Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Grzegorz Oleksy  8 listopada 2013

Oleksy: Zamach na Fuhrera

Grzegorz Oleksy  8 listopada 2013
przeczytanie zajmie 4 min
Oleksy: Zamach na Fuhrera Wagner, CC 2.0

Na życie Adolfa Hitlera przygotowano około czterdziestu zamachów lub ich prób i planów. W zbiorowej świadomości uosobieniem czyhającego na życie Führera śmiałka jest odgrywający rolę hrabiego von Stauffenberga Tom Cruise albo nieobliczalny Aldo Reine w osobie Brada Pitta z nieodłącznym oddziałem dzielnych „Bękartów”. Odnosząc się z sympatią do wyżej wymienionych, warto jednak wiedzieć, iż w rzeczywistości jeden z najbardziej spektakularnych zamachów na lidera NSPAD, do którego powodzenia zabrakło trzynastu minut, przygotował i przeprowadził niepozorny, mierzący ledwie 160 cm wzrostu stolarz ze Szwabii.

Bombowe przemówienie

Był 8 listopada 1939 roku. Pył pól bitewnych zachodniej i centralnej Polski powoli opadał na ziemię będącą teraz we władaniu nazistowskich Niemiec. Wisząca w powietrzu od wielu miesięcy wojna wybuchła na wschodzie, przynosząc ekspresowe zwycięstwo Wermachtu. Będąca w stanie formalnej wojny z Francją i Wielką Brytanią Rzesza szykowała więc swe zbrojne ramię do rozprawy z zachodnimi wrogami. Jednak tego dnia w całych osiemdziesięciomilionowych Niemczech świętowano rocznicę puczu monachijskiego, będącego mitem założycielskim nazistowskiej rewolucji. Punktem kulminacyjnym obchodów było spotkanie w monachijskiej piwiarni Bürgerbräukeller, gdzie pośród „starych bojowników”, deputacji SA, reprezentacji SS, „sztandaru krwi” i hektolitrów bawarskiego piwa, przemawiać miał sam Hitler. Zaplanowane na 19:30 wystąpienie transmitowane było na cały kraj przez radio, dzięki czemu dziadkowie i babki naszych zachodnich sąsiadów usłyszeć mogli krzyki o niezłomnej niemieckiej woli, potrzebie przestrzeni życiowej, ustawodawstwie socjalnym, a nawet o wyższości Beethovena nad wszystkimi Anglikami, na polu muzycznym oczywiście. Mimo wielości poruszanych wątków, jak również ekstatycznej widowni, przemówienie trwało znacznie krócej niż zazwyczaj, za co winę ponosiła listopadowa aura uniemożliwiająca Führerowi powrót do Berlina samolotem. O 21:07 Hitler opuścił więc mównicę i żegnany entuzjastycznym aplauzem udał się wraz z najbliższymi współpracownikami na pociąg. Paskudna pogoda była jedynym czynnikiem, którego nie przewidział w swym planie zamachowiec, nastawiając czasowy zapalnik bomby ukrytej w filarze obok mównicy na 21:20. Z niemiecką dokładnością w trzynaście minut po zejściu Hitlera z podestu piwiarnią wstrząsnął potężny wybuch, grzebiąc i dotkliwie raniąc licznych uczestników uroczystości. Adresat bombowego ładunku znajdował się jednak już daleko poza zasięgiem rażenia.

