Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartłomiej Walentyński  13 listopada 2013

Walentyński: Sejm o rzut kamieniem

Bartłomiej Walentyński  13 listopada 2013
przeczytanie zajmie 93 min
Walentyński: Sejm o rzut kamieniem Spłoń tęczo, spłoń, Facebook.com

Jest taka scena w „Mrocznym Rycerzu”, gdy padają słowa: „Niektórzy ludzie nie potrzebują żadnej logiki ani pieniędzy. (…) Niektórzy chcą tylko patrzeć, jak świat płonie”. Mam wrażenie, że żaden inny cytat nie opisuje trafniej wydarzeń, które rozegrały się podczas Marszu Niepodległości.

Nie można negować tego, że istnieją osoby, najczęściej zamaskowane, kochające rozróby. Oczywiście winnych może być wielu. Jedni powiedzą, że są to organizatorzy, inni, że policja, a jeszcze inni, że grupki, które swobodnie dołączyły do pokojowego przejścia. Co więcej, nagrodę można by przyznać urzędnikowi, który wymyślił restaurację tęczy na trzy dni przed Marszem i pokrycie jej materiałem ognioodpornym tuż po Marszu.

Z drugiej strony nie sposób nie zauważyć, że istnieją osoby, które wydają się być wręcz dumne ze wspomnianej zadymy. Część ludzi identyfikujących się z prawicą wydaje się być zachwycona z zaistniałej sytuacji, a jakiekolwiek problemy spycha na tzw. reżimowe media, „lewaków” czy nawet policję.

Tym, co najbardziej martwi, jest przeświadczenie, że najprawdopodobniej nic się nie zmieni i narracja po obu stronach pozostanie taka sama. Co więcej, sam Marsz z roku na rok najprawdopodobniej będzie ściągał coraz większe ilości osób, które zwyczajnie będą nastawione na zrobienie kolejnej zadymy niezależnie od tego, czy wokół pojawią się prowokujący „lewacy”, policjanci czy „reżimowa tęcza”.

Pytanie, jakie sobie należy zadać, to dlaczego właśnie na tym Marszu dochodzi do takich sytuacji. Dlaczego inne prawicowe defilady (choćby wczorajszy krakowski, organizowany przez PiS) mogą się cieszyć spokojem? Dlaczego problem z roku na rok robi się większy? Dlaczego organizatorzy pozostają niewzruszeni (np. nie kończąc Marszu po rozwiązaniu go przez ratusz)?

Chciałbym się mylić, ale mam wrażenie, że niektórzy chcą zwyczajnie patrzeć, jak Warszawa płonie, bo głęboko wierzą, że ci chłopacy rzucający kamieniami pomogą im prędzej czy później zbudować realną siłę polityczną.