16 2130 0004 2001 0404 9144 0001
W tytule: „darowizna na cele statutowe: jagiellonski24”
Dziękujemy!