Serce na właściwym miejscu

Pomysłodawcą, organizatorem i wykonawcą przedsięwzięcia, które wywiodło w pole całą ochronę przywódcy III Rzeszy, był Georg Elser. Ten niepozorny rzemieślnik, pochodzący z niespełna dwutysięcznego Königsbronnu, znany w był w najbliższym otoczeniu jako solidny stolarz i przyzwoity muzyk. Polityką interesował się przeciętnie; głos wyborczy oddawał na KPD, ale w żadnych akcjach politycznych nigdy nie uczestniczył. Mimo braku zaangażowania w sprawy publiczne, ze stanowiska pomocnika w oczyszczalni odlewów w zakładach produkcji armatury w Heidenhaimie Elsner potrafił dostrzec to, czego nie rozumiały miliony jego rodaków. Przewidywał trafniej niż układający się z nazistami politycy państw ościennych. Widząc prowokacyjne poczynania Hitlera, przyszły zamachowiec odczytywał je jako nieuchronny marsz ku wojnie, która z kolei będzie końcem Niemiec i katastrofą dla przeciętnego robotnika. Jak wynika z protokołów przesłuchań przeprowadzanych po zamachu, już jesienią 1938 roku, w związku z kryzysem sudeckim, stolarz ze Szwabii był pewien co do dalszych wypadków w politycznym rozdaniu europejskiego pokera; Georg przewidywał, że nie skończy się na układzie w monachijskim; Niemcy będą stawiać dalsze żądania i wcielać dalsze kraje i dlatego wojna jest nieunikniona. Wyrobiona ocena co do stanu, w jakim znajdują się Niemcy i ich perspektyw, zrodziła w umyśle Elsnera przekonanie, iż zmiana jest możliwa tylko poprzez usunięcie Hitlera ze sceny. By ustrzec Niemców przed wojną i większym rozlewem krwi, zdecydował się wyeliminować Führera. Już sama ta myśl zrodzona w czasie największych tryumfów Hitlera, pośród społeczeństwa omamionego gospodarczymi i politycznymi sukcesami nazistów, wydaje się wręcz fantastyczna.

Historia zapomniana

Elsner do realizacji swojego postanowienia przygotowywał się ponad rok. W tym czasie zmieniał pracę i miejsce zamieszkania oraz wyprzedawał swój dobytek – wszystko po to, by zaopatrzyć się w niezbędne materiały i zbliżyć do miejsca planowanego uderzenia. W samej piwiarni, w której umieścił ładunek wybuchowy, spędził kilkadziesiąt nocek, gdy w towarzystwie pustych kufli i poustawianych na blatach krzeseł mozolnie uzdatniał filar do roli schowka na bombę. Jeszcze 8 listopada, w noc przed planowaną w Bürgerbräukeller imprezą, zakradł się do piwiarni, by sprawdzić przygotowaną przez siebie pułapkę. Zamach okazał się jednak niewypałem, a sam Georg został ujęty przy próbie przekroczenia granicy ze Szwajcarią – początkowo bez związku ze sprawą. Osadzony bez procesu w Sachsenhausen i Dachau, doczekał tam kwietnia 1945 roku, gdy na osobisty rozkaz szefa Gestapo został zamordowany.

Z dzisiejszej perspektywy dokonanie Elsnera wydaje się szaleństwem albo ułożoną mistyfikacją, na którą jednak nie ma do dziś przekonywujących dowodów. Już wśród więźniów Dachau rozpowszechniana była plotka, iż zamachowiec z Monachium jest w istocie szpiclem SS, którego akcja była jedynie inscenizacją potrzebną dla utrwalenia w narodzie przekonania o nieziemskim Losie, który sprzyja Führerowi. Plotka ta cieszyła się w powojennych Niemczech dużą nośnością, tworząc legendę zamachowca-kolaboranta albo w najlepszym razie samotnego szaleńca. Jej długą żywotność wiązać można z faktem, iż czyn Elsnera był swoistym wyrzutem sumienia dla zdecydowanej większości niemieckiego społeczeństwa popierającego lub aprobującego nazistów. Być może sprzeciw prostego stolarza łatwiej było przełknąć, przyozdabiając go w kokardy niepoczytalności i falbany spisku.

W świetle dostępnych materiałów dokonanie Georga Elsera jest żywym zaprzeczeniem urabianej w powojennych Niemczech tezy o braku możliwości przeciwstawienia się zwykłych Niemców zbrodniczemu terrorowi nazistów. Pokazuje, iż nawet żyjąc w totalitarnej III Rzeszy, można było zachować niezależność myśli i ludzką wrażliwość. Tylko tyle i aż tyle potrzeba było, by już w roku 1938 ujrzeć w Hitlerze zwiastuna klęski Niemiec i nieszczęścia dla milionów istnień.