Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Alicja Chwieduk  23 listopada 2013

Chwieduk: Krótki oddech przed dalszą podróżą

Alicja Chwieduk  23 listopada 2013
przeczytanie zajmie 3 min
Chwieduk: Krótki oddech przed dalszą podróżą materiały prasowe

Co znajduje się przy żółtych drogach? Obrazy nasycone barwami i wyblakłe kadry piaszczystej wschodniej pustki, od której kręci się w głowie. Niepojęta przestrzeń, zapachy, dźwięki. Nieuchwytne życie, które zadziwia i niemal namacalna śmierć, od wieków tkwiąca w zastygłych krajobrazach. Przy żółtych drogach jest cały świat.

Takie przynajmniej wrażenie pozostawia lektura najnowszej książki Andrzeja Stasiuka. Dzieło jest zbiorem bardzo osobistych refleksji nad rzeczywistością – tą polską, słowiańską, wschodnią. Dalszą wędrówką przez pamięć, czas, przestrzeń i nadprzyrodzone. Dalszą, ponieważ te tropy i wynikająca z nich mistyczność, czy nawet mityczność, od początku naznaczają Stasiukową prozę.

Czterdzieści siedem krótkich opowiadań, pisanych w rytmie niesłabnącego zdumienia ludźmi i światem, prowadzi nas przez zakątki mniej lub bardziej odległe. Tylko, że pojęcie „odległości” nie może tu być traktowane jednowymiarowo. Chodzi bowiem nie tylko o dystans geograficzny, lecz również psychologiczny, który skutecznie oddala nas od miejsc, których nie rozumiemy. Narrator próbuje uchwycić wszystkie przestrzenie. Bliskie, czasem z pozoru banalne, zaniedbane czy wręcz nieistniejące na turystycznych mapach przeciętnego Europejczyka (bałkańskie wsie, wschodnie rubieże wielkiej Rosji, umarłe zakątki środkowej Azji). Krążymy gdzieś na peryferiach naszego kontynentu, czasu, pamięci autora. Ciągle jednak czujemy w tle rytm teraźniejszości. Przeszłość służy za kontrapunkt niezbędny do pojęcia tego, co jest tu i teraz. Potraktowana nie jako zabobon, ale jako miejsce własnego pochodzenia, jako materia stale wplatana w codzienną rzeczywistość.

Niektóre opowiadania Stasiuka przypominają pośpiesznie rzucane spojrzenia wstecz, jakby już ostatnie – pożegnalne. Wszystkie jednak pozostają silnie zakorzenione w życiu. Próżno szukać w nich ucieczki przed tym, co stare, śmiertelne, koślawe. Przed tłumieniem zapachów pełnego istnienia, nawet jeśli nas odrażają. Zostały spisane trochę na przekór wygładzonej nowoczesności, z której chcemy szybko wyprzeć brzydotę, ułomność, śmierć, wynajdując z lubością coraz precyzyjniejsze sposoby na osiągnięcie wyzwalającej (tak się przynajmniej zdaje) amnezji. Na blisko dwustu stronach schronienie znajduje również ten nieodłączny kompan codziennego życia, którym jest przeciętność. Zwykłość, od której obsesyjnie (choć nieudolnie) pragniemy się odżegnać. Człowiek, który zjechał i zdeptał kawał świata, od Warszawy po Ułan Bator, a nawet jeszcze dalej, mógłby właściwie powiedzieć, że nic go już nie dziwi. A jednak dla Stasiuka nie ma rzeczy nudnych, zużytych, zbyt oczywistych. Czy to kolejne nadejście maja, który rozlewa się pulsującą zielenią po gorącej Polsce; odwiedzenie obdrapanego, pstrokatego Lichenia; czy widok na Zakopane, w którym nieznośne badziewie się stłoczyło, skropliło się i ścieka po ścianach, po szybach, po drzewach, dachach, schodach, tak, że nic spod tego trądu już nie widać.Zwyczajne – niedoceniony bohater naszego życia – kryje w sobie niespodziewanie ogromny potencjał. Siłę inspirującą uważnych obserwatorów.

Kolejne przystanki w podróży autora przez czas, pamięć i przestrzeń spina refleksja nad przemianami świata. Komentarz tym trafniejszy, że spisany ręką niejako naocznego świadka budujących się nowych porządków. Owe stare przestrzenie, trochę mityczne i dzikie, z magią i charakterem, jeszcze nieokiełznane, jeszcze do przemierzenia zostały z czasem starte, a następnie zlepione w gładką postnowoczesność – sytą, jednolitą, zagubioną w nadmiarze chińskiej, migotliwej tandety…

Czy jednak kurzące się żółte drogi nie poprowadzą już dalej? Czy wraz z pożegnaniem dawnego czasu można zamknąć Stasiukowy przewodnik po wschodniej rzeczywistości? Ostatnia linijka książki zapowiada coś zgoła przeciwnego. Jestem spakowany, pojutrze lecę do Biszkeku. Zakończenie uświadamia nam pewną mądrość płynącą z całego zbioru opowiadań (trudno powiedzieć na ile autor celowo nas na nią naprowadził). Dalsza podróż wzdłuż żółtych dróg jest możliwa wyłącznie wtedy, gdy nasze zmysły, umysł i wrażliwość potrafią odnaleźć wspólny język ze światem. Trwać w tym ożywczym zadziwieniu to wyczuć oryginalny rytm we wszystkim, co się przydarza. Bez wyjątku. Ten warunek dobrej podróży zdaje się też być warunkiem pełnego życia.